Skocz do zawartości


Rodzić z partnerem czy solo? (?Zwierciadło? nr 12/06, ?Szkoła rodzenia i umierania?, s. 52)


8 odpowiedzi na ten temat

#1 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

Planujemy z moim partnerem dziecko.Ciagle borykam sie z pytaniem,czy on-osoba z ktora chce byc na dobre i na zle,powinien byc ze mna w tej chwili,czy może powinna to być jakaś inna bliska mi osoba, mama albo przyjaciółka.

#2 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

Smoczyca to zależy od tego czy twój partner chce być wtedy przy tobie. Mój był przy mnie i nie wyobrażam sobie jakbym urodziła beż niego. To jest tak jak napisałaś "na dobre i na złe" przy porodzie jest wszystko, wszystkie emocje , skrajne i piekne i warto je dzielic z kims najbliższym.

#3 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

Dla mnie to jest sztuczny problem.Poród to część wspólnego życia,bardzo ważne wydarzenie,wydaje mi sie czymś nienaturalnym że partner mógłby być wyłączony z niego.W dzisiejszych czasach wreszcie zaczyna byc normalne to że przy porodzie mogą być obecne obie osoby , które przyczyniły sie do poczęcia.Dla mnie to pierwszy rodzicielski obowiazek a za razem szansa uczestniczenia w czymś szczególnym dla obojga partnerów.

#4 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

A ja twierdzę, że należy się bardzo nad tym zastanowić, czy rodzić z partnerem .. przeczytajcie sobie ostatni akapit Tomasza Jastruna z artykułu ''nowo narodzony'' z Z 1/2007 ....Nigdy więcej nie zdecydowałabym się na wspólne rodzenie .. i wiem co mówię.

#5 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

Byłam kiedyś związana z pewnym człowiekiem, który uważał, że kobiety nie powinny rodzić ze swoimi partnerami, że to kobiece tabu, coś świętego, w czym mężczyźni nie powinni uczestniczyć.
Myślę, że miał też na myśli, chociaż tego nie powiedział głośno to co Tomasz Jastrun napisał pod koniec swojego felietonu - jak po porodzie poradzić sobie z erotyką? Jak spojrzeć na kobietę, kiedy po pierwsze widziało się te wszystkie śluzy, krew, "flaki", całą tę biologiczną stronę (dla niektórych może być to głęboki wstrząs), a po drugie - erotyka właśnie do tego prowadzi, więc... jak tu się zabrać do sprawy? ;)
Słyszałam też i czytałam opinie, że to własnie cementuje związek, to współuczestnictwo w "misterium narodzin". Że mężczyzna potem inaczej odnosi się do kobiety, z większym szacunkiem, bo wie ile kosztowało ją wydania na świat dziecka.

A ja jestem po srodku. Tzn nie wiem do której strony bardziej należę. Myślę, że mówienie że to "kobiece tabu" i świętość to potroszę wygodnictwo i strach przed byciem z kobietą w tej chwili. Ale trochę jednak kusi zachować pewien obszar życia wyłącznie dla siebie i innych "wtajemniczonych". (Była kiedyś rozmowa Eichelbergera z Jastrunem na podobny temat, chodziło o karmienie. Podobne podejście - że mężczyźni są ubożsi o doświadczenie porodu i wytwarzania pokarmu).

Myślę, że to zależy od mężczyzny. Jeśli ma być obok i panikować, zemdleć czy przeżyć katusze - to nie. Wolałabym wtedy obecność innej kobiety obok - mamy, siostry czy przyjaciółki. Ale generalnie to chyba chciałabym, żeby ON przy mnie był.

#6 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

aenima napisał(a):
"Byłam kiedyś związana z pewnym człowiekiem, który uważał, że kobiety nie powinny rodzić ze swoimi partnerami, że to kobiece tabu, coś świętego, w czym mężczyźni nie powinni uczestniczyć.
Myślę, że miał też na myśli, chociaż tego nie powiedział głośno to co Tomasz Jastrun napisał pod koniec swojego felietonu - jak po porodzie poradzić sobie z erotyką? Jak spojrzeć na kobietę, kiedy po pierwsze widziało się te wszystkie śluzy, krew, "flaki", całą tę biologiczną stronę (dla niektórych może być to głęboki wstrząs), a po drugie - erotyka właśnie do tego prowadzi, więc... jak tu się zabrać do sprawy? ;)
Słyszałam też i czytałam opinie, że to własnie cementuje związek, to współuczestnictwo w "misterium narodzin". Że mężczyzna potem inaczej odnosi się do kobiety, z większym szacunkiem, bo wie ile kosztowało ją wydania na świat dziecka.

