Szkoła odwrotności

Materiały prasowe

reklama

Tomasz Kozak sięga do podziemia kultury, do bogatych pokładów zbiorowej wyobraźni. W swoich działaniach artystycznych przypomina psychoanalityka, który wydobywa z podświadomości pacjenta wyparte, budzące lęk treści.

Tomasz Kozak ma 36 lat, jest malarzem, wykładowcą UMCS w Lublinie, błyskotliwym eseistą, a także autorem filmów animowanych (taką specjalizację wybrał podczas studiów na warszawskiej ASP). Najpełniejszy wyraz strategia artysty znalazła jednak w filmach foundfootage’owych.

Foundfootage – dosłownie „znalezione ujęcia” – jest jedną z najpopularniejszych i najciekawszych technik współczesnej sztuki. Posługujący się nią twórcy pracują ze „znalezionym materiałem” – budują swoje narracje z fragmentów wymontowanych z gotowych dzieł. Bliscy są didżejom, tworzącym nowe utwory z gotowych cudzych nagra ; to idealna taktyka dla buntowników, którzy z biernych odbiorców kultury chcą zmienić się w jej aktywnych krytyków i demistyfikatorów.

Takim buntownikiem jest Kozak, który korzysta z bogatych zasobów filmowego imaginarium: od hollywoodzkich przebojów i evergreenów polskiej kinematografii, przez kino klasy B, po pornografię i materiały archiwalne. W ręku Kozaka foundfootage staje się skalpelem używanym do wiwisekcji zbiorowej wyobraźni, której emanacją (i zarazem matrycą) jest popularne kino. Jest także narzędziem dekonstrukcji i rewizji mitów.

Trzeba napaść na klasztor!

Tomasz Kozak „Góralu! Pamiętaj o górnikach!”, akryl na płótnie, 2003Spektakularnym przykładem takiej rewizji jest „Klasztor Inversus” – foundfootage’owy film zmontowany z fragmentów ekranizacji „Pana Wołodyjowskiego” i „Potopu” zderzonych z ujęciami z gejowskich filmów pornograficznych. Praca Kozaka nie darmo nosi podtytuł „Szkoła odwrotności”. Za pomocą precyzyjnego montażu artysta zbudował „odwrotną” wersję Sienkiewiczowskiej opowieści. Jej bohaterem jest anty Kmicic – zdrajca, sodomita, bluźnierca. W scenie otwierającej film ten mroczny sobowtór Sienkiewiczowskiego protagonisty woła: „Trzeba napaść na klasztor! Trzeba napaść na Boga!” (Kozak zbudował ten apel, montując dwie  różne kwestie wypowiadane przez Olbrychskiego w filmie). Następnie zamiast bronić klasztoru, anty Kmicic atakuje go na czele artyleryjskiej baterii. Ten klasztor to sanktuarium bogoojczyźnianego paradygmatu, przeciwko któremu Kozak każe buntować się swojemu (anty)bohaterowi.


Zamierzeniem stojącym za „Klasztor Inversus” jest kruszenie monolitu narodowej mitologii. Kozak wydobywa i wzmacnia najskrajniejsze formy bogoojczyźnianego dyskursu „Trylogii” – aż do odwrotności tego dyskursu, czyli zawartego w nim potencjału wrogości wobec Boga, Honoru i Ojczyzny. Za skruszoną fasadą czają się demony. Gra toczy się o to, aby je wypuścić i obejrzeć w świetle dziennym. Działania artysty stają się podobne do praktyki psychoanalityka, który sięga do podświadomości pacjenta, aby wydobyć z niej haniebne, budzące lęk i neurozę treści.

