Alicia Keys „As I Am”

Materiały prasowe

reklama

Alicia Keys jest nie tylko fantastycznie uzdolniona, ale też wystarczająco mądra, żeby opierać się presji wydawania płyty raz do roku, jak życzyłaby sobie tego tzw. branża. Młoda artystka zawsze wynagradza oczekiwanie.

Płytę otwiera krótka fortepianowa wariacja na motywie z Chopina, wielkiej fascynacji dziewczyny z Harlemu. Mówi sama o sobie, że ma „starą duszę”, a przejawia się to nie tylko w jej głębokim szacunku dla muzycznej tradycji (zwłaszcza muzyki soul), ale w swobodnym mieszaniu nowoczesnej muzyki z brzmieniami z lat 60. i 70. Nie próbuje tego zatuszować nawet singiel „No One”. Nad całym albumem unosi się duch wielkiego Marvina Gaye’a. W znakomity utworze „Superwoman” Keys stwierdza, że jest superkobietą i już. Może i deklaracja taka brzmi nieskromnie, ale jak się z nią nie zgodzić? Alicia Keys – nie mam wątpliwości – to przecież wybranka bogów: ten jej głos, fortepian, uroda!

RCA