Karolina Breguła: Tęcza Julity Wójcik zaczarowała Warszawę

Fot. Karolina Breguła

Niedaleko od miejsca, gdzie mieszkam, stanęła dwa miesiące temu ogromna kolorowa tęcza z kwiatów. To dzieło Julity Wójcik, które w ubiegłym roku zdobiło plac przed budynkiem Parlamentu Europejskiego w Brukseli, by teraz, po przebytej renowacji, przenieść się do Polski.
Warszawski Plac Zbawiciela, gdzie stanęła tęcza, to jedno z najżywszych miejsc spotkań w mieście. Każdego dnia do późnej nocy pełno tu ludzi. Absurdalny gigantyczny wielobarwny łuk, pod którym przejeżdżają tramwaje dodał mu jeszcze więcej kolorów i radości.

Dotąd codziennie przebiegałam tędy w pośpiechu, z zazdrością obserwując odpoczywające wokół tęczy tłumy. Wczoraj wreszcie postanowiłam zatrzymać się na moment, by poobserwować i porozmawiać z kłębiącymi się przy niej jak co wieczór znajomymi.

Zaobserwowałam, że tęcza, symbol tolerancji, zdołała oznaczyć Plac Zbawiciela jako wyspę otwartości, gdzie każdy może być sobą. Ubiegłej nocy, chyba po raz pierwszy w Polsce, zobaczyłam tu parę chłopaków bez najmniejszego skrępowania całujących się w miejscu publicznym. Tęcza zaczarowała Warszawę!

Kreatywni warszawiacy znaleźli dla niej również praktyczne zastosowania. Można, łamiąc nieco przepisy prawa drogowego, siedzieć w jej cieniu. Można, również niezupełnie legalnie, wejść do jej środka. Spacery przez wnętrze tęczy stały się podobno modnym dzielnicowym sportem ekstremalnym. Słyszałam też, że ktoś wpadł na pomysł stworzenia hostelu w kwiatowym tunelu. Ciekawe, co na to Julita Wójcik.

Jak kiedyś zrobiła to palma Joanny Rajkowskiej, tak teraz tęcza dała Warszawie odrobinę potrzebnego luzu, oddechu i dystansu do siebie. I za to ją lubię. Po wieczorze w jej towarzystwie, mogę powiedzieć, że z lekkim opóźnieniem, ale radośnie, zainaugurowałam lato w mieście.