Karolina Breguła: Uwielbiam Wernera Herzoga

Uwielbiam filmy Wernera Herzoga. Wszystkie one opowiadają przedziwne historie, w które trudno uwierzyć i zabierają w miejsca, których istnienie wydaje się nie być możliwe. Herzog to jeden z tych reżyserów, których filmy nie dają mi spać długo po powrocie z kina.
Najbardziej cenię jego prace dokumentalne – prowokujące do filozoficznych ćwiczeń i zadawania sobie na pozór naiwnych, najbardziej elementarnych pytań o to kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne.

Herzog jest mądrym i dobrym facetem. Czuję, że jestem w dobrych rękach, kiedy swoim charakterystycznym głosem rozmawia w moim imieniu z przedziwnymi ludźmi i oprowadza mnie po odległych krainach. Za każdym razem daję mu się wciągnąc w jego magiczną rzeczywistość pochodząca gdzieś z granicy fikcji. Nigdy nie ma się tu pewności, czy ma się do czynienia z dokumentem czy inscenizacją. Ale to właśnie dzięki temu te filmy stają się porywającą intelektualną grą.

Przeglądając dzisiaj informacje o aktualnościach kulturalnych odkryłam, że kilka miesięcy temu Werner Herzog skończył siedemdziesiąt lat. Od 50 lat tworzy. Wyreżyserował w tym czasie 62 filmy, pisał scenariusze, był aktorem, zajmował się teatrem i telewizją. I w przeciwieństwie do niezliczonej ilości sędziwych artystów, których znam, Werner Herzog tworzy coraz lepiej. Mam wrażenie, że każdy jego film jest lepszy od poprzedniego.

Z okazji okrągłych urodzin Herzoga Goethe Institut zorganizował jego retrospektywę zatytułowaną „Inne światy Herzoga”. Będzie można zobaczyć 22 filmy – od najstarszych aż po najnowszy, nakręcony w 2011 roku, obraz „Otchłań – opowieść o życiu i śmierci”.

Składając mistrzowi w myślach najserdeczniejsze życzenia wpisałam sobie w kalendarz „Inne światy Herzoga” – w Iluzjonie Filmoteki Narodowej w Warszawie między 13 do 27 listopada.