Piersi szukajcie!

reklama

Ludzie pocieszają się pieniędzmi, władzą, sławą, a jakoś nic im nie lepiej. A nie lepiej, gdyż nie dostali w przeszłości tyle miłości, czułości i piersi, ile potrzebuje mały człowiek. A teraz już za późno.

Nasz synek nie wiadomo kiedy skończył pół roku. I coraz częściej przekrzywia główkę jak rozumny pies, który stara się zrozumieć ludzki język i już jest blisko, coraz bliżej, ale nadal nie rozumie. Taki mały człowiek jest dużą zapowiedzią, drzemią w nim wszystkie języki świata. I każdego z tych języków nauczy się bez trudu. Myślę o tym z serdeczną zazdrością, ja, antytalent do języków. Ale czy nie tak samo jest z mową zła i dobra?

Gdy blask Oświecenia opromienił ludzkość, wierzono, że człowiek rodzi się czysty jak niezapisana karta, potem odkryto geny, okrutne i nieuchronne jak greckie fatum. Z biegiem czasu przewagę znowu uzyskało wychowanie, a dzisiaj na powrót geny odzyskują sporą część złowrogiej władzy. I już mniej więcej wiemy, że dziedziczymy przygnębiająco wiele skłonności do chorób i trochę cech charakteru. Najpewniej jesteśmy mieszanką genów i wychowania w proporcjach niepewnych i niemożliwych do zbadania. Nie ma jednak wątpliwości… geny nie geny, a dzieci, które są bite, nie dostają czułości, zostają psychicznie okaleczone.

Największy psychiczny problem ludzi to branie i dawanie uczuć. Ze wszystkich form miłości to miłość do dziecka wydaje się najmocniejsza, najbardziej trwała i bezinteresowna. Ale każde zakochanie jest tak wszechogarniające, tak skupia uwagę na obiekcie uczucia, że łatwo zapominamy, że innym takie uczucia też zdarzają się zaskakująco często. Miłość do dziecka to powszechna przygoda miliardów ludzi. Takie Coś przytrafiło się więc nie tylko tobie i mnie. Wszystkim rodzicom wydaje się, że ich maluch jest szczególny, że wszystko, co robi, jest zupełnie wyjątkowe. To bywa wzruszające, lecz też czasami irytujące, prawda? Przecież w miłości jest wielki tłok na świecie. Ale powinien być o wiele większy; tylko kochani potrafią potem naturalnie kochać, inni muszą o miłość walczyć, nie zawsze z powodzeniem.

Nasz synek jest w wieku, kiedy codziennie widzi coś po raz pierwszy, dlatego ma szeroko otwarte ze zdumienia oczy i usta. Jakiś czas temu piorunujące wrażenie zrobiła na nim tłusta, czarna mucha. Pierwsza mucha w jego życiu. Śledził jej lot i wpadł w rozpacz, gdy bucząc, znikła w drugim pokoju. Takiej dziwnej zabawki do tej pory jeszcze nie widział. Przez jakiś czas próbował zdjąć mi z twarzy nos. Skoro udało mu się z okularami, czemu nie zdjąć nosa albo nawet całej twarzy? Ale nie udało się, patrzył więc zdumiony na moją gębę (ja też czasami tak na nią patrzę w lustrze, przecież kiedyś miałem inną).
 
I lepiej teraz rozumiem siebie. Gdy byłem małym dzieckiem, podobno wołałem do ludzi: zmień twarz! Dzieciom wieku XXI, które poznają świat, korzystając z telewizyjnego pilota i z ekranu komputera, grozi przeświadczenie, że w każdej sprawie wystarczy zmienić kanał lub wcisnąć „delete”.
 
Coraz bardziej fascynuje mnie namiętność, jaką dzieci wykazują do jedzenia. I że nic tak nie uspokoi dziecka jak pełna pierś. To pierwotne uczucie ma tak wielką moc, że określa całe nasze późniejsze życie. I jakież usprawiedliwienie dla otyłych; na taką moc nie ma siły (rym, który spiął te słowa, ową moc powiększa). I świetna wymówka dla tych, którzy przez całe życie po omacku czegoś gorączkowo szukają, nie wiedząc czego. Ja wam teraz mówię: piersi szukacie! Ludzie pocieszają się pieniędzmi, władzą, sławą, a jakoś nic im nie lepiej. A nie lepiej, gdyż nie dostali w przeszłości tyle miłości, czułości i piersi, ile potrzebuje mały człowiek. A teraz już za późno. Zaryzykujmy więc tezę: całe dorosłe życie człowieka to wielkie poszukiwanie utraconej piersi.
 
Antoś taki podobny do milionów innych niemowląt ma jednak swój rys indywidualny. Kiedy jest głodny albo gdy je, zawsze składa ręce jak do modlitwy. Pani Frania, kobieta wiejska, która czasami u nas sprząta, uznała, że Antoś będzie księdzem. Zaprotestowałem: skoro tak wcześnie składa, to co najmniej biskupem.

Na wszelki wypadek robię dokumentację fotograficzną. I mam już kilku świadków. Nigdy nie wiadomo, kiedy to się przyda. A myślę – skoro pocałunek pochodzi od jedzenia, a odkryto, że tak jest, czemu modlitwie nie przypisać spożywczej genezy? W końcu w komunii nie przypadkiem spożywamy Ciało Boże. A Pan czy Pani Bóg jako wielka pierś wszechświata – to przemawia do wyobraźni.