52. Wratislavia Cantans: Umysł i emocje. Deklamacja i śpiew

Z Giovannim Antoninim, dyrektorem artystycznym festiwalu Wratislavia Cantans, rozmawia Grzegorz Chojnowski (Radio Wrocław Kultura).

Na wielkie otwarcie 52. edycji festiwalu – sir John Eliot Gardiner, który powraca do Wrocławia po ubiegłorocznej wizycie. To był pana pomysł czy może sir Gardiner chciał wrócić, by nadrobić nieobecność w drugiej części koncertu z Bachowską Pasją według św. Mateusza?

Myślę, że polubił salę Narodowego Forum Muzyki, to, jak realizuje się w niej brzmienie jego zespołu. Okazało się, że przyjazd maestra wraz z zespołem jest możliwy, zaproszenie zostało przyjęte. Bieżący rok jest rokiem Monteverdiego, więc pojawienie się w programie kogoś takiego jak Gardiner, który dobrze zna ten repertuar – jego chór nosi nazwisko Monteverdiego – było dla nas idealnym rozwiązaniem. Mam zarazem nadzieję na ścisłą współpracę festiwalu z sir Gardinerem także w przyszłości.

Posłuchamy Powrotu Ulissesa do ojczyzny. I nie będzie to jedyny Monteverdi na festiwalu. Z kilkoma wyjątkami koncentruje się pan tym razem na tzw. muzyce dawnej.

Pomysł na tę edycję pojawił się jakieś dwa lata temu. W tym roku obchodzimy również rocznicę Telemanna.

No tak: 250 lat od śmierci Telemanna, 450 lat od daty narodzin Monteverdiego.

To był punkt wyjścia. Ważny jest tytuł festiwalu – Recitar cantando – wprowadzający nowy element do programu Wratislavii. Wykonujemy nie tylko oratoria, zdecydowaliśmy się także na opery. Zaczynamy od opery i kończymy takim dziełem. Oczywiście, nie mam zamiaru przekształcać Wratislavii Cantans w festiwal operowy, muzyka oratoryjna pozostanie esencją, ale chcemy się rozwijać.

Ten tytuł sugeruje zarówno śpiewanie, jak i mówienie, deklamowanie.

Nie zapominajmy, że to z oratorium – gatunku, który stworzyli Włosi – czerpała opera. Zwłaszcza od baroku święte słowo zaczęło być wyrażane przez arię i recytatyw.

Skoro mówimy o operach – na finał proponuje pan Mozartowską Łaskawość Tytusa. Z Teodorem Currentzisem, solistami i artystami MusicAeterna, na scenie Opery Wrocławskiej. Dlaczego właśnie tam? Planowana jest specjalna inscenizacja?

Chcieliśmy rozpocząć współpracę z Operą Wrocławską, zrobić kolejny krok w stronę poszerzania festiwalowej przestrzeni. Jest wspaniały gmach Narodowego Forum Muzyki, ale ciekawie będzie włączyć w festiwal miejsce teatralne, wzbogacając w ten sposób Wratislavię. Pyta pan, czy Ułaskawienie Tytusa zostanie zaprezentowane jako spektakl. Na razie mogę powiedzieć, że będzie to wersja koncertowa, ale poważnie zaczynam myśleć o tym miejscu w kontekście przyszłych edycji i pomysłów.

MusicAeterna

Wspomniałem o kilku wyjątkach od muzyki dawnej na tegorocznym festiwalu. Jednym z nich jest Kwartet na koniec czasu Oliviera Messiaena, szczególnie interesujący z dolnośląskiej perspektywy, bo premiera tego utworu odbyła się w styczniu 1941 roku w Zgorzelcu. Messiaen znalazł się tam jako jeniec, więzień obozu Stalag VIII-A.

Kwartet na koniec czasu to jedno z arcydzieł muzyki kameralnej XX wieku. Istotny jest moment napisania utworu, jego premiery, ale i kontekst czasów, w których żyjemy, ma znaczenie. Uważam, że to historyczna chwila, stajemy twarzą w twarz z nowymi tematami i problemami. Myślę tu również o polityce, o zmianach, jakie następują na świecie, na przykład o nowej pozycji Stanów Zjednoczonych. Nie wiemy, co te zmiany przyniosą, czy będą na lepsze, czy nie. Nie wiadomo, jaki los czeka Europę, kulturę europejską. To, co dziś jest ważne, co uważamy za wartość, może za jakiś czas nią nie być. To także kwestia percepcji i komunikacji. Mam 50 lat, znam rzeczywistość bez telefonów komórkowych czy internetu. Nie jestem ani na tyle młody, by traktować te nowe technologie jako moje środowisko naturalne, ani na tyle stary, by nie chcieć ich używać. W tym sensie pewna epoka się skończyła, nowa – której nie znamy – jest przed nami. Mówię tu o nowej koncepcji człowieka, kobiety, mężczyzny, stosunku do religii, o osiągnięciach nauki. Na wiele pytań nie ma dziś odpowiedzi. Moim zdaniem Kwartet na koniec czasu bardzo dobrze wpisuje się w naszą rzeczywistość.

Inny utwór Messiaena, Et expecto resurrectionem mortuorum, zagra NFM Filharmonia Wrocławska, która wykona także dzieło Uru Anna, kompozycję wrocławianki, studentki Messiaena, profesor Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil. Dzień później, 12 września, pojawi się kolejny polski akcent, czyli Widma Stanisława Moniuszki, kantata oparta na fragmentach Dziadów Adama Mickiewicza. To był pomysł Andrzeja Kosendiaka, dyrygenta tego koncertu?

Tak, zgadza się.

A pan przyjął ten projekt z entuzjazmem? Moniuszko poza Polską nie jest znany, a w dodatku Widma to rzadkość także dla polskiego melomana.

Bardzo się cieszę z tej prezentacji. Festiwal powinien być różnorodny, powinno być w jego programie miejsce na repertuar międzynarodowy, ale i narodowy, rodzimy. Widma to dla mnie odkrycie. O Wratislavii tak właśnie myślę: jako o wydarzeniu, którego siłą są również takie rarytasy.