Katarzyna Leżeńska „Kamień w sercu”

Materiały prasowe

reklama

Dasza i Marcin zakochali się w sobie w czasach licealnych, ale żadne z nich nie miało odwagi tego okazać. Spotykają się po kilkunastu latach na zjeździe klasowym i tym razem nie tracą czasu. Lecz nim przejdą od wyznania miłości do pielęgnowania jej na co dzień, muszą pokonać wiele barier.

Przede wszystkim wyleczyć rany po nieudanych małżeństwach. Docierają się jednak i wszystko zdaje się zmierzać do nudnego „żyli długo i szczęśliwie”. Wtedy właśnie zdarza się tragedia, która okaże się właściwym sprawdzianem dla ich uczucia.

Kilka zdań streszczenia nie oddaje rozmachu, z jakim Katarzyna Leżeńska poprowadziła swoją powieść. Nie oddaje także precyzji i subtelności psychologicznej analizy, z którą mamy tu do czynienia. Czytając „Kamień w sercu”, aż chce się złapać pisarkę na jakiejś mieliźnie albo doszukać się taniego romansowego chwytu, nie jest to jednak możliwe. Leżeńska wyłapuje każdy gest i niuans tak bezbłędnie, jakby siedziała nie w głowach postaci fikcyjnych, lecz żywych ludzi. A zarazem w głowie czytelnika – bo zawsze wyprzedza o krok jego wątpliwości. Nie wiadomo więc, co w tej powieści budzi większe wzruszenie: losy bohaterów czy umiejętności autorki.

Złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom przez przypadek, dobre książki – raczej nie.

Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. ok. 280