Masz kota?

fotochannels.com

reklama

Czy istnieje męska intuicja? Odpowiedź na to pytanie znaleźć można w baśni „Kot w butach” Charles’a Perraulta. Udowadnia ona, że droga mężczyzny do życiowej pełni nie musi być podążaniem za stereotypem, czyli walką o władzę, współzawodnictwem albo monotonną, ciężką pracą. Droga do szczęścia jest prosta, wystarczy słuchać swojego… kota – mówi Katarzyna Miller.

Przyp. red.: Baśń opowiada o najmłodszym synu młynarza. Stary młynarz tak podzielił majątek pomiędzy swoich trzech synów, że starsi otrzymali niemal cały spadek, a najmłodszy syn dostał tylko kota. Jednak ten sprytny zwierz okazuje się cenniejszym darem niż młyn i osioł należący do braci. Niezwykły kot słysząc, że jego nowy właściciel jest trochę niepewny, postanawia mu pomóc. Występując w przebraniu sługi, kot stwarza przed przejeżdżającym karetą królem i jego córką pozory bogactwa. Zajmuje też podstępem zamek i ziemie należące do czarownika: zjada dotychczasowego właściciela przemienionego w mysz. Dzięki wysiłkom kota, Młynarczyk staje się posiadaczem zamku i żeni się z córką spotkanego wcześniej króla.

Kto naprawdę jest bohaterem tej baśni? Młynarczyk, który nie miał nic, a dostał wszystko?
– Czy kot, dzięki któremu Młynarczyk zostaje królem, ma zamek, piękne włości i królewnę za żonę…

A czy baśniowy bohater nie powinien sobie zasłużyć sam na bycie królem?
– Zasługuje sam, bo kot to tak naprawdę część osobowości Młynarczyka. Mamy więc jednego bohatera, ale rozpisanego jakby na dwie części. Ale po kolei. Młynarczyk jest biedny, ojciec umiera i zostawia mu tylko kota w spadku. Zauważyłaś, że w tej baśni pokazana jest jedynie linia męska, o matce nie słyszymy ani słowa? Młynarz ma trzech synów. Najstarszy dostaje w spadku młyn, średni osła, a najmłodszy kota. Nawet zwierzęta są rodzaju męskiego. To jest opowieść o męskości w ogóle, o tym, jak mężczyzna, wykorzystując swoją spuściznę, może odnieść sukces w życiu.

Ale w sposób niekonwencjonalny. Nie o rycerzu mowa czy o księciu, nie trzeba niczego zdobyć, pokonywać smoka, rozwiązywać zagadek, uwalniać królewien…
– Interesujące jest właśnie to, jaki mężczyzna jest tu pokazany. Młynarczyk jest cichy i zrównoważony. Nie narzeka, gdy dostaje w spadku kota. Tylko się dziwi: „Co ja z tym kotem zrobię?”. Starszy brat będzie młynarzem, jakoś zarobi na życie. Średni ma osła, więc może coś przewozić, będzie miał z czego żyć. Ale jak tu żyć z kota?

Podoba mi się w nim to, że się nie załamuje, nie rozpacza, tylko ma w sobie spokój – niewypowiedziane przekonanie, że jakoś to będzie. Kot mówi: „Zaufaj mi, ja o nas zadbam”. Więc Młynarczyk mu ufa: „Działaj, kocie, tylko nie chcę żadnych kocich nieuczciwych sztuczek typu napadanie na kogoś na gościńcu”.
 – To bardzo ważne – Młynarczyk jest uczciwy, nie godzi się na nic, co mogłoby zatruć spokój jego sumienia. Nie ma prawie nic, ale za to nic go nie gryzie, a to wielki komfort.

Kot zaczyna działać w sposób konsekwentny, finezyjny i przemyślany. Ma plan, który wygląda, jakby był przećwiczony w najdrobniejszych szczegółach. Nie waha się, nie traci głowy… Zazdroszczę.
– Dlatego osiąga sukces. Na poziomie historii ta baś  to rodzaj instrukcji: jak zdobyć to, co się chce, jak osiągnąć wyznaczony cel. Kot prosi swojego pana o worek owsa i buty. Na ten worek owsa łapie zajączka i niesie królowi w darze od swojego pana Jaśnie Wielmożnego Barabana, jak nazywa Młynarczyka. Potem łapie kuropatwy i znów zanosi królowi w darze. Potem zanosi mu mnóstwo innych zdobyczy.

