„Bóg” w Teatrze Osterwy w Lublinie. Recenzja

Bóg w Teatrze Osterwy w Lublinie, fot. archiwum teatru

Sztuka w sztuce – ograny temat. Egzystencjalne pytania – te same od wieków. Czemu więc Woody Allen zdecydował się na powielanie schematów? Czy można z przewidywalności zrobić atut i element konstrukcyjny sztuki? Skoro w muzyce klasycznej i jazzie można, to dlaczego nie w teatrze? Przyjrzyjmy się, co z tego wyszło.
Czas i miejsce akcji: trudno powiedzieć. Może to starożytne Ateny, a może zupełnie współczesny teatr w Lublinie. Bohaterowie udają Greków (czasem dosłownie, czasem w przenośni), rozprawiając przy tym o zakończeniu sztuki, która ma wziąć udział w konkursie. Dość szybko okazuje się, że aktorzy żyją w Matriksie i są tego w pełni świadomi. Nie buntują się – najlepiej jak potrafią starają się wypełniać swoją powinność jako sceniczne wyobrażenia autora. Ten zaś nie przepuszcza żadnej okazji, by żartem puścić oko do widza albo przerysowaniem wykpić nasze postawy, poglądy czy decyzje.

reklama

Spektakl został umiejętnie wpisany w lokalny kontekst, co wzmocniło groteskowość niektórych scen: „Ty jesteś czystą fikcją, ona jest z Lubartowa. Czy ty wiesz, jakie z tego będą dzieci?”. Reżyser dobrze wszedł w konwencję absurdalnych żartów Allena. Przemycając egzystencjalne pytania, mami widza i komplikuje akcję. Postaci przeobrażają się, jak w kalejdoskopie zmieniają się ich tożsamościowe kostiumy. Istnienie przeplata się z potencjalnością istnienia, prawdziwa fikcja literacka – z fikcyjną fikcją literacką. Widz ledwo za tymi zmianami nadąża, zdekoncentrowany złotymi majtami protagonisty Kretynika i nogami studentki z Ryk. W tym rozgardiaszu umknąć może kwestia zasadnicza: szukanie zakończenia dramatu, bez którego udział w konkursie zapewne nie będzie możliwy.

Ale na scenie nikt nie wie, jak ta sztuka się kończy. Nie pomaga nawet telefon do przyjaciela, którym okazuje się sam autor. Czy ktoś w ogóle zna zakończenie? Może Bóg? Między słowami a wygłupami padają pytania o jego istnienie. I okazuje się, że pozytywna odpowiedź może być zła: bo jeśli Bóg istnieje, to znaczy, że nie jesteśmy bezkarni. A może jednak Bóg umarł, bo „ktoś pociągnął niewłaściwą wajchę”? Skoro nie mamy pewności, powiedzmy: „sprawdzam”. Kto się odważy? Tego karkołomnego zadania podejmuje się Kretynik w finałowej scenie. Pozostaje wątpliwość największa: czy Bóg odpowiada na takie zaczepki…

Ateista Woody Allen wierzy, że nie. I mimo wszystko mówi: „sprawdzam”.

„Bóg”, Woody Allen, tłum. Anna Kołyszko, reż.Grzegorz Kempinsky, premiera 5 czerwca 2009, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie