Karolina Breguła: W Bergen

Fot. Karolina Breguła

Od wczoraj jestem w malowniczym norweskim mieście Bergen. Przez najbliższe tygodnie będę tu pracowała nad swoim nowym projektem wideo, do którego zdjęcia zaczynają się za tydzień.
Tymczasem, nie tracąc ani chwili, zaczęłam przygotowania. Wypożyczyłam rower i śmigam na nim po mieście, bez przerwy z górki lub pod górkę, by znaleźć lokalizacje do ponad sześćdziesięciu krótkich scen mojego filmu. Odwiedzam muzea i galerie, magazyny i składziki, antykwariaty i second-handy. Poznaję artystów, sprzedawców sztuki i konserwatorów. I mam wrażenie, że to miasto aż ugina się od sztuki – starej i nieco młodszej, mniej i bardziej wartościowej. Łatwiej tu znaleźć sklep ze starymi obrazami niż piekarnię.

To ciekawy kontekst dla „Fire-followers”, mojego filmu opowiadającego historię ludzi, którzy boją się sztuki, bo wydaje im się, że jest ona zagrożeniem dla ich spokoju, a nawet zdrowia i życia. W mojej opowieści wszystkie rzeźby, obrazy i książki z tutejszych niezliczonych antykwariatów uważane byłyby za niebezpieczne i wylądowałyby na śmietniku.

W niefikcyjnym Bergen antykwariaty mają się dobrze i ani im w głowie wyrzucanie sztuki, bo najwyraźniej nieźle się tu na niej zarabia. W ciągu jednego tylko dnia kilka razy miałam okazję przypadkiem widzieć kogoś wychodzącego z galerii czy od sprzedawcy sztuki, jak to się tutaj nazywa, z zapakowanym świeżo kupionym obrazem pod pachą. Sprzedawca sztuki Christian, którego dzieła zagrają w jednej ze scen „Fire-followers”, rozmarzył się, gdy usłyszał o Bergen z mojej opowieści. Jak sam powiedział, ubiłby interes życia, gdyby mógł przebiec się po śmietnikach tego wymyślonego przez mnie miasta i przenieść zdobyte na nich obiekty do swojej rzeczywistości.