Czas honoru. Pożegnanie z Warszawą – wywiad z Jarosławem Sokołem

Z autorem powieści rozmawiamy o przedpowstańczej Warszawie i wielkiej historii tworzonej indywidualnymi losami.
We wcześniejszej literaturze powstańcy mieli tylko jednego wroga – Niemców. W pańskiej powieści pojawia się silna agentura sowiecka. Po lekturze jestem zaskoczona poziomem, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, infiltracji Polskiego Państwa Podziemnego. Co wiadomo na ten temat?

reklama

Sprawa infiltracji naszego podziemia przez służby niemieckie jest nie do końca jasna, ale są materiały i relacje świadków, którzy twierdzą, że w 1943 roku Abwehra miała już pełną mapę struktur polskiego państwa podziemnego, być może przygotowując się do ewentualnej współpracy z polskim państwem podziemnym przeciwko Rosji. Wszystkie źródła potwierdzają, że infiltracja ze strony wywiadu i kontrwywiadu niemieckiego była bardzo szeroka.

Natomiast jeśli chodzi o tego drugiego wroga, to jest nadal bardzo kontrowersyjny temat. Nie wiem dlaczego, bo i bolszewizm, i nazizm to okrutne dyktatury, które przyniosły światu miliony ofiar. Ale my chyba jeszcze nie do końca uporaliśmy się z opresją sowiecką. Pewnie z tego powodu, że konsekwencją II wojny światowej był PRL i uwikłanie części naszych elit w nowy system. Wątek agentury radzieckiej pojawia się wraz ze zwrotem w działaniach wojennych. Gdy Sowieci zaczęli odnosić sukcesy na wschodzie, wzrosło ich zainteresowanie infiltracją szeregów armii podziemnej, bo przygotowywali się do wejścia na nasze tereny i rozszerzenia swojego ustroju, co przecież mieli w planach już od 1920 roku. Wiele moglibyśmy się dowiedzieć na temat tych ciemnych kart naszej historii z dokumentów, ale dokumenty niestety spoczywają zamknięte na cztery spusty w archiwach współczesnych służb rosyjskich.

A co agenturą wśród Polaków? Wiemy o kontrwywiadzie AK i wyrokach na zdrajcach. Czy AL lub inne podziemne organizacje komunistyczne też działały podobnie?

Dotyka pani spraw newralgicznych, bo obie strony oskarżają się nawzajem o to, że się likwidowały. Znana jest sprawa drukarni AK wsypanej przez AL, zdarzyły się pojedyncze przypadki wykonywania wyroków na alowcach. Z tego jednak, co się orientuję, to większość tych wyroków była umotywowana sprawami kryminalnymi. Wiadomo, że do podziemia ciągnęli różni ludzie – nie tylko ideowi, ale też różni karierowicze. W książce jest to pokazane na przykładzie Woźniaka, drobnego cwaniaczka, który usiłuje się później wpisać w główny nurt wydarzeń. Podobnie Karol Ryszkowski, który jest nie tyle cwaniaczkiem, ile raczej pchany wichrem historii, coraz mocniej kolaboruje to z jednymi, to z drugimi. Ten ostatni to raczej postać tragiczna.

Szefem Gestapo jest nadal Lars Rainer. Zauważyłam pewną pańską sympatię w stosunku do tej postaci.

Nie, chyba aż tak nie jest. Staram się, żeby te postaci były wiarygodne. A wiarygodne będą wtedy, jeśli poznamy ich wewnętrzne motywacje. Wiadomo, jeśli się człowieka pozna, można się z nim zaprzyjaźnić w jakiś sposób i zrozumieć, co nim powoduje. Ale niech pani przedłoży jakieś oskarżenie, które wskazuje na sympatię.

Źle się wyraziłam – może nie sympatię, ale szacunek dla jego pracy, dla jego metod śledczych.

Szacunek może on rzeczywiście budzić. W końcu przed wojną był prawdziwym policjantem. W SS byli także profesjonaliści, choć, co prawda, niewielu, którzy poddali się nazistowskiej manipulacji albo usiłowali po prostu przeżyć. Rainer? No cóż, nie skompromitowałem go do końca. Nie jest zbrodniarzem, aczkolwiek ponosi odpowiedzialność za wszystko, co się w Warszawie dzieje i przed powstaniem, i w czasie samego powstania.

Zaskoczona byłam rozwojem tej postaci. Dał mu pan odwagę doprowadzenia swojej akcji do końca, nawet kosztem bardzo bliskiej osoby.

Jest człowiekiem bezwzględnym, poświęca to, co dla niego najważniejsze, i stara się sobie wytłumaczyć, że to nie było takie ważne. To chyba przemawia na korzyść autorskiego przekonania, że jednak jest to zimny drań.

Tak, ale pokazuje siłę, a ja go o nią nie podejrzewałam. Wydawało mi się, że jest zwyczajnie cyniczny, a nagle robi taki strategiczny ruch.

Tak, ale znalazł się w sytuacji ekstremalnej, bo wypadł ze strefy wpływów i zupełnie nie wiadomo, co go w tej chwili czeka. Takie sytuacje wyzwalają w człowieku zupełnie nieznany potencjał.