Karolina Breguła: Bergeński artysta Laurie Grundt

fot. Robert Mleczko

Film, nad którym pracuję w norweskim Bergen, powstaje przy współpracy z tak zwanymi naturszczykami czyli nieprofesjonalnymi aktorami. Większość z nich to postaci ze świata tutejszej kultury – artyści wizualni i muzycy, kuratorzy i historycy sztuki czy zwyczajni miłośnicy sztuki.
Dzisiaj kręciliśmy scenę, której bohaterem jest stary performer. Odtwórcą tej roli zgodził się być prawie dziewięćdziesięcioletni malarz i rzeźbiarz Laurie Grundt.

Grundt to niezwykle barwna postać. Jego prace od lat szokują, bawią i zmuszają do refleksji. Ich treścią jest mieszanka historii, polityki i społeczno-politycznych komentarzy rodem jakby z codziennej gazety. Specyficzny humor i erotyka, które dzisiaj nikogo już nie oburzają, budziły przed laty kontrowersje i powodowały, że prace Lauriego Grundta były często na ustach wszystkich.

Dzisiaj ten szanowany malarz czuje się zepchnięty na margines, ponieważ, jak sam mówi, to, co robi jest już niemodne i, przede wszystkim, zbyt wymagające. Zamierzam wkrótce znaleźć czas, by sprawdzić to osobiście, idąc na wystawę „Rewolucja”, którą Laurie Grundt kilka dni temu otworzył w jednym z bergeńskich muzeów. Wystawa poświęcona jest subiektywnemu przedstawieniu długiej historii państwa rosyjskiego – od czasów najdawniejszych aż po zagadnienia aktualne.

Godziny spędzone w towarzystwie Lauriego Grundta wypełnione były opowieściami o sztuce doprawionymi sporą dawką ostrej krytyki świata kultury, który karmi się dzisiaj innowacyjnością zapominając, że sensem dzieła nie może być wyłącznie jego aspekt formalny.

Jak w teatrze, siedzieliśmy całą ekipą, patrzyliśmy, słuchaliśmy i odkrywaliśmy nowe punkty widzenia. Na szczęście, od czasu do czasu udało nam się też przekonać artystę do odrobimy pracy aktorskiej, dzięki czemu będzie go można zobaczyć w naszym gotowym za kilka miesięcy filmie.