„Ciemności”. Strzępka- Demirski na scenie Imka

mat.pras./fot Bartek Sadowski

 

Rok Conrada stał się okazją do przygotowania inscenizacji „Jądra ciemności”. Wybór tytułu, znanego z adaptacji filmowej Coppoli i brawurowej roli Marlona Brando, podsycał apetyt teatralnej widowni. Dla mnie było to pierwsze spotkanie na scenie z legendarnym duetem Strzępka-Demirski. Oglądałam spektakl bez żadnych oczekiwań, wyszłam oczarowana.

Autorzy nawiązali tekstem Josepha Conrada do współczesności. (Diagnozy społeczne to zresztą poniekąd ich specjalność). Stworzyli więc swój świat nie tylko za pomocą nowoczesnej muzyki i kostiumów, ale i multiplikując kluczowe postaci spektaklu: Marlowa i Kurtza. Marlow 1 (Tomasz Schimscheiner) i Kurtz 2 (Jacek Mąka) są jakby wyjęci z kart powieści, świadczą o tym także ich kostiumy. Marlow 2 (Joanna Kasperek) to zapięta pod szyję bohaterka ze świata dzisiejszych korporacji, a Kurtz 1 (świetny i dynamiczny jak zawsze Andrzej Konopka) w dżinsach i z pomalowanym w barwy wojenne torsem jest bezwzględnym przywódcą naszych czasów. Wspaniała Ciotka (Anna Kłos-Kleszczewska), zaczerpnięta z Conrada, przynosi widzom konieczny oddech, bo jest postacią jakby nie z tej bajki: dowcipną, przerysowaną. Tylko dla porządku dodam, że wspaniale zagraną – podobnie jak jej sceniczni towarzysze. Aktorzy stworzyli teatralny dream team. W spektaklu nie ma przesadzonych solówek, nadmiernej ekspresji i obrazoburczych scen z nagością, co obecnie na scenie często się zdarza. Projekcja filmowa ma głęboki sens, a podbita elementami klasycznej muzyki wizja kosmosu, który nagle wyłania się w tyle sceny, jest naprawdę porażająca. I jeszcze jedna rewelacyjna aktorka – Magdalena Grąziowska, Ta Obca, która gra wszystkich odrzuconych, dotkniętych każdą formą przemocy: raz jest młodzieńcem, za chwilę stać się Murzynem, Żydem, Uchodźcą, Zwierzątkiem futerkowym czy Agresywną Nastolatką, która chce zabić własnego ojca. To karkołomne zadanie aktorka wykonała brawurowo i z wdziękiem.

Po premierze i kilku bardzo krytycznych recenzjach spektakl przeszedł kilka poważnych zmian. To dobrze o artystach świadczy, bo nie są ślepo zapatrzeni w swoje rozwiązania. Twórcy dokonali wewnętrznego montażu scen, całość skrócili i tak dodali spektaklowi tempa i ognia. Widziałam więc już na tę wersję zmienioną, bardziej wyrazistą, mądrze skomponowaną i dającą do myślenia. Warto docenić wysiłki najbardziej znanego twórczego duetu w polskim teatrze, który po raz kolejny porwał się na trudną przecież diagnozę współczesności, jak zwykle nie dając odpowiedzi na pytania. Bo jej chyba po prostu nie ma… Odnajdujemy się, obserwując postaci na scenie w nieustannym chaosie, zgiełku, przekrzykiwaniu się, męczącym powracaniu do starych motywów. W nagle wybuchających atakach agresji, w pretensjonalnym i aroganckim zachowaniu Ciotki, która z inercji społecznej czyni podstawową cnotę. To właśnie jesteśmy „cali my”- zagonieni, przestraszni i nic nierozumiejący z tego, co nas codziennie zaskakuje na ulicy, w metrze, czy na często w spektaklu cytowanym fejsbuku.

Spektakl daje do myślenia, ale równocześnie pozostawia wiele przestrzeni do dalszych poszukiwań, już własnych. Chociażby w prozie nieco zapomnianego Josepha Conrada. Warto śledzić repertuar Teatru Imka w Warszawie i Teatru Żeromskiego w Kielcach, żeby nie przegapić tego przedstawienia.

„Ciemności”, tekst inspirowany „Jądrem ciemności” Josepha Conrada: Paweł Demirski, reż. Monika Strzępka. Spektakl jest koprodukcją Teatru Imka i Teatru Żeromskiego w Kielcach