Ania Dąbrowska – Wolę pozostać za cienką szybą
- Namnożyło się nam kursów i szkoleń na temat, jak być szczęśliwym i spełnionym. Czy uważa pani, że rzeczywiście można się tego nauczyć?
- A dlaczego nie? Uważam, że takie oferty jak najbardziej mają sens. Są ludzie, którzy rodzą się z umiejętnością bycia w zgodzie ze sobą, ale są też tacy, którzy czują się zagubieni. Roznosi ich energia i nie wiedzą, jak ją ukierunkować, chcą jednak coś zrobić ze swoim życiem. Myślę, że wszystkie sposoby są dobre, żeby uświadomić człowiekowi jego zalety, talenty, uczucia i pragnienia. Można pójść po tę wiedzę do psychoterapeuty, ale to nadal nie jest u nas dobrze widziane. Za to kurs kreatywnego myślenia nie dość, że przynosi korzystne zmiany w nastawieniu do życia, to jeszcze nieźle wygląda w CV.
- A jak zapytam, czym jest szczęście dla pani?
- To powiem, że trudno mi na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ na moje poczucie szczęścia składa się masa rzeczy. To są pojedyncze chwile, kiedy czuję się szczęśliwa i na dodatek każda z nich jest inna. Szczęście nie jest stanem trwającym niezmiennie. Najfajniej jest gonić króliczka – jestem tego typowym przykładem. Codziennie wymyślam sobie nowe projekty, zakładam z kolegami nowe zespoły i robię wszystko, by być zajętą. Mam też słomiany zapał i szybko się nudzę, dlatego potrzebuję ciągłej stymulacji. Pielęgnuję w sobie poczucie niedosytu, bo to daje mi siłę do działania. Kiedy przez dłuższy czas nic się nie dzieje, to najczęściej łapię doła.
- Czyli harmonia na dzisiaj i apetyt na jutro?
- Potrzebuję mieć cel w życiu. Lubię się uczyć, zdobywać nowe informacje, ale wszystko robię falami. Raz interesują mnie inwestycje giełdowe, a kiedy indziej historia sztuki. Pasje równie szybko mijają, jak i przychodzą. Wystarczy spojrzeć na moją półkę z książkami. Idealnie obrazuje mój chaos w głowie i zmienność. Jeśli chodzi o nastrój, to też towarzyszy mi nieustanna sinusoida dołów i euforii. Być może to hormony, na które moje ciało nadmiernie reaguje, a może tak już jestem skonstruowana. Nie walczę z tym.
- Powiedziała pani o swoim macierzyństwie: „Moje życie zawodowe może pójść w odstawkę na dłużej”. To politycznie mało poprawne wyznanie. Zewsząd słychać apele do młodych mam: „Nie daj się zniewolić, realizuj się zawodowo!”.
- Tak samo jak zmieniają się czasy, tak samo zmienia się nasze podejście do macierzyństwa. Kiedyś bycie mamą kojarzyło się z idyllą i absolutnym spełnieniem. Kobiety po urodzeniu dziecka ogłaszały, że dopiero teraz są w pełni szczęśliwe i w pełni kobiece. Zawsze wydawało mi się to dość przerażające. Poczucie całkowitego spełnienia kojarzy mi się z końcem i starością, i osobiście mam nadzieję, że nigdy takiego stanu nie osiągnę.
W rzeczywistości macierzyństwo to ciąg męczących czynności powtarzanych każdego dnia. Często towarzyszy mu poczucie bezsilności. Nic dziwnego, że niektóre kobiety popadają w drugą skrajność. Żadna z opcji nie jest dobra. Myślę, że każda z nas musi znaleźć złoty środek i słuchać intuicji a nie oglądać się na obowiązujące trendy. Nie ma tu uniwersalnych recept. Matka sama najlepiej czuje, kiedy dziecko nie potrzebuje już jej na każdym kroku. Niestety, tego nie da się zaplanować, przewidzieć. Dziś wiem jedno – moje dziecko jest dla mnie najważniejsze i nie chciałabym stracić nic cennego z bycia matką. Poza tym na wielu rzeczach przestało mi dzisiaj tak mocno zależeć, ale podejrzewam, że przyjdzie taki moment, że będę chciała wrócić w pełni do życia zawodowego.
