Wierzę w geometrię, filozofię, psychoanalizę

Materiały prasowe

reklama

Louise Bourgeois ma 99 lat, ale paliwem jej twórczości wciąż pozostaje ciemna materia dziecięcych traum, pierwszych erotycznych niepokojów i fantazmatów. Jej witalność jest istnym fenomenem.

Jedna z najsłynniejszych prac Louise Bourgeois to instalacja „Zniszczenie ojca”. Legendarnym aktem założycielskim sztuki Bourgeois jest ojcobójstwo przeprowadzone w wyobraźni. Artystka zapamiętała ojca jako budzącego grozę tyrana. Pewnego wieczoru, kiedy pan domu jak zwykle terroryzował rodzinę przy kolacji, mała Louise zrobiła z chleba i śliny figurkę. Jej pierwsza rzeźba przedstawiała ojca. Louise zjadła figurkę, wyobrażając sobie, że wraz z rodzeństwem rzuca się na ojca i pożera go w akcie kanibalistycznego wyzwolenia. „Moje dzieciństwo nigdy nie przestało być magiczne, nigdy nie przestało być tajemnicze i nigdy nie przestało być dramatyczne. Wszystkie moje prace z ostatnich pięćdziesięciu lat, wszystkie moje tematy, zainspirowane są moim dzieciństwem” – mówi wielka dama sztuki współczesnej.
 
Poza modami

Artystka w swoim studiu na BrooklynieLouise Bourgeois, rocznik 1911, jest żywym pomostem pomiędzy XXI wiekiem a sztuką międzywojennej, modernistycznej awangardy, światem, którego punktami orientacyjnymi byli jej znajomi z młodości: Picasso, Bra^ncusi, Giacometti, Duchamp. Ale Bourgeois nie jest żywym reliktem historii sztuki. Przeciwnie, witalność tej artystki jest fenomenem samym w sobie. Pierwsza duża i naprawdę zauważona retrospektywa jej prac odbyła się w 1982 roku w nowojorskim MoMA. Bourgeois miała wówczas 71 lat. W tym wieku inni podsumowują swoje kariery – oczywiście pod warunkiem, że jeszcze żyją. Tymczasem dla niej był to początek najbardziej dynamicznego okresu twórczości, który trwa do dziś.

Nowojorska pracownia Bourgeois jest salonem, do którego ciągną młodzi artyści. Chcą pokazać swoje prace nestorce sztuki. Ale autorytet Bourgeois nie wynika bynajmniej z wieku. Jej sztuka istnieje poza modami: przypisywano ją do surrealizmu, niegeometrycznej abstrakcji, sztuki ciała, sztuki gender; ale próby klasyfikowania tej twórczości zawsze kończyły się fiaskiem. Bourgeois buduje swoje prace na solidniejszych fundamentach niż aktualne tendencje. Podświadome lęki, pożądanie, pamięć, seksualność, przestrzeń ciała. Trudno wyobrazić sobie bardziej osobistą sztukę. Paradoksalnie jednak właśnie ten osobisty wymiar jest uniwersalny.
 
„Mam naukową naturę. Wierzę w geometrię, filozofię, psychoanalizę” – deklaruje Bourgeois, która wydaje się tak dobitnym dowodem na słuszność psychoanalitycznych teorii, że krytycy ochrzcili ją „wnuczką Zygmunta Freuda”. Jest w tym przewrotna gra samej artystki, która skwapliwie podsuwa interpretatorom psychoanalityczne tropy. Wiodą one do domu w Choisy le Roi, w którym niepodzielnie panował zmitologizowany ojciec artystki, dobrze prosperujący właściciel pracowni renowacji tapiserii i gobelinów. Narodziny córki były dla niego rozczarowaniem; Louise miała być Louisem. Mała Bourgeois od dzieciństwa pomagała w warsztacie. Jednym z jej zadań było cenzurowanie nieprzyzwoitych gobelinów przeznaczonych dla purytańskich odbiorców z Ameryki; dziewczynka pokrywała wstydliwe fragmenty kwiatowymi ornamentami. Jednocześnie obserwowała inną ukrytą nieprzyzwoitość – długoletni romans ojca z jej angielską guwernantką. Dom Bourgeois był machiną produkującą potencjalnych użytkowników psychoanalitycznej kozetki: namiętności i zdrady schowane były za fasadą mieszczańskiej dyskrecji; za rodzinną harmonią kryła się psychiczna przemoc, a seksualne napięcie pozostawało wszechobecne i jednocześnie spowite oparem pruderii i wstydu.