Jeszcze jeden wysiłek

Podobne zasady i cele rządzą malarstwem Kozaka, które oparte jest na powtarzaniu/przetwarzaniu „obrazów znalezionych” – i znów teren poszukiwań jest rozległy, od sztuki III Rzeszy, przez archiwalne fotografie, po Grottgera i kadry filmowe. Wspólna z filmem jest także montażowa technika budowania obrazu. W muralu „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!” artysta „wymontowuje” postaci z patriotycznych rycin Grottgera, następnie poddaje je modyfikacjom i „wmontowuje” w przestrzeń malowidła. Widzimy piekielne sobowtóry Grottgerowskich postaci: czapki powstańców styczniowych zdobią sataniczne pentagramy, Madonny zmieniły się w nierządnice, złośliwy Żyd wrzuca do ognia dziecko. Tłem sceny są płomienie – pożoga wzniecona w mitologicznym obrazie przez przewrotnego artystę podpalacza.

Tomasz Kozak „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!”, mural, 2004W przestrzeni muralu pojawia się inskrypcja „Polacy! Jeszcze jeden wysiłek!” – trawestacja słów markiza de Sade, który w dniach rewolucji zalecał Francuzom podjęcie „jeszcze jednego wysiłku” celem ostatecznego wyzwolenia. Podobną radę daje nam Kozak – ale wolność, którą proponuje, jest niebezpieczna. To wolność od strzeżonego przez władzę porządku wartości – osiąga się ją poprzez przekroczenie norm, występek, bluźnierstwo.

Egzorcysta w labiryncie

„Nie jestem robotnikiem. Jestem romantykiem” – czytamy w jednym z fotograficznych kolaży Kozaka. To cytat z Ernsta Jüngera, ale zarazem deklaracja artysty, wyjątkowo zainteresowanego tematyką i poetyką romantyzmu – tego tyleż uporczywego, co niechcianego widma krążącego po polskiej kulturze. Kozak specjalizuje się jednak w badaniu niechcianych wątków, zakładając, że są one odrzucane nie bez powodu – musi drzemać w nich coś, czemu nie chcemy stawić czoła, a więc coś w swej istocie aktualnego. Kozaka odróżnia od artystycznego mainstreamu również jego literackość. Literatura (tak różnych autorów, jak Jünger, Benjamin, de Sade, Borowski i Sienkiewicz) bywa tu punktem wyjścia, a proces twórczy staje się tożsamy z procesem odczytywania tekstów, opatrywania ich komentarzami, przypisami. Kozak nadaje swoim projektom formę esejów: dotyczy to filmów, ale również prac malarskich, tekst jest przedłużeniem obrazu i tworzy z nim integralną całość.

Siekiera (rozumu) i pochodnia (namiętności)

Literackie źródła ma również najnowszy projekt Kozaka, foundfootage’owy dyptyk „Lekcja lucyferyczna/Lekcja jogi”. Artysta odczytuje teksty Tadeusza Micińskiego, poety, szamana, egzaltowanego wizjonera polskiego modernizmu – i zderza je z popularnym kinem, od „Władcy pierścieni” po niemiecką superprodukcję. Przedsięwzięcie jest intelektualnie karkołomne: chodzi o opisanie współczesnego kryzysu kultury i – w szczególności – kryzysu polskiej tożsamości archaicznym językiem natchnionego neoromantyka. Demony znów stają u bram, bo w twórczości Micińskiego polskie archetypy i narodowa retoryka splatają się z satanicznymi fantazmatami i niebezpieczną symboliką. Kozak przypomina, że „artysta nie zawsze bada obrazy w imię rozumu, a jego zamiary nie są związane wyłącznie z intencją poznawczą – czasem poluje on również na rozkosz”. W wypadku autora „Lekcji…” chodzi o niemal erotyczną przyjemność towarzyszącą gwałceniu tabu, obnażaniu ukrytych treści. I to właśnie rządząca twórczością Kozaka „zasada przyjemności” przesądza o tym, że jego filmy, obrazy i teksty stają się naprawdę wywrotowe, niebezpieczne i ważne. Istnieją bowiem warowne gmachy idei i mitologii, wobec których „siekiera rozumu” jest bezsilna – podpalić je może tylko „pochodnia namiętności” – tej samej namiętności, która odróżnia sztukę od chłodnej intelektualnej spekulacji.