Karolina Breguła: Niepokój w Kalmar

Fot. Karolina Breguła

Od kilku dni jestem w szwedzkim Kalmar. To maleńka miejscowość, która wygląda dokładnie tak, jak wszyscy wyobrażamy sobie skandynawskie miasteczka.
Jest tu mnóstwo podobnych do siebie drewnianych domków w pastelowych barwach, szwedzkie flagi powiewające radośnie to tu, to tam, pachnące kwiaty na klombach, zadbane ulice i spacerujący po nich piękni, uśmiechnięci ludzie. Wszystko wygląda tak, jakby było dziełem jakiegoś utalentowanego scenografa.

Kilka kroków od malowniczego rynku znajduje się park, z którego cieszyć się można widokiem portu i słynnego kalmarskiego zamku. Byłoby jak w bajce, gdyby nie to, że pośrodku tego wymuskanego parku stoi niezwykła, czarna bryła rodem z zupełnie innego świata. To Muzeum Sztuki, na którego zaproszenie tu przybyłam.

Budynek, projektu sztokholmskich architektów Martina Videgårda Hanssona i Bolle’go Thama, choć doceniany przez znawców architektury, nie cieszy się uznaniem wśród mieszkańców Kalmar, bo zakłóca tutejszy estetyczny spokój. Muzeum stoi tu już od 4 lat, ale ciągle nie przestaje być tematem gorących dyskusji. Ich powodem jest nie tylko kontrowersyjny projekt architektoniczny, ale tematy, które Muzeum podejmuje w swoich działaniach. Martin Schibli, kurator Muzeum, postawił przed swoją instytucją trudne zadanie budzenia mieszkańców Kalmar z pięknego snu o idealnym świecie. W swoich działaniach porusza niewygodne tematy i usiłuje zmieniać punkt widzenia, przypominając wszystko to, co w Szwecji i Europie należy poprawić. Dużo tu polityki, historii i tematów społecznych dotyczących głównie północnej i wschodniej Europy. Obok twórców skandynawskich ciągle powracają artyści z Rosji, Białorusi, Ukrainy czy Polski.

W tej chwili muzeum pokazuje prace aktywistki Mariny Naprushkiny, której duża wystawa odsłania polityczną i społeczną rzeczywistość Białorusi, oraz Marii Ruty – szwedzkiej artystki fińskiego pochodzenia, która poprzez malarstwo rekonstruuje historię swojej rodziny. Z tej rekonstrukcji uczymy się o wojennej rzeczywistości i powojennych napięciach między Szwedami i Finami. Są tu też prace Szwedki, Åsy Elzèn, która bada losy feministki Mary Wollstonecraft oraz dokumentacja projektu Pawła Althamera: „Promień słońca”. Dwie z tych wystaw powstały przy współpracy z Biennale Sztuki w Berlinie.

Wszystkie te ciężkostrawne tematy podawane są tu przez kuratora w wirtuozerski niemal sposób. Oprowadzanie kuratorskie, któremu miałam okazję się przysłuchiwać, zaowocowało interesującą rozmową świadczącą o tym, że sztuka może denerwować w idealnie wyważony sposób – za mało, byśmy chcieli ją zupełnie odrzucić, ale wystarczająco, by spowodować w nas ważny niepokój i refleksję.