A ja jestem po srodku. Tzn nie wiem do której strony bardziej należę. Myślę, że mówienie że to "kobiece tabu" i świętość to potroszę wygodnictwo i strach przed byciem z kobietą w tej chwili. Ale trochę jednak kusi zachować pewien obszar życia wyłącznie dla siebie i innych "wtajemniczonych". (Była kiedyś rozmowa Eichelbergera z Jastrunem na podobny temat, chodziło o karmienie. Podobne podejście - że mężczyźni są ubożsi o doświadczenie porodu i wytwarzania pokarmu).

Myślę, że to zależy od mężczyzny. Jeśli ma być obok i panikować, zemdleć czy przeżyć katusze - to nie. Wolałabym wtedy obecność innej kobiety obok - mamy, siostry czy przyjaciółki. Ale generalnie to chyba chciałabym, żeby ON przy mnie był."


#7 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

cos pomieszalam i "podszylam"sie niechcacy pod aenime!sorka...zgadzam sie wlasnie z wypowiedzia aenimy o wyposrodkowaniu podejscia do wspolnych porodow.my rodzilismy wspolnie choc plan byl zupelnie inny.rodzilam w domu,miala byc kolezanka,ale gdy zaczelo sie wszystko zupelnie naturalnie przezylismy to razem.moj partner przed mowil o obawie wlasnie zwiazanej z pozniejsza erotyka a teraz twierdzi,ze nie wyobraza sobie,ze moglby nie uczestniczyc w tym "misterium".nie czuje tez abym stala sie mniej pociagajaca dla niego.jednak kazdy jest inny ipowinien wybierac co dla niego najodpowiedniejsze....

#8 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

smoczyca napisał(a):
"Planujemy z moim partnerem dziecko.Ciagle borykam sie z pytaniem,czy on-osoba z ktora chce byc na dobre i na zle,powinien byc ze mna w tej chwili,czy może powinna to być jakaś inna bliska mi osoba, mama albo przyjaciółka."
Urodzilam dwoje dzieci, pierwsze w Polsce. Maz oczekiwal pod oknem szpitala a ja sama w niezbyt przyjemnej atmosferze otoczona obcymi ludzmi, dla ktorych bylam kolejna pacjentka. Drugie dziecko urodzilam w Stanach z mezem przy boku. Pomijajac komfortowe warunki i przyjaznie nastawiony personel, najwiekszym komfortem byla dla mnie obecnosc meza. Wiedzialam, ze jest przy mnie ktos kto mnie kocha, jest na dobre i zle i tak jak ja che uczestniczyc w tym szczegolnym dla nas momencie. Maz plakal ze szczescia. Przecial pepowine i mogl byc z nasza coreczka od pierwszej minuty kiedy pojawila sie na tym swiecie.

#9 Guest

    New member

  • Members
  • 0 Postów:

Napisany 12 kwiecień 2008 - 10:05

Rodziliśmy razem. Mimo moich (dość słabych ale jednak istniejących) obaw, to było ważne przeżycie również dla mnie i dziś nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Wiem że można partnerce pomóc psychicznie przez większość czasu porodu (nasz trwał prawie 17 godzin od pierwszych wód płodowych do urodzenia), a jeśli tak ja mnie położna pokaże we właściwym momencie, właściwe miejsce (u głowy partnerki) to większość fizjologicznych etapów porodu po prostu jest niewidoczna - natomiast widać "wychodzenie" dziecka. Potem pozostaje już tylko przecięcie pępowiny, ale to jedyna krótka męska decyzja podczas calego porodu :)





1 Użytkowników czyta ten temat

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych użytkowników