Nieoczekiwana zamiana miejsc

reklama

Gdzieś głęboko zostaniemy przecież na zawsze dziećmi naszych rodziców, choć w pewnym wieku zamieniamy się z nimi rolami i przejmujemy nad nimi opiekę.

Jak patrzę na malutkie dzieci, ich chudziutkie nogi i ręce pozbawione mięśni, bezzębne, wąskie usta, to czasami widzę starych ludzi, którymi kiedyś będą, jeśli tylko dożyją późnego wieku. Poetycko można to opisać tak:

„Starzy ludzie i dzieci,
Podobni do siebie
Jak kropla rosy do łzy,
Idą trzymając się za rękę,
Złączeni uściskiem
Poranku i zmierzchu”.

Przychodzi taki moment, kiedy nasi rodzice zmieniają się w małe dzieci i następuje dramatyczna zmiana roli. (Nasze dzieci też kiedyś tego pewnie doświadczą, staniemy się nagle dla nich dziećmi, zaćmieni wiekiem nawet tego nie zauważymy). Mało kto dobrze sobie z tym radzi, oto bogowie nasi, bezradni i na naszej łasce. A gdzieś głęboko zostaniemy przecież na zawsze dziećmi swoich rodziców. Na dodatek oni, nawet w najsmutniejszym stanie, miewają przebłyski dawnej roli. Moja mama właśnie mnie pyta: „Ciepło jesteś ubrany, dobrze się odżywiasz?”. Trochę jestem wzruszony, że tak się troszczy.
 
I znowu staję się dzieckiem (ja na dodatek dziecko w sobie hoduję zawodowo), by nagle pomyśleć: jak mama zapyta: „Czy włożyłeś kalesony?”, to zacznę wyć. Ale zmienia temat, mówi: „Wiesz, kupuję sobie nową komórkę, pożyczysz mi trochę kasy?”.
 
Mamo, przecież ty nie potrafisz obsługiwać tej, którą masz, po co ci druga… Najpierw mówię spokojnie, potem zaczynam krzyczeć. Nagle ogarniają mnie wyrzuty sumienia, że jestem złym ojcem dla mojej mamy. A przecież miała takie trudne, wojenne dzieciństwo. Jak mogła dać mi poczucie bezpieczeństwa, jeśli sama nigdy go nie dostała. Na szczęście ta „klątwa pokole ” w swej podróży czasami znika i nie ma jej.
 
Wśród wielu dramatów współczesnych jest problem starzejących się rodziców. Kiedyś rodziny były wielopokoleniowe, ludzie mieszkali razem, dzieciństwo i starość, śmierć to szło trybem dosyć naturalnym, jak to bywa w przyrodzie. Teraz wszyscy mieszkają lub starają się mieszkać osobno, brak czasu jest chroniczną chorobą. Starzy, chorzy, bezradni rodzicie są ciężarem ponad siły dla tych, co sami już mają dzieci i walczą we współczesnej dżungli o przeżycie. W pocie czoła odchowują swoje dzieci, a gdy te odchodzą z domu – jest oddech ulgi, nareszcie będziemy mieć coś z życia. A tu nagle trzeba zająć się rodzicami. Ludzie żyją coraz dłużej, więc ujawniają się choroby kiedyś nieznane lub znane mało. I już chyba każdy wie, jak okrutny jest popularny toast „sto lat”. Powinno się raczej życzyć pogodnej starości, szybkiej, łagodnej, a też mądrej śmierci, natomiast modlitwa uparcie mówi: „…od nagłej śmierci uchowaj nas, Panie”. Intensywna terapia nas uchowa, zapewniając luksus wielomiesięcznego szpitalnego cierpienia, przy którym konanie Chrystusa na krzyżu wydaje się bolesnym, ale krótkim epizodem.

Patrzę na mojego synka, uruchomiliśmy dla niego fabrykę, firma nazywa się Antoś i pracuje 24 godziny na dobę. Mama jest fabryką mleka, ja to główny zaopatrzeniowiec. Jaką posiadamy gwarancję, że on kiedyś nie odpłaci nam przerażeniem, że ma nas na głowie?
 
Warto wiedzieć, że w tym interesie rodzicielskim nie ma zapłaty i odpłaty. Rzadko rodzice to rozumieją. Jest taka słynna odzywka podrośniętego brzydko dziecka, które odszczekuje się rodzicom: „Ja się na świat nie prosiłem!”. Ale to przecież jest ogólnie słuszne, tylko już zbanalizowane stwierdzenie. I bardzo źle taką prawdę, jak każdą prawdę, mówić w gniewie.

Czy pytaliśmy Antosia o zdanie, czy chce albo nie chce przybyć na świat? (Ja zresztą przecież zamawiałem dziewczynkę). Czy powinien być nam wdzięczny, że z nas powstał? Nonsens. A w przyszłości to proszę cię, Antek, rozmawiajmy o tym spokojnie. Mnie też nikt nie pytał, czy chcę się narodzić, ani twojej mamy, ani naszych przodków, tak poszło, nie żołądkuj się. Daj Boże, że będziesz wierzył w Pana Boga, to może ci się jakoś wszystko wyklaruje, a jak nie, to i tak sobie poradzisz, jak radzi sobie twój tata.
 
„Dobrze zrobiony” – oświadczył niedawno pediatra, oglądając małego od góry do dołu. Nie wierzę, że jakiś Stwórca konstruuje dzieci, więc odebrałem to dosyć osobiście.