Nancy Huston „Znamię”

Materiały prasowe

reklama

Rodzinne sagi służą zazwyczaj temu, by zgłębić problematykę związków krwi, dziedzicznego obciążenia czy tożsamości. Nie inaczej jest w przypadku sagi Nancy Huston. Ale co o nitkach łączących pokolenia wie sześcioletnie dziecko? A raczej czwórka dzieci, przedstawicieli kolejnych pokoleń, których historie składają się na „Znamię”.

Wszystkich bohaterów powieści poznajemy w odsłonie pierwszej, kiedy to cała czwórka odbywa wyprawę do Niemiec, domniemanego miejsca urodzenia protoplastki rodu. Czy też – czego dowiemy się z czasem – tylko miejsca, gdzie wychowała się podczas II wojny światowej. Dlaczego tak się stało i jaki wpływ miało to na losy rodziny? Odpowiedź nie jest taka prosta, bo wydaje się, że prawnuk Sol i prababcia Erra nie mają ze sobą prawie nic wspólnego – poza charakterystycznym znamieniem na skórze wędrującym po różnych częściach ciała. Ta wędrówka symbolicznie obrazuje wszystkie zmiany, które zaszły w światopoglądzie, mentalności i w paszportach.

Już pierwszy, szokujący monolog potwierdza to, jak odważną pisarką jest Nancy Huston. Odważną, bo z miejsca obala to, co czytelnikowi kojarzy się z naiwnym, dziecięcym pojmowaniem świata i łagodną, kobiecą literaturą. Ale niby z jakiej racji brutalnym czasom ma nie odpowiadać brutalna sztuka?

przełożyła Jadwiga Jędryas, Dwie Siostry, Warszawa 2008, s. ok. 260