Zakończył się 27. Warszawski Festiwal Filmowy

Dobiegła końca 27. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego, jednej z najważniejszych imprez filmowych tego typu w Europie i na świecie. Wielkim zwycięzcą okazał się film „Róża” Wojciecha Smarzowskiego.
Jak co roku, Warszawski Festiwal Filmowy zgromadził rzesze kinomanów nie tylko z Polski, ale także z innych zakątków świata. Przez te wszystkie lata impreza zdobyła sobie prestiż wśród ludzi związanych z kinem na wszystkich kontynentach. O udział w festiwalu ubiegają się co roku zarówno uznani, jak i początkujący twórcy z całego świata. I widać to wyraźnie, oglądając projekcje festiwalowe. Rzadko która impreza filmowa odznacza się taką różnorodnością stylów, gatunków i narodowości pokazywanych filmów. Odpowiednio dobierając repertuar, można w ciągu jednego weekendu zobaczyć filmy z Danii, Rosji, Włoch, Serbii, Japonii, Ameryki, Argentyny, Iraku, Wielkiej Brytanii czy Rwandy. To niezwykle cenne doświadczenie, nie tylko filmowe, ale ogólnie kulturowe – pozwala zetknąć się w jakimś stopniu z obyczajowością odległych i nieodwiedzanych przez nas krajów, a miłośnikom kina umożliwia zobaczenie, jak odmienne podejście do materii filmowej prezentują różne narody. Istotne jest też to, że przeważająca liczba prezentowanych filmów (ok. 85 %) nie trafi u nas do dystrybucji w żadnej formie, a więc Warszawski Festiwal jest często jedyną okazją by zobaczyć większość z prezentowanych na nim produkcji.

reklama

Oczywiście filmów jest nierówny. Bardzo łatwo trafić na obrazy, niebędące wprawdzie złymi produkcjami, ale niespecjalnie wybijającymi się ponad przeciętność. Jednak często wynika to z tego, że mamy do czynienia z początkującymi filmowcami, a nawet z kompletnie nowonarodzonymi kinematografiami (!), tak jak to miało miejsce przy okazji tegorocznych projekcji filmów z Iraku i Rwandy (film „Ciemne sprawy” to ponoć pierwsza produkcja z tego kraju). Daleko tym filmom do ideału, ale już sam fakt ich istnienia i pokazywania szerokiej publiczności z całego świata sprawia, że WFF w zupełności zasłużył na swoją światową renomę.

Jury Konkursu Międzynarodowego w składzie: Christa Saredi, agentka sprzedaży (Szwajcaria); Bogdan George Apetri, reżyser (Rumunia / USA); Alvaro Brechner, reżyser (Urugwaj); Milcho Manchevski, reżyser (Macedonia); Artem Vassilev, producent (Rosja) w minioną sobotę przyznało nagrody w najważniejszych kategoriach.

Tym razem mamy się czym pochwalić, gdyż nagrodę główną, czyli Warsaw Grand Prix, zdobył film „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. Jest to jak dotąd najbardziej dojrzały film twórcy „Wesela” i „Domu złego”. Porażający naturalizmem i brutalnością obraz Polski tuż po zakończeniu II wojny światowej, a konkretnie tego, co działo się wówczas na Mazurach, które przed wojną były prowincją pruską. Władza ludowa zaczyna wprowadzać nowy ład, Niemcy mają zostać wysiedleni, a rosyjscy żołnierze panoszą się po okolicy, plądrując gospodarstwa i gwałcąc kobiety. Smarzowski niemal bezlitośnie zrzuca brzemię tamtych zdarzeń na oglądającego film widza. Oprócz niewygodnego tematu „Róża” to również obraz, który zachwyca maestrią reżyserii, gdzie wszystko jest dopracowane do ostatniego szczegółu. W pełni zasłużona nagroda dla jednego z najważniejszych i najlepszych polskich filmów ostatniej dekady!

Nagroda za Najlepszą Reżyserię trafiła do Santiago Amigorena za film „Inna cisza”, opowiadający o młodej policjantce, która wyrusza do Argentyny, by odnaleźć morderców swego męża i syna.

Specjalną Nagrodę Jury dla Najlepszego Aktora otrzymał Robert Więckiewicz, który zagrał kolejną znakomitą rolę w swojej karierze, tym razem w filmie „Wymyk” w reżyserii Grega Zglińskiego. Sam film będący historią dwóch braci (z czego jeden z nich, Więckiewicz, w wyniku tragicznych zdarzeń wystawiony jest na wielką próbę odwagi i charakteru) to również jeden z jaśniejszych punktów tegorocznego festiwalu. Bardzo sprawnie wyreżyserowany moralitet to dość prostolinijna opowieść, ale w dobrym tego słowa znaczeniu – klarowna, zwarta i przede wszystkim bardzo wciągajaca.

