Trash, czyli malarstwo ze śmietnika

Materiały prasowe

reklama

Bohaterowie obrazu Radka Szlagi „łowcy głów patrzą się na polską sztukę współczesną” noszą pióropusze, a twarze mają pomalowane w barwy wojenne, jak polujący na ludzkie głowy wojownicy z Borneo. Tak naprawdę to przebiera cy: kolekcjonerzy, marszandzi, galerzyści. Dla nich zwierzyną jest nowa sztuka. Gdzie ją znaleźć? Na wysypisku obrazów, estetyk i popkultury. Pożywia się tu coraz więcej młodych malarzy.

Jedna ze wschodzących gwiazd Tomasz Partyka, wyciąga ze śmietnika raz to, raz tamto. Apokaliptyczne obrazy malowane na okładkach PRL owskich pism motoryzacyjnych. Lądowanie na Księżycu. Przedstawienie jednego z braci Dalton, czarnych charakterów z komiksu „Lucky Luke”, który pyta po niemiecku: „Bin ich Oberschlesier?” (Czy jestem Górnoślązakiem?). Portrety nieznośnie wyrazistego aktora Klausa Kinskiego i koreańskiego dyktatora Kim Dzong Ila. Albo wizerunek bezimiennego mężczyzny z pracy. „A Man behind” – to obraz namalowany na powiększonym fragmencie słynnej fotografii, na której agenci policji prowadzą legendarną niemiecką terrorystkę Ulrike Meinhof. Z całej sceny Partyka wybiera jako temat obrazu twarz jednego z agentów z oczami zamalowanymi czarną krechą utrudniającą identyfikację. To właśnie tytułowy „człowiek z tyłu” – poboczny bohater nieznanego wątku znanej historii.

Na jednym z obrazów artysta maluje napis: „Alles in Ordnung”. Wszystko w porządku. Ale w malarstwie rządzi raczej pogłębiający się nieporządek.

Głupi brudny zły

Tomasz Partyka „Bin Ich Oberschlesier?”Nowa wystawa Partyki nazywa się „Z dziada Pradziada”. Z dziada pradziada uprawiane jest malarstwo. Niezrównany mistrz trafiania w sedno Paweł Susid zrobił na ten temat obraz „Malarstwo jest stare, a może nawet zmęczone”. Ten sam artysta namalował obraz, na którym odbił z szablonu tekst: „Zbadałem raz swoje śmieci. Byłem zły głupi brudny”. W śmietniku może kryć się lekarstwo na permanentne zmęczenie starego, uprawianego z dziada pradziada malarstwa. Wspólnie z Susidem wystawiał niedawno Przemek Matecki – sensacja sezonu, być może najciekawszy „trashowy” malarz, jaki dał się ostatnio odkryć na polskiej scenie. Niektóre prace Matecki wynosi ze śmietnika w najbardziej dosłownym sensie – maluje obrazy na zerwanych z murów plastrach pozlepianych plakatów, na makulaturze, stronach wyrwanych z czasopism, okładkach kolorowych magazynów.

Po zbadaniu własnego śmietnika Susid stwierdził: „Byłem zły głupi brudny”. To przecież nic innego jak kredo punka. Obrazy o pokolenie młodszych malarzy, takich jak Partyka, Matecki czy Szlaga, mają chropawe punkowe brzmienie. Albo dadaistyczne. Ale przecież wszyscy wiedzą, że dadaiści byli pradziadami punka, a „punk” znaczy tyle co „śmieć”.

Kibol i pener

„Wszyscy cyganią i brzydko malują” – pisze farbą na obrazie Radek Szlaga. Obraz utrzymany jest w narodowej biało czerwonej gamie i przedstawia brzydko zamazane farbą godło państwowe. Na jednym z rysunków Szlaga napisał: „tak naprawdę umiem ładnie malować”. Nawet jeżeli umie, to ładnie nie maluje. Rysunek pochodzi z serii zatytułowanej, nomen omen, „Złe rysunki”. Zdobi go trupia czaszka, a tekst napisany jest koślawo lewą ręką. Lewa ręka jest o tyle cenna, że chętnie popełnia błędy, których nie popełniłaby wytrenowana na Akademii prawa malarska „łapa”. „Niezwykle pociągający dla mnie jest ten »dyskretny urok niedoskonałości« – mówi Szlaga. – Zamierzam z błędów, z resztek, z niedociągnięć uczynić głównych bohaterów swojego malarstwa w najbliższym czasie”.
 
