Karolina Breguła: Tylko widz!

"Tylko widz", Fot. Marta Skłodowska

Łódzka historyczka sztuki i kuratorka Marta Skłodowska, przechodząc któregoś dnia obok muru z kibicowskim hasłem, jakich w jej mieście jest niezliczona ilość, dostrzegła nową treść w nazwie jednego z tamtejszych klubów sportowych.
Kibice wybazgrali napis: „TYLKO WIDZEW”, z którego część przykryło zazielenione drzewo tak, że z „Widzewa” czytelny pozostał „Widz”. W ten sposób w samym środku osiedla powstało hasło jakby znad biurka dyrektora czy dyrektorki muzeum sztuki.

Tłumacząc mi swoją pracę Marta Skłodowska zadała żartobliwe pytanie: „co by było, na przykład, gdyby kuratorzy też biegali ze sprejami po ulicy i zamiast szacunku dla barw klubowych domagali się szacunku dla barw w sztuce? Jakie hasła mogli by wtedy pisać?”.

Rozśmieszył mnie obrazek, który sobie wyobraziłam. Choć oczywiście, nie byłby on wyłącznie śmieszny. Kuratorzy, stosujący uliczne taktyki popularyzacji miłości do odbiorcy, mogliby stać się hitem, ponieważ temat pozyskiwania nowej publiczności dla galerii i muzeów jest dzisiaj wyjątkowo gorący. Instytucje zajmujące się sztuką zastanawiają się jak zwabić do siebie publiczność i, gdy już przyjdzie zwabiona, jak zatrzymać ją na dłużej. Wabików jest wiele: organizuje się zajęcia edukacyjne i atrakcje dla dzieci, otwiera się kawiarnie, restauracje i sklepiki z pamiątkowymi gadżetami.

Napisy na murach autorstwa łódzkich kibiców nie zawsze są tak sympatyczne jak ten sfotografowany przed Skłodowską. W większości pełne są agresji i wulgarności.

Taki zainspirowany zwyczajem kibiców dyrektor, który wysprejowałby napis „Tylko widz” na ścianie swojego postępowego muzeum z kawiarnią i sklepikiem powinien uważać, bo stąd do wulgarności może być już tylko mały krok. Trzeba uważać, żeby muzeum nie stało się cyrkiem.

Napis „Tylko widz” sfotografowany przez Martę Skłodowską można, przy odrobinie szczęścia, upolować gdzieś w Łodzi, w formie pocztówki.