Kot mógłby przecież zamiast oddawać te ptaki, zjadać je sam i nie myśleć o przyszłości. Tymczasem on inwestuje, ciężko pracuje dzień w dzień. Rozumie, że skoro chce króla obłaskawić, musi stworzyć dobrą atmosferę wokół swojego pana, a tego się nie da zrobić za jednym razem.
– Zaufanie buduje się stopniowo. W królu budzi się ciekawość, kim jest tajemniczy darczyńca. Gdy grunt jest przygotowany, kot namawia królewnę, by razem z ojcem przyjechali w okolice młyna na spacer. Okolicznym ludziom pracującym w polu każe zaś mówić, że pracują we włościach Jaśnie Wielmożnego Pana Barabana – grozi im, że gdy tego nie zrobią, pożre ich zły czarownik z niedalekiego zamku.

Pomyślał o wszystkim.
– Z kolei Młynarczyka namawia na kąpiel koło młyna, a gdy ten wchodzi do wody, chowa jego ubranie. Zbliża się kareta, kot w krzyk: „Ratujcie Pana Barabana, bo się topi!”. Wyciągają gołego, ślicznego chłopca, ubierają w mundur i prowadzą do karety, gdzie poznaje króla i królewnę.

Którzy myślą, że mają do czynienia z majętnym młodzieńcem, bo po drodze wszyscy mówią, że pracują dla Pana Barabana. A on nic nie mówi, tylko się gapi jak zaczarowany na królewnę…
– Bo go zachwyciła. Kareta zmierza w stronę pobliskiego zamku. Kot przybiega tam przed nimi. Wpada do sali balowej, gdzie ucztuje zły czarownik. I co? Rozprawia się z czarownikiem w wielkim stylu, typowym dla baśni. Bierze go pod włos: „Naprawdę umiesz się przemienić we wszystko? Nawet w coś małego?”. I gdy ten się przemienia w myszkę, kot go zjada.

Taki niby-wszechmocny i zły, a taki głupi ten czarownik…
– Bo każdy zły czarownik czy czarownica, żeby czuć własną siłę, muszą się popisywać. Ktoś musi być świadkiem tej wszechmocy. Są więc uzależnieni od swoich widzów, chcą podziwu, ciągłego potwierdzania, że są wspaniali, przerażający. To ich słabość. Prawdziwie wszechmocny człowiek zna swoją wartość. Jest niezależny od opinii innych.

To klasyczny baśniowy motyw. Pamiętasz czarownicę w „Jasiu i Małgosi”, która weszła do pieca, by udowodnić, że się to da zrobić? Złe moce dają się zaślepić, gdy w grę wchodzi ambicja.
– Czarownik znika, a tymczasem kareta z królem, Młynarczykiem i królewną wjeżdża do zamku i Pan Baraban podejmuje gości gotową już ucztą.

Prawdziwa wirtuozeria. Myślę, że się to wszystko udało, bo kot nie stracił zimnej krwi, w razie potrzeby improwizował.
– Był inteligentny, miał świetny refleks, jak to kot, i działał – nie sądzę, by z góry założył, w jaki sposób poradzi sobie z cza-rownikiem.

W rezultacie Młynarczyk został panem na zamku. Rządził mądrze i sprawiedliwie, a kot, jak mówi baś,
spasł się na resztkach z pańskiego stołu. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia?

– Ciekawe, że Młynarczyk wchodzi tak łatwo w tworzoną przez kota rzeczywistość. To jest istota tej baśni. On przyjmuje wszystko, co przychodzi. Widzi świat takim, jakim jest, nie ocenia, nie przeciwstawia się. Nie mówi: „To nie ja, o co chodzi, nie jestem żadnym Barabanem”.

