„Chłopi” w Teatrze Powszechnym

Teatr Powszechny/fot. Magda Hueckel

Zachęcona pochlebnymi opiniami – a jakże! na Facebooku – udałam się na ostatni przed wakacjami spektakl w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego.
Gdy odebrałam w kasie wyproszoną wejściówkę i wraz z rozbawionymi znajomymi usiedliśmy na poduchach z tyłu sceny, między widzami krążyli już aktorzy ubrani w dziwne kombinezony z długimi pół paskami, pół rękawami i zagadywali: „Nie za drogie te bilety?”. Jeszcze tylko na prośbę Ewy Skibińskiej z warkoczami do pasa: „Przesuńcie się, bo tu będzie umierał Boryna” – zmieniliśmy miejsce i się zaczęło…

reklama

Mimo szokującej na początku formy (długie sceny bez słów, których takt wyznaczały fragmenty książki czytane przez jedna z aktorek), gładko weszłam w narzuconą przez reżysera konwencję. Wyświetlone na ekranie kadry z prawdziwych bądź stylizowanych Lipiec Reymontowskich mieszały się z wizjami łanów i falujących zbóż bądź  padającego śniegu. Zgodnie z instrukcjami tajemniczego głosu aktorzy wykonywali skomplikowane formy gimnastyczne i tańczyli tańce ludowe. Bardzo to było zabawne, zresztą humor, ironia – to cechy charakterystyczne tej wizji projektu „Chłopi”. Arcyciekawe było wykorzystanie kostiumów, furorę wzbudził aktor grający krowę, machina udająca świnię i gęś czy scena erotyczna Maryny z Antkiem z krową w tle. Takich smaczków jest w tym spektaklu wiele, choć przychodzi i czas na grozę.

Dawno nie widziałam na scenie kostiumów (autorstwa Sławomira Blaszewskiego), które odgrywałyby chwilami równorzędna rolę  z bohaterami spektaklu. A ci
 grali świetnie, w dobrym rytmie, z humorem. Reżyser potrafił z pasją aktorów porwać do swojego świata. Częste zmiany narracji, wejście w końcu w tekst samych „Chłopów” i dialog między aktorami chwilami męczył, ale po chwili spektakl odzyskiwał dawny rytm: rozwibrowany tańcem, ruchem i namiętnościami. To znakomita zespołowa robota, więc nikogo nie wyróżniam. W tym sensie jest to także sukces sceny, która od dawna czekała na swoje artystyczne odrodzenie.

Chłopi w Powszechnym są jak kosmici z innego świata, którzy zjawili się nagle na scenie, aby przenieść nas w inny wymiar rzeczywistości. Sceny, w której Antek rozłupuje siekierą kolejne egzemplarze Reymontowskiej epopei, nie należy jednak traktować wprost, bo mam wrażenie, że Garbaczewski – paradoksalnie żartując – odkrywa na nowo powieść, i to nie tylko dla młodej widowni. Warto więc już teraz zaplanować obejrzenie tego spektaklu w nowym sezonie.

„Chłopi”  wg Władysława Stanisława Reymonta, reż. Krzysztof Garbaczewski, premiera 13 maja 2017, Teatr Powszechny w Warszawie