Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Spotkania: Bownik

Jedną sesję zdjęciową Bownik przygotowuje tygodniami, czasem dłużej. Najpierw opracowuje dokładnie koncepcję, rozrysowuje części składowe, kompozycję, dobiera światło, konstruuje skomplikowaną scenografię, przypominającą tę z planu filmowego.
fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

„Disassembly” to niezwykły album, a w zasadzie książka artystyczna. Mimo że od jej premiery minął już ponad rok, nadal przywoływana jest jako jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych ubiegłego roku. Niczym notatnik szalonego naukowca wprowadza czytelnika w misterny, choć i nieco okrutny plan. Bownik rozkłada delikatne rośliny na części pierwsze – rozcina, kroi, a następnie składa je na nowo za pomocą tego, co ma pod ręką: taśmy klejącej, pinezek, folii, metalowych drucików. Fotografuje efekt. W książce znaleźć można zapis pracy nad całym projektem, rysunki z albumów botanicznych, na których rozrysowano planowane działania, grafiki z zaznaczonymi liniami cięcia. Jeden z najbardziej intrygujących polskich artystów współczesnych tym albumem odkrywa nieco siebie. Niemalże chorobliwą precyzję działania, potrzebę dopracowania najdrobniejszego szczegółu.

8 na 10 cali

W opowieści o tym, jak został artystą, nie pojawia się romantyczny wątek aparatu odziedziczonego po dziadku, nie ma momentu przełomowego, brak też idoli, którzy mieliby na niego istotny wpływ. Jest za to dużo ciężkiej pracy i przeczytanych książek, jakimi wypełnione jest jego mieszkanie.
Używa aparatu wielkoformatowego, niewiele różniącego się od tych znanych ze starych fotografii, dużych, harmonijkowych urządzeń, za którymi fotograf chowa się pod czarną płachtą. Wielkoformatowy obraz ma również to do siebie, że dzięki dużej „rozdzielczości” (wywołane zdjęcie ma aż 8 na 10 cali) wyłapuje każdy szczegół, najdrobniejszy element kompozycji, niuanse cieni, zagięcia tkaniny. Właśnie dlatego wszystko musi być tak precyzyjnie przygotowane. I dzięki temu aparat widzi dokładnie to co wymagające oko autora.

Bownik przeprowadza castingi na bohaterów, których chce sfotografować: przypadkowo spotkane osoby zaprasza do pracowni, robi próbne zdjęcia, wybiera najlepsze. W dzień sesji, gdy wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, wykonuje dosłownie kilka zdjęć. Czasem wystarczy jedno, jak w przypadku portretu młodego, niewinnie uśmiechającego się chłopaka z trupią czaszką SS na piersi (cykl „Koleżanki i koledzy”). Naciśnięcie migawki to moment, jak mówi autor, kiedy wyłącza się myślenie, pojawiają się dodatkowe szczegóły, emocje wniesione przez bohaterów zdjęcia, którzy obdarzają fotografa pełnym zaufaniem. Ta swoboda doskonale widoczna jest na zdjęciu „Łania”: dziewczyna zawieszona na jednej nodze niczym upolowane zwierzę. Jej ciało opada na ziemię, wyginając się w nienaturalnej pozie.

Gracze

Swoje prace podpisuje: Bownik. To nazwisko-pseudonim, w obiegu sztuki funkcjonuje bez imienia Paweł. Rocznik 1977. Urodził się i dorastał w Janowie Lubelskim. Już w liceum zdarzało mu się uciekać ze szkoły, żeby z aparatem w ręku szukać fragmentów rzeczywistości przykuwających jego uwagę. Dokumentował swoje otoczenie, ale nie interesowało go odzwierciedlanie rzeczywistości. W naturze szukał abstrakcji, czasem nieco naturze pomagał.

Strony: 1 2

Kryształki Zwierciadła

Nagroda przyznawana przez czytelników młodym, ambitnym osobom, które mają za sobą już pierwsze sukcesy i wciąż się rozwijają. To ludzie z imponującym dorobkiem, często jeszcze nieznani. Młodzi artyści, naukowcy, wolontariusze, działacze społeczni.

Historia