Dziennik

reklama

Zacząłem pisać dziennik, kiedy miałem lat piętnaście. Gdy teraz czytam te bazgroły, mam wrażenie, że pisał je ktoś, kogo nigdy nie znałem. Tak, chłopcy w tym wieku bywają niebezpieczni dla siebie i dla otoczenia. Niektórym zostaje to na całe życie.

Dzienniki są ważne, nie tylko dlatego, że zmieniają się w internetowe blogi, piszą je nawet politycy, którzy wydaje się, już niczego nie potrafią. Cenimy dzisiaj żywy dokument. Na naszych oczach umarł list, ten tradycyjny, pisany na papierze. To paradoks, gdyż jeszcze nigdy w historii ludzie nie pisali tak wielu listów jak teraz, lecz te e mailowe szybko gasną w kosmosie Internetu. Stary list okazał się wspaniałym źródłem informacji o przeszłości. Jaką niezwykłą korespondencję zostawili po sobie niemal wszyscy wielcy, listy Puszkina, Mickiewicza, Norwida tworzą ich pełne biografie. Wielkim wyjątkiem jest Szekspir. Nie mamy ani jednego jego listu! I dlatego prawie nic o nim nie wiemy.

Wysyłałem kiedyś tradycyjne listy, a dziennik zacząłem pisać, kiedy miałem lat piętnaście. Gdy teraz czytam te bazgroły, mam wrażenie, że pisał je ktoś, kogo nigdy nie znałem, szczeniak cierpiący na ostrą postać młodzie czego niedorozwoju. Tak, chłopcy w tym wieku bywają niebezpieczni dla siebie i dla otoczenia. Niektórym zostaje to na całe życie.

Jest rok 1970, mam lat 20, studiuję polonistykę, nadal jestem niedorozwinięty, ale czasami w moich zapiskach trafi się jakaś niegłupia myśl lub dobrze skonstruowane zdanie. A jednak spora część dzienników, które przychodziły na nasz konkurs, jest o wiele lepiej napisana i pomyślana niż ten mój dawny. Czy to może być zachęta dla przyszłych autorów dzienników?
 
Dziesięć lat dalej w las i jest już rok 1980. Mam pięcioletniego synka. Na karku 30 lat, straciłem dwa zęby i jestem przerażony swoim wiekiem. Na szczęście wybucha „Solidarność”, w powietrzu jest nadmiar tlenu. Potem lata walki, dyskretny urok konspiracji i słodki zapach podziemnych pism.
 
Z dziennikiem były wtedy dwa konspiracyjne problemy, najpierw wobec żony, potem wobec służby bezpieczeństwa. Miałem kolegę, który z tych dwóch powodów codziennie wynosił zapisane kartki do znajomych. Technika rozwiązała dzisiaj również ten problem, pisze się dzienniki w komputerze zabezpieczonym tajnym kodem. Problem, że dziennik ze swojej natury podobnie jak wiersz lubi być pisany ręcznie, na kartce. Ale nie musi.

Nie ma lepszej, bardziej poręcznej formy niż dziennik, by spotkać się ze sobą, teraz, gdy tak szybko biegniemy, gdy gdzieś gubimy siebie po drodze. I od razu widać, czy ktoś ma talent do pisania, czy nie. Ale ostrzegam – talent do pisania dziennika to niekoniecznie jest od razu talent literacki. Ale nim bywa. I jeszcze jedna zaleta dziennika – pisanie go bywa pociechą w bezsenności, która staje się wielkim problemem w XXI wieku. Jestem niestety częścią wielkiej ludzkiej rodziny, która boryka się ze snem. Pocieszam się, że jestem w dobrym towarzystwie, nie zapominam jednak, że zbrodniarz Kaligula też miał problemy ze snem, on, który przytulając się do kobiet, szeptał im na ucho: „W każdej chwili mogę ci kazać ściąć głowę”.

Do najbliższych mi bezsennych należy Emil Cioran, rumuński filozof, mistrz poetyckiej błyskotliwej myśli. Pisał: „Bardziej niż czas, lekarstwem na smutek jest sen. Natomiast bezsenność, która zwielokrotnia każdą zwykłą przeciwność losu, przekształca ją w cios przeznaczenia, czuwa nad naszymi ranami i nie pozwala nam zasnąć”.
Posiadanie małego dziecka niezwykle uczula na sprawy snu. Kiedyś ze zgrozą obserwowałem rytuały usypiania dzieci praktykowane przez znajomych. Rozrastały się do monstrualnych rozmiarów, dziecko jak król siedziało w łóżeczku, a rodzice odgrywali spektakl. Teraz widzę, że sami jesteśmy na dobrej drodze do jakiegoś teatru.
 
Mały w końcu zasnął, znowu cudem uśpiony przez matkę, która przy okazji też zasypia. Kładę się obok nich wycie czony pisaniem kolejnego felietonu, waham się, czy połknąć nasenną pastylkę. Na razie zapisuję w dzienniku datę, na więcej nie mam sił. Odkładam zeszyt i wysupłuję ze sreberka pastylkę, opakowanie okrutnie szeleści – budzi się dziecko, budzi się żona. I znowu rozwodzimy się w środku nocy. Jak potem spać w takiej sytuacji?