Alfred Hitchcock: co się dzieje z niegrzecznymi chłopcami?

fot.123rf

Mizogin. Sadysta. Geniusz. Wizjoner. Jego filmy wyznaczyły nową erę w rozwoju kina, ale też straumatyzowały grające w nich aktorki. W przypadku niektórych artystów ciśnie się na usta pytanie: czy talent usprawiedliwia okrucieństwo.
Gdy się przedstawiał, mówił „Jestem Hitch” i z uśmiechem kończył „bez fiuta”. „Cock”, czyli druga część nazwiska reżysera, po angielsku może być przetłumaczona właśnie jako „kutas”. Alfred Hitchcock lubił wprowadzać w konsternację swoich słuchaczy, znajomych, a zwłaszcza aktorki. Prowokował, był wulgarny a często sadystycznie obleśny. W obecności swojej żony czasami żartował: „Byłem tak gruby, że musiałem spłodzić Patrycję za pomocą wiecznego pióra”. Przy 170 cm wzrostu ważył 150 kilogramów. Czasami dodawał, że poczęcie córki było jedynym razem, kiedy współżył z żoną. Nagminnie opowiadał wśród bliskich i pracowników, że jest impotentem. Nie przeszkadzało mu to obmacywać kobiet i podczas pożegnalnego pocałunku wpychać im język do ust, zwłaszcza kiedy był pijany.

reklama

Kompleks blondynki

Hitchcock kręcił po dwa filmy rocznie, na swoim koncie ma ponad 50 produkcji, w tym te najbardziej znane, jak „Psychoza”, „Północ, północny zachód” i „Ptaki”. Opinia dręczyciela kobiet przylgnęła do niego na trwałe po tym, jak potraktował Tippi Hedren, gwiazdę „Ptaków”. Wypatrzył ją w reklamie telewizyjnej, gdy była nieznaną światu modelką. Podpisała kontrakt na wyłączność i Hitchcock zmienił jej życie w piekło. Zmuszał ją do czesania się w określony sposób, chodzenia zgodnie z jego zaleceniami, poza tym wybierał jej stroje, biżuterię oraz perfumy. Zakazał jej kontaktów ze znajomymi, a jego pracownicy mieli ją śledzić. Wykradł również kartki z pismem Tippi, by oddać je do grafologa i lepiej poznać „swoją” aktorkę. Z jego gabinetu do jej przyczepy kazał przygotować tajne przejście. Posiadał również odlew twarzy aktorki. Hedren po latach wspominała, że reżyser mówił jej o swoim śnie, w którym to wyznaje mu miłość i go przytula. Powtarzał, że blondynki najlepiej nadają się na ofiary. „Są jak śnieg, na którym widać krwawe ślady stóp”. Najtrudniejsze dla Hedren było kręcenie sceny ataku ptaków na strychu. Zdjęcia trwały tydzień. W aktorkę rzucano żywymi ptakami, których cierpieniem reżyser również się nie przejmował. Efekty nie były jednak zadowalające, dlatego ptaki zostały przywiązane do Hedren nylonowymi, niewidocznymi dla widza nitkami. Panika ptaków, które nie mogły odlecieć, doprowadzała je do rzucania się na aktorkę – o to chodziło reżyserowi. Zdjęcia przerwano dopiero wtedy, gdy jedna z mew zraniła Tippi w powiekę, a aktorka zemdlała z wycieńczenia. „To był potworny tydzień, najgorszy tydzień w moim życiu. Każdy dzień, każda godzina, każde ujęcie” – wspominała aktorka.

Gdy Hitchcock zażądał od Hedren spełnienia swoich perwersyjnych zachcianek seksualnych, nazwała go „grubą świnią” i postanowiła zerwać kontrakt. Hitchcock obraził się na Hedren, obiecał zniszczyć jej karierę i doprowadzić do tego, że nie będzie występowała – swój pomysł realizował z bezwzględną wytrwałością. Podobną „atencją” reżyser obdarzał inne występujące u niego aktorki, te mniej doświadczone, odporne i asertywne stawały się jego ofiarami. I chociaż „Ptaki”, podobnie jak inne filmy reżysera, wbijają widza w fotel, utrzymują napięcie i wciąż są punktem odniesienia dla reżyserów chcących przestraszyć widza – nie można zapomnieć o ich twórcy. Hitchcock przedstawiał świat jak pułapkę – nie epatował efektami, pracował raczej z napięciem, niedopowiedzeniem – pokazywał przemoc w jej najbardziej mrocznym, wyrafinowanym wydaniu i sam ją stosował.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »