fot. Kamila Markiewicz- Lubańska
fot. Kamila Markiewicz- Lubańska
14 grudnia 2011 w Oko na VIP’a Autor: Przemysław Dobrzyński

Kabaret Hrabi – Chcemy po prostu bawić widza

Joanna Kołaczkowska, Dariusz Kamys (ksywka Kamol), Tomasz Majer (ksywka Bajer) oraz Łukasz Pietsch (zwany Lopezem) to czwórka tworząca kabaret Hrabi. W przerwie pomiędzy próbami udało mi się z nimi porozmawiać na temat ich DVD, tego skąd czerpią inspiracje, starałem się również dowiedzieć jacy są w życiu prywatnym. Oto przed Państwem kabaret Hrabi!

- To może na sam początek:  jak powstał kabaret Hrabi?

- Joanna Kołaczkowska: Powstaliśmy w 2002 roku. Wcześniej razem z Darkiem funkcjonowaliśmy w kabarecie „Potem”. Po pewnym czasie projekt się jednak rozwiązał, a Kamol (Dariusz Kamys) zakończył współpracę z kabaretem „Hi-Fi”, który współtworzył z Grzegorzem Halamą.

- Dariusz Kamys: Właściwie to już podczas trwania kabaretu „Hi-Fi”, który był dla mnie projektem przejściowym, rozmawiałem z Aśką na temat założenia wspólnie własnego kabaretu. Później sprawy potoczyły się już same. Z Łukaszem Pietschem też znaliśmy się wcześniej. Jeszcze jako student przychodził do klubu „Gęba” i tam się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Wzięliśmy go od razu jako pianistę. A Bajer, czyli Tomasz Majer dołączył rok później, bo na samym początku był z nami Krzysztof Szubzda, którego to Bajer zastąpił.

- Skąd przyszedł pomysł na nazwę?

- D.K: Hmm… Jest parę parametrów, które dobra nazwa musi mieć. Dwusylabowa, bo się najlepiej skanduje i musi dobrze brzmieć. Chcieliśmy, by miała zabarwienie lekko megalomańskie (ale bez przesady) i by kojarzyła się z czymś dobrym. No i żeby miała literkę „r”, bo to nadaje fajnego brzmienia. No i w ten sposób powstało „Hra-bi”.

- J.K: Wcześniej mieliśmy pomysł, by nazwać się „Dobry Wieczór”. Mieliśmy nawet premierę pod tą nazwą, ale później okazało się, że jest już zajęta.

- Tomasz Majer: Hrabi to dość swoista nazwa dla kabaretu. Chociaż jak sobie wpiszesz w wyszukiwarce „Hrabi” to wyskakuje jakiś czeski raper.

- D.K: Umówiliśmy się już z jakimś Iźimkiem, że on robi Hrabi tam, a my tu. (śmiech)

- Pracujecie już ze sobą ładnych parę lat. Zapewne tworzycie wyjątkowo zgraną paczkę..?

- D.K: Tak, staramy się i jakoś nam to wychodzi.

- J.K: Tworzymy taką rodzinno – przyjacielską paczkę.

- T.M: Spędzamy ze sobą dnie i noce, więc właściwie to musimy.

- J.K: O, przepraszam, ja z wami nocy się spędzam. (śmiech)

- D.K: Jesteśmy grupą ludzi, którzy spędzają najwięcej czasu ze sobą – zaraz po naszych rodzinach.

- Zdarzają się kłótnie?

- J.K: Tak, ale szybko są rozładowywane i uspokajane.

- D.K: Zdarzyło się parę kłótni, które były czymś w rodzaju wybuchu bomby atomowej, ale przetrzymaliśmy to, więc sądzę, że jesteśmy w stanie przetrwać wszystko.

- W przypadku konfliktów, kto z was pełni rolę negocjatora?

- J.K: Różnie. Konflikty te wybuchają na różnej linii i w różnych konfiguracjach.

- T.M: Właściwie to nie ma negocjatora, sami się ze sobą dogadujemy w takich sytuacjach.

- Łukasz Pietsch: Gdy dwoje z nas ma jakiś problem, to ta druga dwójka po prostu czeka spokojnie aż to wygaśnie…

- J.K: …i doradzamy na boku. Osoba, która w danej sytuacji jest bardziej winna chodzi z rękami w kieszeni, czasem pyta się nas o opinię i my staramy się jej doradzić. Potem, gdy widzimy, że wszystko zaczyna się układać to zaczynamy trzymać się za ręce i jest już dobrze. (śmiech)

- D.K: Na ogół jest jednak tak, że konflikty u nas wybuchają bardzo szybko i równie szybko gasną.

-Czy panuje u was demokracja czy np. monarchia jednej płci? A może rządzą osobowości?

- D.K: Nie ma demokracji. Nie ma też monarchii jednej płci, bo jeśli chodzi o liderowanie to jest to bardziej smok dwugłowy – liderami jesteśmy ja i Aśka.

- Kto ma decydujący głos?

- D.K: Ja i Aśka, ale musimy to też wcześniej między sobą uzgodnić.

- J.K: Ale jest też wiele decyzji, które podejmujemy wspólnie. Pewne tematy pozostają do ogólnej oceny.

- D.K: Na pewno o każdych decyzjach wcześniej rozmawiamy ze wszystkimi. Chcemy znać opinie i punkt widzenia każdego.

- Na waszej płycie DVD zatytułowanej „Kobieta i mężczyzna” podjęliście temat stereotypów płci. Co was skłoniło do poruszenia akurat tego tematu?

- D.K: Życie. Wszyscy jesteśmy w związkach małżeńskich.

