Johanna Nilsson „Sztuka bycia Elą”

Materiały prasowe

reklama

Najtrudniejszym elementem sztuki bycia Elą jest to, żeby ze sobą wytrzymać. Ela Sander ma bowiem całe kilogramy wad, z którymi walczy tak jak z licznymi życiowymi niedogodnościami – nie robiąc kompletnie nic.

Aż dziw bierze, że Johanna Nilsson poświęciła swoją książkę dziewczynie tak neurotycznej, infantylnej, użalającej się nad sobą i na ogół nieprzyjemnej dla otoczenia. Obdarzonej jednak złotym sercem, które niecierpliwie czeka na okazję, by się wreszcie ujawnić. Okazja ma na imię Klara, sześć lat, słodką buzię, matkę narkomankę i znacznie większą wolę przetrwania niż jej nowa przyjaciółka.

Choć efekt spotkania dużego dziecka z prawdziwym dzieckiem wydaje się z góry przesądzony, szwedzka pisarka wcale nie podąża śladem specjalistów od opowieści familijnych. Nie będziemy więc świadkami wielkiego cudu, lecz tylko małej korekty charakterologicznej: Ela zrozumie wreszcie, że jest zdolna do miłości i jej godna. Małą odkrywczość tego wniosku Nilsson rekompensuje nam wyczuciem, z jakim rejestruje i analizuje społeczne choroby, takie jak depresja, narkomania, przymusowe sieroctwo i patologiczna samotność. „Sztuka bycia Elą” to kolejny dowód na to, że w tej materii skandynawscy pisarze nie mają sobie równych.

przełożył Paweł Pollak, Replika, Zakrzewo 2008, s. 285