Karolina Breguła: Nie wywinę się tai chi

Karolina Bregula

Na początku tego roku spędziłam sześć niezwykłych tygodni w Singapurze. Odkąd wróciłam do domu marzą mi się dalsze azjatyckie podróże: Tajwan, Wietnam, Malezja. Singapur stał się symbolem wszystkich tych tęsknot.
Kiedy zamykam oczy, żeby go sobie przypomnieć, jednym z obrazów, które widzę najczęściej, są chińscy staruszkowie ćwiczący przed snem tai chi. Co wieczór, wracając z pracy, mijałam tam dziesiątki większych i mniejszych grup wykonujących w niezmąconym spokoju swoje płynne gesty, przypominające dziwny taniec.

Jest w tai chi coś hipnotycznego, co kazało mi zawsze zatrzymywać się i patrzeć. Szybko nabrałam wielkiej ochoty, by dołączyć do ćwiczeń. Niestety, zabrakło mi śmiałości, żeby to zrobić, czego wielokrotnie potem żałowałam.

Krótko po powrocie z Singapuru wylądowałam w norweskim Bergen, gdzie pracowałam nad swoim filmem. Spotkałam tam grupę młodych Norwegów ćwiczących tai chi pod okiem chińskiego mistrza. Oczywiście, znowu patrzyłam na nich z zazdrością, nie odważyłam się jednak zrobić więcej, niż sfilmować ich z nadzieją, że ich obraz przyda się do filmu.

Minęło kilka miesięcy od spotkania w Bergen, kiedy zostałam zaproszona do udziału w wyjątkowo sympatycznej imprezie bARTer, którą na warszawskim Żoliborzu organizują członkowie grupy Tuzin Twórców. Barter jest rodzajem przedświątecznej bezgotówkowej sprzedaży artystycznych dóbr. Polega na tym, że każdy, kto ma ochotę nabyć którąś z wystawionych prac, proponuje, co chciałby za nią zaoferować. Po całym dniu składania ofert autor wybiera tę, która interesuje go najbardziej. Okazało się, że moja niewielka fotografia z dawnego cyklu Warszawa (2003) wpadła w oko trenerowi tai chi, który zaoferował mi udział w trzymiesięcznym kursie.

Wygląda na to, że tym razem się nie wywinę. Od początku nowego roku będą ćwiczyła tai chi na warszawskich Nowolipkach.

Nie wywinę się tai chi
Fot. Robert Mleczko