Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

27 września 2016 in Kultura by Joanna Olekszyk

7 powodów dla których warto być jak Tilda Swinton

Podczas gdy wielkie gwiazdy kina starają się nas przekonać, że tak naprawdę są takie same jak my, TILDA SWINTON zdaje się w ogóle nie przejmować opinią publiczną. Ona po prostu robi swoje. Spaceruje z psami, hoduje kury, uprawia kapustę i wychowuje dwójkę dzieci, od czasu do czasu grając w filmach. I tym właśnie nas przekonuje.

Tilda Swinton na premierze w Los Angeles; fot.123rf

Tilda Swinton na premierze w Los Angeles; fot.123rf

Co prawda Tilda Swinton ma też atrybuty unikalne i czyniące ją naprawdę wyjątkową: talent, androgyniczną urodę, zamek i arystokratyczne pochodzenie, a także udany związek z partnerem młodszym o 18 lat i Oscara na koncie. Ale to są rzeczy, które przykuwają uwagę innych – dziennikarzy, fanów czy po prostu widzów. W życiu Tildy liczy się co innego. – Ostatnio znalazłam całe pudełko starych zeszytów z czasów, kiedy byłam mała, a pośród nich list, który napisałam jako 15-latka do siebie, 80-latki – wyznała niedawno w wywiadzie dla „Esquire”. – Jest w nim taki fragment: „Mam nadzieję, że miałaś długie życie i byłaś zawsze otoczona wspaniałymi psami i świetnymi przyjaciółmi”. Nie mam jeszcze osiemdziesiątki, ale jestem na dobrej drodze do takiej właśnie przyszłości. Cieszę się też, że już jako 15-latka wiedziałam, co jest naprawdę ważne.

Powodów, żeby zaufać jej recepcie na życie naszym zdaniem jest co najmniej siedem:

Powód pierwszy: Życie zamiast kariery

Choć ma dopiero 56 lat, grała już kobiety starsze od siebie, jak Madame D., 83-letnia hrabina romansująca z konsjerżem w filmie „Grand Budapest Hotel”, czy Eve, kilkusetletnia wampirzyca w „Tylko kochankowie przeżyją”. Specjalizuje się w rolach skomplikowanych kobiet – była nieszczęśliwą rosyjską arystokratką w „Jestem miłością”, przerażającą Białą Czarownicą w „Opowieściach z Narnii” czy matką psychopatycznego chłopca w „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Ale grała też postaci na granicy płci jak tytułowy „Orlando”, młodzieniec skazany na wieczną młodość, który zamienia się stopniowo w kobietę, czy archanioł Gabriel w filmie „Constantine”. Jak przyznaje, najbardziej komfortowo czuje się w rolach dziwadeł.

Jest sceptyczna wobec terminu „kariera”, nigdy naprawdę nie chciała być aktorką i od czasu do czasu publicznie wyznaje, że wcale się za nią nie uważa. Od zawsze interesowała ją literatura, a ponieważ jej znajomi zaczęli się fascynować teatrem, sama też weszła w ten świat. Już w czasach studenckich występowała na deskach teatrów, a po studiach zaczęła grać w Traverse Theatre w Edynburgu i Royal Shakespeare Company. Teatr jednak szybko ją znudził. Zdecydowanie woli film, a najbardziej niskobudżetowe artystyczne kino, które chętnie też współfinansuje lub pomaga jego twórcom w znalezieniu sponsorów. Z większością reżyserów, u których gra, zna się też prywatnie, zwykle więc nie szuka ról, a raczej one same do niej przychodzą.

– Moje życie to dziwna kombinacja rzeczy, o których właśnie rozmyślam, i propozycji rzucanych mi przez przyjaciół, które dokładnie pokrywają się z kierunkiem moich rozmyślań – przyznaje w wywiadzie dla „Esquire”. – Ja tak naprawdę nie mam kariery, ja po prostu mam życie.

Świetnie wykształcona, z dyplomem Uniwersytetu w Cambridge z dwóch fakultetów: socjologii i literatury angielskiej, prawdopodobnie zostałaby dziennikarką. Albo zawodową hazardzistką – kiedy mieszkała w Londynie przez kilka lat jej podstawowym dochodem były pieniądze wygrane na wyścigach konnych (sprawnego oceniania koni nauczył ją w dzieciństwie ogrodnik jej ojca). A jednak los chciał inaczej. W 1986 roku spotkała Dereka Jarmana, brytyjskiego reżysera i outsidera. Otwarcie mówił o swojej homoseksualnej orientacji i krytykował rządy Margaret Tchatcher, zbliżyły ich do siebie poglądy, ale też wrażliwość i wizja kina jako sztuki. Nazywano ją „muzą Jarmana”, ale nigdy nie lubiła tego określenia: – Ludzie używają tego terminu, bo nie wiedzą, jak nazwać związek kobiety z homoseksualistą. Nie byłam muzą Dereka, bo muza jest pasywna. Byłam raczej jego intelektualnym partnerem. Toczyliśmy niekończące się dyskusje o sztuce, o życiu i poszukiwaniu tożsamości – wyznała w jednym z wywiadów.

Strony: 1 2 3 4 5


Konkurs Ziaja: pielęgnacja dla niego

Mężczyźni spędzają w łazience znacznie mniej czasu, niż kobiety. Nie oznacza to jednak, że męska skóra jest łatwiejsza w pielęgnacji. Przekonajcie się same i weźcie ...

„Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” - wywiad z autorką powieści Renatą Frydrych

Czy można napisać naprawdę ciepłą i zabawną komedię romantyczną, która porusza i w dodatku daleka jest od stereotypów? Okazuje się, że tak. Wydana przez Wydawnictwo ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI