„360. Połączeni”. Zmieniamy tor koła fortuny

360. Połączeni
mat. prasowe

Jesteśmy piłkami zamkniętymi w kręgu. Uderzamy o siebie, oddziałujemy na siebie słabiej lub mocniej. Bywa, że nasze położenie zależy od nas, bywa, że od innych, czasami wpływa na nie zbieg okoliczności.

360. Połączeni
mat. prasowe/więcej w galerii

„360. Połączeni” budzi niepokój, pokazuje, że miłość niesie ze sobą mnóstwo obaw. Film Fernando Meirellesa, nominowanego do Oscara za „Miasto Boga” i „Wiernego ogrodnika”, łączy w sobie i ze sobą historie kilku osób. Przypomina splot utrwalony w „Babel” Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Jest panoramą związków w XXI wieku – pokazuje, jak oddalamy się od siebie, podróżujemy, a nowe miejsca przynoszą nowe znajomości i pokusy. Bohaterowie filmu zdradzają lub marzą o zdradzie. Ocena moralna ich czynów nie jest jednoznaczna. W jednej sytuacji czujemy, że kochankowie ranią innych i niszczą swoje życie, w innej, że skok w bok mógłby dać im coś więcej niż chwile uniesień. – To do niczego nie prowadzi – mówi piękna, dojrzała kobieta do dwudziestokilkuletniego kochanka. – Musi pan albo zapomnieć, że ona ma męża, albo że wierzy pan w Boga – radzi zakochanemu wyznawcy Islamu psycholog. Czy da się zapomnieć? Czy można być szczęśliwym żyjąc z amnezją?

Ważnym wątkiem jest historia mężczyzny, który wychodzi na wolność po wyroku za przestępstwa seksualne. Musi on zmagać się nie tylko z pokusami, których pełno wokół; najtrudniej jest mu okiełznać to, co latami usypiał w sobie. Jego życie determinuje ogromna żądza, o którą nie prosił się losu. Oglądając film bardzo chciałam, żeby z nią wygrał, ale z drugiej strony myślałam o tym, że byłoby mu łatwiej żyć w więzieniu.

Autorem scenariusza jest nominowany za „Królową” i „Frost/Nixon” do Oscara Peter Morgan. Historia została oparta na napisanym pod koniec XIX wieku „Korowodzie”, głośnej sztuce Arthura Schniztlera (1862-1931), uważanego za jednego z najważniejszych przedstawicieli wiedeńskiego modernizmu, twórcy literackiego pierwowzoru „Oczu szeroko zamkniętych” Stanleya Kubricka. Jego dramaty choć napisane ponad wiek temu trafnie odkrywają wnętrze człowieka i wpływ, jaki wywiera na jego poczynania otoczenie. Niezależnie od czasów mamy w sobie niepokój, który każe nam szukać, poznawać, jątrzyć. Akcja filmu toczy się w Wiedniu, Paryżu, Londynie, Bratysławie, Rio i Denver, a bohaterowie mówią siedmioma różnymi językami.

Niepewni siebie ludzie, tak jak w korowodzie, trzymają się za ręce, choć nie bezpośrednio, wszyscy są połączeni. W filmie Fernando Meirellesa krąg się zamyka, część bohaterów podróżuje jego skrajem, część jest zamknięta w środku, nielicznym udaje się wyjść. Jednak ich położenie nie przesądza o stanie ich ducha – można być w szczęśliwym związku z kobietą, którą wcześniej chciało się zdradzić, jeżdżąc w kółko po wiedeńskim Ringu. Można być nieszczęśliwym, podejmując pochwalane społecznie decyzje.

Oprócz ciekawych, nieco chaotycznie splecionych historii atutem filmu jest jego ekipa. Na ekranie pojawia się Jude Law, Rachel Weisz, Anthony Hopkins, Ben Foster i Jamel Debbouze. Bardzo spodobała mi się rola rosyjskiego aktora Vladimira Vdovichenkova.

„360. Połączeni” nie daje odpowiedzi jak żyć, przed i po nim i tak będziemy obijać się o przeszkody jakie przyniesie nam los, trapiąc się, że może podjęliśmy niewłaściwą decyzję. Czy takie w ogóle są? Tak czy owak nasze wybory, trafne, czy złe, zmieniają nasze położenie i determinują los innych ludzi. Ta odpowiedzialność drapie duszę.