Jury przyznało także wyróżnienie filmowi „Droga na drugą stronę” , dokumentalnej animacji w reżyserii Anci Damian, koprodukcji polsko-rumuńskiej. To jeden z najważniejszych filmów, jakie można było zobaczyć na tegorocznym WFF. Przypomina historię Claudiu Crulica (swego czasu głośną w polskich mediach), młodego Rumuna, który przyjeżdża pracować do Polski i pewnego razu zostaje niesłusznie oskarżony o kradzież portfela. To na pozór drobne zdarzenie rozwinie się jednak w dramatycznym kierunku. W proteście przeciw przetrzymywaniu w więzieniu Crulic rozpocznie strajk głodowy. Obojętność władz polskich i niedbałość lekarzy doprowadzi do tragedii: głodówka skończy się jego nieludzką śmiercią. Straszna historia, która niestety naprawdę wydarzyła się w naszym kraju, i to zaledwie kilka lat temu. Reżyser Anca Damian znakomicie wyczuła poetykę filmu animowanego i przedstawiła całą opowieść, z jednej strony dbając o kronikarskie szczegóły, a z drugiej świadomie wykorzystując środki i możliwości, jakie daje animacja i jej różne techniki. Sam obraz to sztuka sama w sobie.

Jury w składzie: Liat Benhabib, szefowa działu audiowizualnego Instytutu Yad Vashem (Izrael); Christian Frei, reżyser (Szwajcaria); Janusz Mrozowski, reżyser (Polska / Francja) przyznało nagrodę dla Najlepszego Filmu Dokumentalnego tytułowi „Gorzki smak wolności” , w reżyserii Mariny Goldovskayi. Jest to portret Anny Politowskiej, dziennikarki rosyjskiej „Nowej Gazety”, która nie bała się otwarcie krytykować rządów Putina w Rosji i stawać w obronie obywateli będących ofiarami tamtejszej władzy, czym przysporzyła sobie wielu wrogów.

Z filmów nienagrodzonych warto też zwrócić uwagę na inne produkcje, które być może zobaczymy na dużym ekranie w regularnej dystrybucji. Świetna okazała się japońska animacja „List do Momo”, opowieść o małej dziewczynce, która przez przypadek nawiązuje kontakt ze światem duchów. Wspaniale narysowany tradycyjną kreską film animowany to propozycja dla całej rodziny, pełna uroku, humoru i wzruszeń.

Andrzej Chyra w filmie "Znieważona Ziemia"

Również „Znieważona ziemia” jest filmem, którego nie sposób pominąć. To koprodukcja ukraińsko-polsko-francuska w reżyserii Michale Boganim, a tematyka, jaką podejmuje jest nam dość bliska, i aż dziw bierze, że dopiero teraz ktoś się jej podjął. Mowa tu o awarii reaktora w Czarnobylu w 1986 roku. Film skupia się na mieszkańcach Prypeci, których poznajemy w przeddzień wybuchu w elektrowni atomowej. Autorka pokazuje wpływ tej straszliwej katastrofy na życie ludzi mieszkających w samym centrum dramatycznych wydarzeń. Szczególnie pierwsza część tego obrazu robi wrażenie – pokazanie, jak nagle egzystencja ludzi zmieni się w sposób niemożliwy do przewidzenia, a Prypeć z żywego i kolorowego miasteczka staje się opuszczonym miastem-widmem. Warto też zwrócić uwagę na to, że niezwykle udaną rolę zagrała w tym filmie Olga Kurylenko, a na drugim planie dość istotną partię odgrywa Andrzej Chyra.

Zawiódł natomiast Milcho Manchevski. Jego „Matki” to film dość ciekawy od strony formalnej – tworzą go 3 nowele różniące się od siebie stylistycznie, gatunkowo i fabularnie, które twórca stara się spiąć w całość. Głównym tematem jest sytuacja matek, kobiet w Macedonii, ale niestety przez tę różnorodność poszczególnych części tryptyku tematyka całkowicie się rozmywa i po seansie pamięci pozostaje niewiele. A szkoda, bo obraz miał potencjał!

Oprócz tego po raz 25. przyznano nagrody publiczności – zwyciężyły następujące filmy:.

W kategorii filmów fabularnych

– Róża / Rose, reż. Wojciech Smarzowski

W kategorii filmów dokumentalnych

– Buck, reż. Cindy Meehl

W kategorii filmów krótkometrażowych

– Północny Atlantyk / North Atlantic, reż. Bernardo Nascimento

W kategorii filmów dla dzieci

– Kot w Paryżu / A Cat in Paris , reż. Alain Gagnol, Jean-Loup Felicioli