- Co panią zaskoczyło w byciu mamą?
- Kiedy zaszłam w ciążę, byłam pochłonięta życiem zawodowym i jego rytm bardzo mi odpowiadał. Nie planowałam dziecka i nie byłam przygotowana na macierzyństwo. Dzieci kojarzyły mi się z ograniczeniami, zauważałam, że są hałaśliwe i rozbrykane.
Sama ciąża nie przyniosła mi szczególnie metafizycznych doznań. Byłam za to bardziej wyluzowana, może nawet trochę za bardzo. Ludzie z mojego otoczenia dostrzegali, że stałam się ugodowa. Przestałam kontrolować wagę i to, w jakie ubrania jeszcze się mieszczę. Nie widziałam siebie, tylko coraz większy ciążowy brzuszek, który napawał mnie dumą.
Po kilku miesiącach po porodzie zrozumiałam, jak ciężko będzie wrócić do formy. Nie czułam się bardziej kobieca, uważałam, że ciąża to poświęcenie mojej fizyczności, dziewczęcości. Zastanawiałam się też, czy będę w stanie tak od razu i bezwarunkowo pokochać tego małego człowieka. Na szczęście okazało się, że natura działa bardzo sprawnie i natychmiast zakochałam się w swoim synku.
- Jest pani realistką?
- Jestem realistką z tendencją do pesymizmu.
- Czyli realistka krytyczna?
- Przy pierwszym kontakcie ludzie odbierają mnie jako osobę, delikatnie mówiąc, lekko zdystansowaną do wszystkiego, żeby nie powiedzieć zblazowaną i arogancką. Nie pokazuję emocji, ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi. Może wynika to z faktu, że nie lubię się odsłaniać, wolę pozostać za cienką szybą. Mam świadomość tego dystansu i nie staram się z tym walczyć.
- Ale przysłowie mówi, że tylko głupcy mogą być szczęśliwi.
- To niesamowite, jaką zdolność ma ludzki mózg do wprowadzania nas w różnego rodzaju iluzje. Sami siebie nieustannie karmimy złudzeniami. Mamy wielki talent do tłumaczenia wszystkiego z korzyścią dla siebie. To chyba jedno z większych osiągnięć ewolucyjnych. Uważam to za piękne, że pomimo tylu przeciwieństw i trudności człowiek potrafi być radosny. Ja mam naturę niedowiarka. Nie potrafię wierzyć w rzeczy nienamacalne, ale szczęśliwym głupcom zazdroszczę.
- Studiowała pani psychologię. Czy wiedza o ludzkiej psychice pomaga lepiej żyć?
- Raczej nie. Nie przygotowało mnie to do lepszego kontaktu ze światem i nie nauczyło w jakiś specjalny sposób budować relacji. Nawet próby rozkminiania swojej psychiki nie za bardzo mi wyszły. Jestem świadoma moich słabości i problemów, ale nie potrafię siebie samej naprawić. Poszłam na psychologię, bo interesowała mnie różnorodność ludzkich zachowań. Na tego typu studiach każdy próbuje przeprowadzić małą autopsychoanalizę. Ale nie udało mi się zdiagnozować samej siebie. Podświadomość mocno nas broni, byśmy nie dowiedzieli się o sobie czegoś trudnego, co zachwieje naszym poczuciem własnej wartości.
Strony: 1 2
W TYM TEMACIE
- Martyna Wojciechowska: Mądrze pomagać
- Atelier Amaro – projekt autorski
- Wojciech Modest Amaro
- Michelin wyrożnia Amaro
- 12 prac Arianny
Wpis kojarzony jest z tagami: Ania DąbrowskaAnia Dąbrowska wywiadVoice of Poland
- Grace Jones wystąpi zamiast Amy Winehouse
- Ania Dąbrowska wystąpi na festiwalu GRAMY 2011 w Szczecinie




Wysyłam...