Kilka godzin paryskiej codzienności

Kulturalni



Dochodzę do finałowych etapów pracy nad moim filmowym projektem. W ciągu ostatnich dni trwała szaleńcza walka z czasem. Jeszcze wczoraj po południu siedziałam na warszawskim Mariensztacie, gdzie Weronika Raźna kończyła montaż dźwięku, a dzisiaj od rana jestem już z efektem jej pracy w Paryżu, gdzie od jutra w studiu francuskiego muzyka i producenta Nicolasa Bredina będzie odbywał się jego miks.

Po wielu dniach bez wytchnienia pozwoliłam sobie dzisiaj na kilka godzin wypoczynku. Spotkałam się z projektantką Pauliną Plizgą, która zafundowała mi kilka godzin swojej najprawdziwszej paryskiej codzienności. Zaczęłyśmy od pysznej kawy w ogródku ulubionej kawiarni Pauliny, kilka kroków od jej domu. Potem poszłyśmy na spacer po okolicy – ukrytej za wzgórzem mało turystycznej części Montmartre. Przeszłyśmy przez tutejszy nielegalny targ, na którym z przeźroczystych gablot na kółkach kupić można wszystkie gatunki mięs czy owoców i doszłyśmy na pocztę, gdzie Paulina musiała zapłacić czynsz – oczywiście, znaną francuską metodą, czyli poprzez przesłanie w kopercie czeku bankowego.

Jak można się domyślać, dzień w towarzystwie projektantki mody i miłośniczki polowań na ubrania, obejmował również oglądanie ciuchów. Paulina pokazała mi swoje ukochane lumpeksy i tanie sklepy z butami. Najbardziej zjawiskowy z nich to ten, gdzie Paulina przychodzi szukać obuwniczych okazji. Mieści się on w starym budynku kabaretu. Są to balkony dla widowni i scena z ciągle wiszącą brudną czerwoną kurtyną. Na środku odbywa się spektakl sprzedawania najtańszych butów w mieście – stoją rzędy koszy wypełnionych skórzanymi kozakami za kilkanaście euro.

Na koniec dnia poszłyśmy jeść. Znając ostatnie pokazy prac Plizgi, mogłam się domyślać, co będzie na kolację. Podczas ostatniego Fashion Week w Łodzi kolekcja Pauliny prezentowana była przez modeli zajadających się frytkami. Frytki, jak mówi, to symbol współczesnego zglobalizowanego Paryża. Nie je się tu już lokalnych potraw, traci się indywidualność. Frytki to mrugnięcie okiem do poważanej publiczności łódzkiej modowej imprezy,

Frytki, które zjadałyśmy na kolację, były niemiłosiernie tłuste i zrobione z nieobranych ziemniaków. Wracając ze spotkania z Pauliną Plizgą, przechodziłam koło sklepu firmy Louis Vitton, gdzie na zakończenie mojego modowego dnia z Paryżu zobaczyłam okna wystawowe, które zaprojektowała japońska artystka Yayoi Kusama. Jak zwykle wszystko w kropkach.

Więcej tekstów Kulturalnych tutaj.