Nie broni się, tylko za tym idzie.
– I się nie boi. To równie ważne. Ani się nie złości, ani nie dziwi. Można powiedzieć, że albo to jest głupek, albo mędrzec. Czasami linia graniczna jest niewyraźna…

Znasz kogoś, kto zareagowałby tak jak Młynarczyk? Jacyś ludzie wyciągają cię z wody, ubierają w mundur i ładują do karety, a tam siedzi król i ma cię za jakiegoś Barabana? A ty tylko się uśmiechasz łagodnie i czekasz, co sytuacja przyniesie?
– Spokój ducha, bycie tu i teraz, płynięcie z prądem życia, czyli stan głębokiego, duchowego pogodzenia się ze światem i sobą, słowem – szczęścia… To wszystko zawiera się w postaci Młynarczyka.

Ta baśń mówi więc, czym jest prawdziwe szczęście. Młynarczyk jest szczęśliwy, ale nie dlatego, że coś osiągnął. On jest zadowolony z życia po prostu, od początku. Nawet gdy nic nie ma, tylko tego kota.
– Wszelkie posiadanie ogranicza. W baśni najstarszy syn dostał młyn. Pierworodny syn dostaje zwykle to, co najcenniejsze. A ludzie najczęściej uważają za najcenniejsze wartości materialne. Dom, ziemię, młyn – najstarszy syn to dostaje na starcie. Ale to zobowiązuje. Za to zapewne całe życie będzie młynarzem przywiązanym do tego młyna. Nie ma w tym nic złego, ale inna kariera nie jest dla niego.

 

Młodszy dostaje osła. Ruchomość?
– I pewną wolność. Drugie dziecko jest częściej wysyłane w świat. Pierwszy syn musi zostać na miejscu i pilnować ojcowizny. Strzec ciągłości rodu. Drugi może wsiąść na osła i pojechać gdzieś, gdzie będzie mógł założyć zalążek podobnego gospodarstwa jak ojciec. Czyli rozprzestrzenić jego geny, ród w innych stronach. Jest szansa na zarobek, ale jest  i odpowiedzialność, osioł to przecież żywe stworzenie.

A trzeci dostaje kota. Co to znaczy?
– Najmłodszy syn dostaje najmniej bogactwa, a najwięcej wolności. Najmniej posiadania, które zobowiązuje i uzależnia – gdy coś masz, boisz się to stracić – a najwięcej twórczej postawy, otwartości i giętkości, które symbolizuje kot.

Czyli kot to przekaz wolności wyboru własnej drogi. Co jeszcze?
– Kot jest instynktem Młynarczyka. Jest tą jego częścią, która nie myśli za wiele, tylko działa. A instynkt mieszka w ciele, jest najbardziej ziemską rzeczą. Można więc powiedzieć, że w jakimś sensie to jest jego cielesność. Ciała nie da się oszukać. Jeśli próbujemy coś robić wbrew ciału, np. pracujemy ponad siły, obróci się to przeciwko nam i prędzej czy później ciało zastrajkuje – zachorujemy.

Moja koleżanka, która uczy się masażu mau ri, często powtarza: „Ciało mądre, ciało wie”. Wystarczy posłuchać własnego ciała, wsłuchać się w nie, a znajdzie się wszystkie odpowiedzi. Jak w tej baśni.
– Z jakiegoś powodu jesteśmy istotami z krwi i kości, a nie tylko duchowymi emanacjami… Ciało prowadzi nas prostą drogą ku temu, co można nazwać bogactwem i pełnią życia. Bo bycie królem w baśni jest symbolem pełni życia. Oznacza panowanie nad swoim królestwem – życiem. Nikt nad królem nie ma władzy, król jest niezależny, dojrzały, jest panem siebie i swojego losu.

Młynarczyk jest dobrym królem, ludzie go cenią. Nie tak jak jego poprzednika, czarownika, który był nieżyczliwy i źle traktował poddanych. Młynarczyk, choć zajął jego miejsce, nie stał się przez to kimś innym. Bo nie piął się ku władzy, nic nie robił wbrew sobie i za wszelką cenę.
 – Jeśli słuchasz instynktu, on cię poprowadzi. I nie wyjdziesz na tym źle. Tego kota można też nazwać intuicją. Zobacz, mamy nareszcie w jakiejś baśni męską intuicję…

Myślałam, że kot jest kobiecą intuicją Młynarczyka, żeńską częścią…
 – Moim zdaniem nie trzeba się tu spierać o płeć tej intuicji. To jego własna intuicja.