Artysta może być punkiem. Czy może być penerem? W pozna skiej gwarze „pener” to człowiek z marginesu, żul, menel, dresiarz, rzucający swym istnieniem wyzwanie ogólnie pojętej ładności. Radek Szlaga studiował w Poznaniu. Na niektórych obrazach zamiast podpisu umieszcza logo PAN RDK w koronie – znak bliższy konwencji kibolskiego graffiti niż malarskiej sygnatury. Kibol oczywiście najczęściej jest również penerem. Nie jest więc zaskoczeniem, że Szlaga był jednym z młodych pozna skich artystów, którzy wystąpili w tym roku wspólnie pod szyldem „Penerstwo” – prezentując „ekspresję tak radykalną, że zapominającą o dobrych obyczajach”.

A jednak warto wierzyć

Przemek Matecki „Szkice”Innym uczestnikiem „Penerstwa” był Tomek Mróz, autor pokracznych rzeźb, instalacji, wynaturzonych homunkulusów z silikonu, które żrą i defekują w galeriach, niesmacząc widzów swoimi brzydkimi mordami. To groteskowe obrazowanie przypomina piekielne scenki z gotyckich Sądów Ostatecznych, rejony zaludnione przez odpadki procesu Zbawienia: potępieńców, odrzuconych, demony. Kiedy zapytałem Mroza o średniowieczność jego wyobraźni, odpowiedział pytaniem na pytanie: „Czyż nie żyjemy w średniowieczu?”.

Być może nie wystarczy cofnąć się do średniowiecza. Radek Szlaga stawiałby raczej na rzeczywistość „postplemienną”. Obraz „Afrykańskie plemiona walczą z Małym Głodem” wygląda, jakby namalowało go dziecko, co jest zupełnie na miejscu, bo scena jest przerażająco dziecinna. Zbrojni w oręż wojownicy nacierają od lewego brzegu obrazu. W prawym brzegu czai się trapiący Afrykę Mały Głód – groteskowy stworek z przerośniętą żółtą głową, poczwarka wyjęta z jakiejś nieudanej kreskówki.

Wizualne odpowiedniki odświeżającej agresji, bezczelności i niedokładności punkrockowego grania. Ściekająca farba, bazgroły, patriotyczny kicz, śmietnik newsów i popkultury, śmietnik publicznego dyskursu: rasistowskie teksty zasłyszane na ulicy w Londynie i antysemickie zasłyszane na ulicy w Polsce. Na temat przeszłości Radek Szlaga namalował obraz „Czaszki malarzy”. Na tle zjadliwie kolorowej plamy rozpościera się napis „malarstwo” wykaligrafowany czcionką, której używał trashmetalowy zespół Metallica. Niżej są niedbale namalowane trupie główki podpisane słynnymi nazwiskami: Kiefer, Holbein, Bacon, Rothko, Basquiat, Nikifor. Czyżby to diagnoza obwieszczająca „śmierć malarstwa”?
 
Wprost przeciwnie: „Są jednostki, które swoją twórczością dowodzą, że warto w to wierzyć – mówi Szlaga – że malarstwo jako medium, pomimo bariery dwóch wymiarów, czyli pewnego upośledzenia w porównaniu do innych, nowszych mediów, ciągle nadąża. Nie ma takiej siły, tak szerokiej rzeszy odbiorców jak TV czy muzyka pop, ale przez to jest uwolnione od reguł obowiązujących w szołbizie. Tu jego siła – w wolności i pewnej elitarności”.