Jonathan Littell „Łaskawe”

Materiały prasowe /

reklama

Powieść „Łaskawe” Jonathana Littella zawojowała świat, zanim jeszcze stała się dostępna dla czytelników. I zasłużenie, bo to wspaniała książka! Nie dlatego, że arcydzielna w każdym calu. Jej autora czasem chciałoby się skarcić za tanie chwyty, by za chwilę przyznawać mu symbolicznego Nobla.

Z przewagą drugiego odruchu, bo pisarz rzucił przecież niemałe wyzwanie współczesnej literaturze. Littell posłużył się nie swoim językiem, zmierzył się z tematem niezwykle drastycznym i stworzył bohatera, który na zawsze wejdzie do panteonu literackich kreacji.

To właśnie ze względu na zagadkę Maximiliana Aue, esesmana estety, pochłania się „Łaskawe” jednym tchem. Śledzi się tę wojenną epopeję, zadając sobie pytanie, czy to, że nie sposób się oderwać od przerażających scen, ułożonych w swoistą symfonię (każda część nosi muzyczną nazwę), nie świadczy czasem o potworności naszej natury. A jeśli tak, to czy możemy osądzać dziwnego zbrodniarza?

przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. ok. 1000