 

Strach trzyma świat w szachu

„Siedem w łóżku”, 2001Bagaż, który Louise wyniosła z domu, mógł zostać rozładowany w gabinecie terapeuty, ale ona wybrała sztukę. To zasadnicza różnica: celem terapii jest uwolnienie się od lęku, ale Louise nie chciała przed nim uciekać. „Codziennie człowiek jest zmuszony pozostawić za sobą swoją przeszłość lub ją zaakceptować. Ten, kto nie może jej zaakceptować, zostaje rzeźbiarzem” – powiedziała kiedyś Bourgeois, której sztuka jest w pewnym sensie ciągłym egzorcyzmowaniem przeszłości. Ten proces nie ma końca – jest sposobem na życie, a nie drogą do celu. Podobnie jest ze strachem. „Strach trzyma świat w szachu” – mówi Bourgeois, i trudno się nie zgodzić, szczególnie w obliczu jej prac, które chwytają widza w sieć niepokoju i napięcia. W jej sztuce figurą bezpieczeństwa jest pająk; ekspresyjne rzeźby przedstawiające pająki, często w wielkiej skali, artystka tytułuje „Maman” – Mamusia.

Wyobraźnia, lęk, podświadomość przybierają widzialne formy rzeźb, obiektów, fetyszy, instalacji. To tłumaczenie samej siebie na język przestrzeni byłoby niemożliwe bez intuicji, ale również bez geometrii. Louise rozpoczęła edukację od studiów matematycznych. Fascynowała się geometrią – ale szybko odkryła, że niewzruszony system Euklidesa nie jest jedynym możliwym sposobem opisu świata. Istnieją inne, alternatywne geometrie zdolne określić przestrzenie pożądania, bryły ciała, architekturę pamięci. Bourgeois odnalazła je w sztuce; weszła w świat paryskiej awangardy. Z modernistami dzieliła nawet fascynacje polityczne i wraz z nimi jeździła do Moskwy, aby przekonać się, czy przyszłość nowej sztuki rzeczywiście związana jest z komunizmem, jak sądziło wielu zachodnich artystów. Prywatna przyszłość Bourgeois czekała jednak nie w ZSRR, lecz w USA.

Córka, żona, matka, artystka

 
Artystka wyszła za mąż za amerykańskiego historyka sztuki Roberta Goldwatera. W 1938 r. zamieszkała z nim w Nowym Jorku; zanim świat sztuki zaczął traktować ją poważnie, zdążyła wychować trójkę dzieci. Jest bohaterką feministek: przeszła całą drogę kobiecego udomowienia i jednocześnie przekroczyła tę kondycję, zostając pierwszą kobietą, która miała retrospektywę w MoMA. Przekroczeniem granic jest także jej sztuka: znikają w niej podziały na męskie i żeńskie, piersi mogą stać się jądrami lub ustami, usta penisami, materia rzeźb nabiera biologicznej zmysłowości. Miękkie lateksowe odlewy części ciała i drapieżne pająki symbolizujące bezpieczeństwo, instalacje klatki z cyklu „Cele”, w których zgromadzone są fetysze pamięci, szmaciane lalki, konstelacje organicznych form przywołujące marzenie o powrocie do błogostanu w łonie matki i jednocześnie podszyte najbardziej dzikimi fantazmatami. Manifestacje sztuki Bourgeois stale się zmieniają, jej kreatywność wydaje się niewyczerpana – podobnie jak siła jej osobistej historii, która od niemal stu lat wciąż na nowo domaga się ujawnienia.