Która podpowiada mu, by się zachowywał dość niekonwencjonalnie i nie po męsku…
– Wbrew męskiemu stereotypowi. To prawda. Nie ma wymachiwać szabelką, gardłować, nie ma nad nikim dominować, przechwalać się, rywalizować, dać się ponosić ambicji, walczyć o władzę. Brak tu tak zwanej męskiej martyrologii, bardzo polskiej zresztą… Ale z drugiej strony zadanie mężczyzny nie polega też na tym, że ma siedzieć w młynie i ciułać pieniądze, czyli pracować jak ojciec i dziad, i jego dziad… Cóż za niezwykła bajka i jaki rewolucyjny przekaz się w niej kryje!

Kot na początku mówi, na czym polega jego sposób działania: „Na gry losu koci sposób to nie gryźć, nie fukać, łeb co tęższy woli węszyć, podejrzeć, podsłuchać. Pomalutku, po cichutku, ukrywszy pazury, tu pokluczyć, tam pomruczeć i piąć się do góry”. Takie sprytne działanie kojarzy mi się raczej z kobietami, dlatego pomyślałam o kocie jako o kobiecej stronie i intuicji…
– Pewnie dlatego że mężczyźni rzadko odwołują się do tej części siebie, a szkoda. Kobiety robią to znacznie częściej. Ale też nam, kobietom, jeszcze niedawno nie do twarzy (w myśl stereotypu) było z gniewem, mieczem i pazurami, więc musiałyśmy częściej uciekać się do kocich sposobów. A mężczyźni zawłaszczyli otwartą walkę, pracę…

A wystarczy wsłuchać się w siebie, by szukać tam wskazówek.
– Tu jest inne działanie. Twórcze, oryginalne, z wdziękiem. Tworzenie czegoś z niczego to umiejętność artystów. Tu jest mowa o dziele życia. Bo czymś takim przecież jest stworzenie Jaśnie Wielmożnego Pana Barabana z Młynarczyka, czyli z przysłowiowego nikogo. Kot ani na chwilę nie traci rezonu, nie wątpi, że mu się uda. To czyste zaprzeczenie neurozy inteligenckiej. To nie jest postawa mroczna, depresyjna, autodestrukcyjna, to jest postawa twórcza w sposób skuteczny. Ogromnie nam takiej postawy brakuje.

Co to oznacza słuchać ciała, instynktu?
– Bardzo proste rzeczy. Na przykład siadać na tych krzesłach, które są wygodne, jeść to jedzenie, po którym się dobrze czujesz, spotykać się z ludźmi, z którymi się dogadujesz i z którymi razem coś potrafisz zrobić, zajmować się tym, co ci wychodzi i sprawia przyjemność, a nie tym, co ci nie wychodzi i przy czym się męczysz, wychodzić stamtąd, gdzie jest ci źle… Ufać swoim wewnętrznym sygnałom.

Wbrew pozorom to nie jest proste.
– Bo jesteśmy uzależnieni. A kot to jest antyuzależnienie. Zajmujemy się gromadzeniem zamiast życiem, budowaniem swojej pozornej obecności w świecie, a nie zaspokajaniem prawdziwych potrzeb. Byle nas ludzie widzieli w lepszym świetle, byle być lepszym od innych. A tutaj widać, że z sytuacji ekstremalnej, z której, wydawać by się mogło, nie ma dobrego wyjścia – bo jak znaleźć dobre wyjście, gdy goły wpadłeś do rzeki i nie masz nic, nawet własnego ubrania? – możesz wyjść na swoje, zasiąść na tronie i wtedy naprawdę ludzie cię szanują. Można powiedzieć, że wejście do rzeki jest rozwiązaniem.

Nie warto przywiązywać się do niczego, trzeba zaufać sobie i wejść w nurt rzeki? Bardzo symboliczna wizja. Płynąć z nurtem oznacza nie bać się życia, przyjmować je ze wszystkim, co przynosi…
– Rzeka to też czystość, oczyszczanie się z wszystkiego, co zbędne. Na brzegu rzeki życia zostawiasz to, co stare, i ruszasz z prądem. Pozwalasz, by się działo. Wtedy jest pełnia.