„Amok” – ostatni raz na scenie AOIA w Łodzi

arch. Fundacja Kamila Maćkowiaka

Po 3 latach spektakli Fundacja Kamila Maćkowiaka wystawiła po raz ostatni monodram oparty na głośnej amerykańskiej powieści Jamesa Freya „Milion małych kawałków”.

reklama

Maćkowiak sam dokonał adaptacji tekstu i jak dziś przyznaje, gdy 3 lata temu stanął po raz pierwszy na scenie „Amoku”, był tym pomysłem – kolejnym artystycznym wyzwaniem przerażony. Jest to bowiem wielotorowa narracja prowadzona w szalonym tempie i nieustającym napięciu, w rytm muzyki elektronicznej powstałej specjalnie na potrzeby widowiska.

Poznajemy głównego bohatera – Jamesa, który po raz kolejny decyduje się na odwyk, jego rodziców, terapeutę, ukochaną Jill – jedną z pacjentek ośrodka i jeszcze kilkoro innych uzależnionych. Maćkowiak wciela się we wszystkie postaci równocześnie. Gra ten karkołomny spektakl w bardzo oszczędnej i przemyślanej scenografii: siedzi na krześle, a serię monologów i scen dialogowych przerywają muzyczno – plastyczne klipy wyświetlane za jego plecami. Bez chwili przerwy, przez półtorej godziny opowiada dramatyczną historię Jamesa. Spektakl mówi o męce cierpienia i zmagania się ze sobą młodego mężczyzny, który pewnego dnia budzi się w samolocie i nie wie, jakim cudem tam trafił. Nie ma czterech zębów, kawałka policzka. Cały unurzany jest w wymiocinach, krwi i moczu. A to dopiero początek opowieści, która jak narkotyk wciąga widza w swój okrutny, pełen przemocy i smutku świat.

Mężczyzna dociera do ośrodka odwykowego. Tam powoli otwiera się na innych, z pomocą terapeuty przypomina sobie, ile wypił i jakie narkotyki brał przez miesiące, które poprzedziły krytyczny moment w samolocie. Jego wielkim problemem są bliscy ludzie: nie pamięta imion kobiet, z którymi był związany; od zawsze utrzymywany przez rodziców i przez nich wspierany, nie potrafi okazać im wdzięczności. Irytują go, doprowadzają do rozpaczy, czuje się w ich towarzystwie jak przybysz z innego świata. Często opanowuje go stan tytułowego amoku. Z powodu powtarzających się napadów strachu i niepewności, tłumi nagromadzone emocje ogromnymi ilościami narkotyków i alkoholu. Gdy to sobie uświadamia, nagle przychodzi opamiętanie. Po raz pierwszy całuje na trzeźwo Jill i jest tym przerażony. Gdy pozna trudną przeszłość kobiety, pozwoli jej się do siebie zbliżyć.

Historia Jamesa ma swój szczęśliwy finał, ale nie wszyscy bohaterowie przeżyją. Maćkowiak w sobie tylko znany sposób bezboleśnie przeprowadza nas przez świat mroku, by na końcu swobodnie powiedzieć wprost od siebie: „Wszystkich walczących z nałogami mocno przytulam”.

Na ostatnim spektaklu byli obecni także pacjenci ośrodka terapii uzależnień w Łodzi. Dostali bilety od swojego terapeuty, w ramach leczenia. Wraz z resztą widzów zgotowali aktorowi owację na stojąco. Szkoda,że nie zobaczymy już „Amoku”, ale wiem, że Maćkowiak pisze już tekst kolejnego monodramu, inspirowanego losami Klausa Kinskiego. I przyznam, że nie mogę się już doczekać premiery.

„Amok”, pożegnanie z monodramem Kamila Maćkowiaka, na podstawie powieści Jamesa Freya „Milion małych kawałków” w tłumaczeniu Patryka Gołębiowskiego, Fundacja Kamila Maćkowiaka w siedzibie AOIA w Łodzi