Felieton Andy Rottenberg: Podziel się pasją

fot. Rafał Masłow

Znajoma na emeryturze zaczęła obserwować ptaki, ktoś eksperymentuje w kuchni…

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

Od pewnego czasu przyglądam się starości. Nie chodzi tylko o zmarszczki, defekty figury i rosnącą niewydolność ciała czy pojawiające się z dnia na dzień choroby. Chodzi o to, jak się starzejemy psychicznie, jak zmieniają się nasze oczekiwania wobec życia, nasze priorytety i nasze relacje ze światem.

Zaczyna się od farbowania włosów, potem botoks i lifting, młodzieżowe stroje i ostry makijaż mający nam odjąć lat. Nie piszę tylko o paniach; niejeden raz spotkałam znajomego, któremu się nagle wygładziła cera, a włosy i brwi mocno pociemniały. Częściej jednak widuję takich, którzy osuwają się w zaniedbanie. A nawet jeśli włożą jakiś wysiłek w swój wygląd, to już nie zadbają o niegdysiejszy czar. Nosimy w pamięci obraz błyskotliwego poety, a on podczas przypadkowego spotkania po 30 latach opowiada nam o swoich chorobach. Albo staje jak wryty i patrząc na nas ze zgrozą, wykrzykuje: „To naprawdę ty? Nie masz pojęcia, jaka ty kiedyś byłaś ładna!”.

Jasne, kiedyś byliśmy ładniejsi. I atrakcyjniejsi. Przypominam to sobie, ilekroć widzę jakiś obiekt swoich niegdysiejszych westchnień. I myślę: „Co ja w nim widziałam?”. On pewnie myśli o mnie to samo, więc nie biegniemy ku sobie z rozpostartymi ramionami, tylko przechodzimy na drugą stronę ulicy. Czyli uciekamy od własnej przeszłości. Ku czemu? Ku samotności w zapuszczonym domu?

Najbardziej dotkliwą bolączką starości jest samotność. Nie dlatego, że nas opuścili przyjaciele i kochankowie, że dzieci mają własne życie, że zmarła osoba najbliższa. Ta samotność jest wynikiem naszej własnej rezygnacji. Przestaje nam się chcieć chodzić do kina, urządzać spotkania towarzyskie, poznawać nowych ludzi, uczyć się, szczególnie od młodszych; przecież to oni mają się uczyć od nas. A oni jakoś nie chcą. Snują się po klubach albo siedzą w sieci. Nie boją się o swoją prywatność i dopuszczają nas do niej za pośrednictwem portali społecznościowych, ale my nie chcemy w nich uczestniczyć, ponieważ kiedyś nie było takiej formy kontaktów międzyludzkich. Więc nie mamy pojęcia, jak bogate jest życie innych ludzi, jak szerokie mają horyzonty, jakie ogromne poczucie humoru i jaki polemiczny zapał. Nie wiemy, ale mamy na ten i każdy inny temat wyrobione zdanie. Gorzkniejemy. Czytamy te książki, które już znamy, oglądamy stare filmy i nucimy stare melodie, nie myśląc o tym, że możemy się tym swoim światem podzielić z innymi – choćby tak, jak to robią seniorzy w Och-teatrze na przedstawieniu Krzysztofa Materny „Czas nas uczy pogody”. Nie pouczać, tylko właśnie się podzielić. Wiedzą, doświadczeniem, umiejętnościami. Wspomnieniami. Nowymi pasjami.

Jedna z moich znajomych zaczęła obserwować ptaki; szkolny kolega, kapitan żeglugi dalekomorskiej, opisuje swoje rejsy; para znajomych odkrywa nieznane dokumenty związane z polską historią; ktoś inny eksperymentuje w kuchni; jeszcze inni odkrywają nowe szlaki turystyczne i sposoby taniego poznawania świata. Nie wspomnę o codziennej porcji refleksji na każdy temat. Wszyscy na emeryturze. Wszyscy w sieci.

Zobaczcie, jakie to łatwe. Podzielcie się swoimi pasjami! I wtedy zaśpiewacie starą piosenkę Młynarskiego:

„…Jeszcze w zielone gramy,
Jeszcze nie umieramy,
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny, marzenia, plany,
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa…”
Przypomni ją wam strona: http://www.youtube.com/watch?v=TniEe4ay_0Y

Anda Rottenberg historyk sztuki, krytyk oraz kuratorka znaczących wystaw. Od 1993 do 2001 r. dyrektorka warszawskiej Zachęty. Członkini Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki. Kustosz polskich pawilonów na wielu biennale.

Felieton pochodzi z numeru 5/2013

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »