Elton John: poza startem i metą

fot.123rf

Tym razem zjawił się na festiwalu filmowym w Cannes niemal bez zapowiedzi i medialnego szumu. Co tam robił podczas święta kina?
To aż dziwne, że twoje trzy ikoniczne piosenki – „Rocket Man”, „Tiny Dancer” i „Jenny and the Jets” – nie doczekały się wideoklipów.

reklama

Człowiek w ogóle o tym nie myślał. Powstało tyle innych klipów, że nie robiło się bilansów. Dużo się działo przez całe moje życie, to był w zasadzie jeden wielki koncert. Ale zawsze miałem spory wpływ na to, jak wyglądam, co i jak śpiewam, z kim się umawiam.

Te wzorzyste, kolorowe ciuchy, fantazyjne okulary i wariackie buty to… ty?

Ja, a dlaczego pytasz? Chcesz pogratulować mi gustu? [śmiech] Mam dość specyficzne podejście do mody, bawię się nią. Muszę dobrze się czuć sam ze sobą, ale są dni, kiedy jest to możliwe tylko, gdy założę żółte dzwony udekorowane cekinami na rozporku. Choć na co dzień raczej się już nie wyróżniam. Na scenie to co innego. Uwielbiałem rzucające się w oczy garnitury – wszelkie barwne kraty, nietypowe nadruki, przypinki, szaliki, kapelusze. Oczywiście, chodziłem w tym też prywatnie.

Takie nakrycie głowy nawet królowa mogłaby docenić.

Raz nawet odbyłem z nią dość specyficzną rozmowę, podczas której powiedziała, że chce mi pogratulować. Zrobiła pauzę, a ja byłem przekonany, że chodzi o utwór, który wpadł jej w ucho. A królowa chciała wyrazić uznanie dla fioletowego kapelusza, w którym widziała mnie trzy miesiące wcześniej na scenie. Bardzo mnie to wzruszyło, potem jeszcze nieraz rozmawialiśmy.

Więcej w wydaniu 8/ 2017, dostępnym także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »