Cecilia Bartoli „Maria”

Materiały prasowe

reklama

Choć to nieelegancko sięgać po język wyścigów konnych, pisząc o muzyce, nie zmienia to faktu, że trwa światowy „wyścig diw”, gonitwy sopranów.

Magdalena Kozena nagrała Haendla. Anna Netrebko – Mozarta. W odpowiedzi Cecilia Bartoli pokusiła się o nie lada sensację: płytę z repertuarem Marii Malibran, legendarnej śpiewaczki z początku XIX w., której bujne życie trwało zaledwie 28 lat (gwiazda nie przeżyła upadku z konia). Zdumiewa skala Bartoli – jej rozwój wokalny to cud współczesnej sceny operowej. Repertuar jest przedziwny, XIX-wieczny. Mamy tutaj popisowe arie belcanto, jak zabawna (ale obłędnie trudna) „Aria w stylu tyrolskim” Hummela. Są także fragmenty oper ojca śpiewaczki Manuela Garcii. Pięknie wydany album wieńczy „Casta diva”, nieśmiertelna aria z „Normy” Belliniego, przed laty wizytówka Marii Callas.

Decca