- J.K: Właściwie to prawie wszyscy są w jakichś związkach, niekoniecznie małżeńskich, a na przykład przyjacielskich. Bo te nasze tematy wcale nie muszą dotyczyć tylko i wyłącznie relacji głębokich, opartych na uczuciach, miłości, wspólnym mieszkaniu. To może być zwykły związek przyjacielski. Nasz kabaret to też związek. Dlatego też wiele scenek i obserwacji piszemy na podstawie naszych relacji z ludźmi.

- D.K: Nie ma chyba bardziej uniwersalnego punktu odniesienia: kobieta – mężczyzna. Na nasze występy przychodzą zarówno kobiety jak i mężczyźni. To jest w ogóle chyba program, który najbardziej ze wszystkich angażuje emocjonalnie widzów. Oprócz tego, że się śmieją, czuć, że ta tematyka ich dotyczy i to widać. Gdy jakiś skecz „jedzie” bardziej po facetach, to babki mają większą radochę i odwrotnie.

- J.K: Ja najbardziej lubię te momenty, kiedy robimy w naszych spektaklach coś, czego na co dzień ludzie nie zauważają w swoim życiu, bo jest to zbyt drobiazgowa sprawa i nagle dostrzegają to u nas na scenie i mówią: „O rany! Ja też tak mam!”  Albo „u mnie w domu jest podobnie i nie pomyślałam, że ktoś też to tak odczuwa”.

- D.K: To są charakterystyczne chwile, kiedy przychodzi jakaś para i ona spogląda na niego w jakimś momencie, albo on na nią. My wtedy wiemy, że w tym związku dzieje się coś, o czym my opowiadamy i się z tego śmieją.

 

- J.K: Bywało parę razy, że do skeczu wrzucałam rzeczy, o których myślałam, że tylko ja ich doświadczam, po czym okazało się, że jednak wszyscy tak mają. To jest niesamowite, jak bardzo tak naprawdę wszyscy jesteśmy do siebie podobni.

- T.M: Istotną rzeczą jest także to, że Aśka ma wielki dystans do siebie. Wiadomo, kobiety mają specyficzne podejście do swojego wyglądu, a Aśka podchodzi do tego wszystkiego z totalnym luzem. Mówię np. o graniu facetów…

- D.K: … i garbusów.

- J.K: (śmiech)

- T.M: Z różnego rodzaju atrybutami.

- D.K: Jakimi atrybutami?

- T.M: Chodziło mi o klaskanie cycami. (śmiech)

- J.K: (śmiech)

- D.K: …poproszę następne pytanie. (śmiech)

fot. Kamila Markiewicz - Lubańska

- A czy w życiu prywatnym sami poddajecie się myśleniu stereotypowemu? Nie tylko względem płci, ale w ogóle?

- D.K: Siłą rzeczy, jak każdy. Chcielibyśmy być wyjątkowi, oryginalni, ale nie zawsze się da.

- J.K: Występując na scenie musimy się karmić stereotypami, które stanowią dla nas bazę potrzebną do komunikacji z widzami, na której jednak zawsze możemy zrobić coś więcej.

- D.K: Mamy wtedy płaszczyznę porozumienia. I my, i widzowie wiedzą o co chodzi. Poruszamy się wtedy w świecie, który znają obie strony.

- J.K: Przykładowo stereotyp, mit związków damsko-męskich, jest nam potrzebny po to, by go złamać, zburzyć. Punkt wyjścia musi być ten sam, ale potem robimy z nim co chcemy. Na przykład: faceci są bałaganiarzami, ciągle rozrzucają swoje skarpetki…

- D.K: … a kobiety słabo prowadzą samochód…

-J.K: … i wtedy możemy go łamać. Mamy taki skecz, w którym bierzemy na ruszt stereotyp podzielności uwagi u kobiet. Wcielam się w postać, która prowadzi naraz trzy rozmowy, po czym w końcu nie daje sobie z tym rady.

- D.K: Albo pokazujemy przypadki, w których korzystamy ze stereotypu mówiącego o tym, że kobiety średnio znają się na sprawach technicznych, komputerowych i w skeczu zawieramy rozmowę żony z mężem, w której on przez telefon prowadzi ją przez meandry technologiczne niczym małe dziecko.

- T.M:  Żeby było śmieszniej często jest tak, że rozmowy te kontynuujemy również w życiu prywatnym, np. jadąc samochodem słuchamy jak Kamol tłumaczy żonie jak podłączyć telewizor do satelity, bo nigdy nie potrafi tego zapamiętać.

- J.K: No właśnie, i ja się z tym nie zgadzam, że kobiety są gorsze w sprawach technicznych…

- D.K: Są, tylko ty Asiu jesteś inna. (śmiech)

- J.K: Tu chodzi po prostu o to, że wy nie znacie takich kobiet, które są w tym dobre i nie znacie facetów, którzy są niczym dupy wołowe i nie potrafią nawet komputera włączyć. (śmiech)

Strony: 1 2


3 odpowiedzi na Kabaret Hrabi – Chcemy po prostu bawić widza

  1. świetny kabaret, oczywiście rodzynek rodzaju damskiego dodaje uroku tej grupie :) oby tak dalej !

  2. szmycia napisał: 2 marca 2011

    uwielbiam całą czwórkę! udział w ich koncertach jest niesamowity. humor inteligentny, niesamowity kontakt z widzami, polecam wszystkim i pozdrawiam!

  3. Uwielbiam ten Kabaret!!!! A dzisiejszy prezent w postaci skeczu „Dzień Mężczyzny” – perełka!!!

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc napisać komentarz.

Zaloguj