„Café de Flore” – Paranormalna miłość

Film Cafe de Flore
Vivarto

Zakochujemy się przez przypadek, a może jesteśmy sobie przeznaczeni? W filmie Jeana-Marca Vallée bohaterów łączy muzyka.

Film Cafe de Flore
Vivarto/więcej w galerii

To nie jest łatwy film. Kanadyjski reżyser, autor hitu „C.R.A.Z.Y.”, opowiadającym o chłopaku, który ukrywa swój homoseksualizm przed ojcem, nakręcił film o miłości. A ta jak zwykle jest trudna.

Mamy lata 60., Paryż. Poznajemy Jacqueline (Vanessa Paradis), która samotnie wychowuje syna z zespołem Downa. Młoda matka robi wszystko, żeby jej dziecko żyło normalnie. Zapisuje go na boks, żeby mógł się bronić przed atakiem innych dzieci. Jacqueline oddaje się tej miłości, nie widzi nic poza nią; sama nie dba o siebie, ma potargane włosy, stary płaszcz. To chłopiec smaruje jej ręce kremem. Gdy jej siedmioletni syn zakochuje się w koleżance z klasy, Jacqueline nie może tego zaakceptować.

Ta opowieść przeplata się ze współczesną historią trójkąta miłosnego, którego ramionami są Antoine (gra go piosenkarz Kevin Parent), Carole (Hélène Florent) i Rose (Evelyne Brochu). Carole jest byłą żoną Antoine’a. Nigdy nikogo nie kochała oprócz niego, nigdy z nikim innym się nie całowała. Ich miłość zrodziła się gdy mieli kilkanaście lat. Teraz mają dwie córki i Rose, która niespodziewanie pojawiła się w ich życiu. Carole szuka w tej historii głębszego sensu, okłamuje się, że akceptuje wybór męża, próbuje zachować spokój. Niestety nie radzi sobie z odrzuceniem, licytuje się z losem, gdy bez zatrzymywania mija znak STOP. Nie może się zatrzymać, by zacząć od nowa.

Carole chce żyć ułudą, liczy na to, że jej miłość jest prawdziwa, że jej mąż wróci. Na ziemię sprowadzą ją przyjaciółka. Namawia ją, żeby zaczęła nowe życie. W tej historii również ważne są dzieci. Tak jak w życiu, cierpią gdy umiera miłość rodziców.

Co się stało? Antoine był człowiekiem szczęśliwym. Zdrada odebrała mu spokój. – Nadal czuję się tak, jakbym wszystko spieprzył. Całe moje życie. Życie mojej rodziny. Jakbym nie zasługiwał na życie – mówi swojemu psychologowi. – Jak to się stało, że opuściłeś jedną duszę dla drugiej? – pyta lekarz. No jak? Przez przypadek? Nie stałoby się nic, gdyby Antoine nie odpowiedział na spojrzenie Rose. Nie wiadomo, czy miało to jakiś większy sens. Jedno jest pewne: każdy czyn ma swoje konsekwencje.

Miłość z lat 60. łączy z tą dzisiejszą piosenka „Café de Flore”. Jej nazwa pochodzi od kawiarni znajdującej się w Paryżu na bulwarze Saint-Germain. Piękne obrazy dodają filmowi uroku, a muzyczne tło romantyzmu. Jean-Marc Vallée zrobił dobry film o miłości. Nie popadł w przesadę, za to zagrał nam na duszy. Warto obejrzeć jego dramat i pomyśleć o tym, jak ważne są dla nas osoby, które kochamy. I jak destrukcyjne może być bezkresne oddanie i każdy krok w bok.

O filmach tej jesieni czytaj TUTAJ

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/Eom0O_ecKh4″ frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]