Dlaczego nadal toczymy wojny? Trzy pytania do Marii Wiernikowskiej

Maria Wiernikowska: dziennikarka, wieloletnia korespondentka Telewizji Polskiej, relacjonowała konflikty zbrojne m.in. z Jugosławii, Czeczenii i Afganistanu, a także klęski żywiołowe m.in. tzw. powódź tysiąclecia.

Maria Wiernikowska/fot. Empik Silesia

reklama

Taka jak każdego innego dziennikarza – ma mówić prawdę. I uważać, by nie stać się żołnierzem, a jest takie ryzyko. Gdy jedzie razem z armią – łatwo o taki poślizg. Dziennikarz, choć jest w samym środku wojny, powstania czy konfliktu narodowego, musi zachować obiektywność i zapewnić każdą ze stron, że żadnej nie sprzyja. To nie jest łatwe, bo pewnie każda będzie chciała go przekonać o swoich racjach, dlatego trzeba uważać, by nie dać się wykorzystać.

Pani zdarzyło się opowiedzieć po którejś ze stron?

Prawie zawsze sercem jestem zaangażowana w konflikt. Gdy jechałam do Czeczenii, byłam po stronie Czeczenów. Gdy jechałam do Kurdystanu, byłam po stronie Kurdów. Jestem po stronie atakowanych, tych, którzy bronią swojej narodowości, ale nie zawsze ten podział jest jasny. W Bośni na przykład sprawa nie była oczywista. Nie jest też oczywista na Ukrainie. Może dlatego, że nie jestem na miejscu, w środku, nie mogłam patrzeć na ten konflikt jak na walkę romantycznego narodu z władzą.

Tu już – jako widz – żądam od dziennikarzy informacji, a nie emocji.

Co panią skłoniło, by wydać „Widziałam”?

To zbiór reportaży, które już wcześniej – z jednym wyjątkiem – publikowały „Gazeta Wyborcza”, Radio Zet i „Tygodnik Powszechny”. Kiedy dostałam od Wydawnictwa Zwierciadło propozycję, by wydać je w jednej książce, długo się wahałam. Nie chciałam wracać do tego, co już przeżyłam, do bolesnej, naznaczonej śmiercią przeszłości. Kiedy jednak wybuchł konflikt na Ukrainie, zrozumiałam, że moje poprzednie reportaże są nadal aktualne i że mogą pomóc znaleźć odpowiedzi na wiele pytań o wojnę. Jak ważny jest mit wojenny? Jak to jest, że pojedyncze życie ma tak małą wartość? Że człowiek gotów jest stanąć na barykadzie i dać się zabić? Dlaczego tylu ludzi staje po stronie Rosji? Myślałam, że wojny są już passé, że wyrośliśmy z nich. Niestety, okazało się, że ciągle je kochamy, więc może moje teksty, wraz ze wspomnieniami i emocjami w nich zawartymi, pomogą ludziom spojrzeć prosto w twarz tej pożodze. A także znaleźć odpowiedź na nasze współczesne lęki i obawy.

Maria Wiernikowska, „WIDZIAŁAM”, Wydawnictwo Zwierciadło 2014 do kupienia w naszej księgarni

Zbiór reportaży wojennych, wspomnień, notatek i wywiadów. Gruzja, Afganistan, Irak… Maria Wiernikowska tam była. Obserwowała, słuchała, notowała. I choć były to mocne przeżycia, dziennikarka przyznaje, że od wojny woli pokój. Od zamieszek na Bastylii – relaks we francuskiej kafejce. A gdy wybuchły zamieszki na Majdanie, patrzyła na nie z daleka – siedząc przed telewizorem. „Widziałam wojny” – pisze. „Wiem, jak łatwo i jak głupio się zaczynają. Faceci uwielbiają stroszyć piórka, paradować w bojowym rynsztunku, machać sztandarami, prężyć muskuły. To piękne i pożyteczne, bo może przestraszyć przeciwnika, żeby ręki nie podniósł. Ale potem, jak już się zacznie, nikt nie lubi wojny, a zwłaszcza nikt nie lubi umierać”. Daje do myślenia.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »