„Czysta krew”: Wampir z szafy

Anna Paquin jako Sooki
kadr z serialu "True blood"

Droga wampirów przez świat filmu była długa, kręta i prowadziła w stronę światła dnia. Wychudzony, łysy i lubieżny wampir z „Nosferatu” Friedricha Wilhelma Murnaua stał się z czasem przystojnym Edwardem ze „Zmierzchu”, konserwatystą i wegetarianinem. Zanim jednak spiłowano mu kły, filmowy krwiopijca raz jeszcze posłużył za metaforę dla wykluczonych żądz.
Punkt wyjścia opartego na prozie Charleine Harris i wykreowanego przez Alana Balla serialu „Czysta krew” budzi pewne skojarzenia ze „Zmierzchem”. Oto mieszkająca w małym miasteczku w Luizjanie i potrafiąca czytać w myślach kelnerka Sookie (Anna Paquin) poznaje przystojnego i praworządnego wampira Billa (Stephen Moyer). Bill jest dla Sookie pierwszą (i dlatego też naprawdę płomienną) miłością, na której drodze stają jednak znajomi i rodzina. Na amerykańskim Południu, miejscu, które jeszcze kilka dekad temu William Faulkner opisywał jako siedlisko nietolerancji i przemocy, nie patrzy się łaskawym okiem na mieszane związki.

To, co zaczyna się jak telenowela, z czasem skręca w stronę coraz większej ekstrawagancji i popkulturowej jazdy bez trzymanki. Sama warstwa wizualna serialu oślepia jaskrawością i eklektyzmem: od przaśnych obrazów małomiasteczkowego brudu, przez gotycko-heavy metalowy kicz, po róż rodem z teledysków zapomnianych girlsbandów. Z każdym kolejnym sezonem wzrasta w „Czystej krwi” stężenie kampu: relacje między bohaterami stają się coraz bardziej melodramatyczne, na scenę wkraczają lubieżne wróżki i naziści. Do tego dochodzą świetnie napisane, błyskotliwe i cudownie ordynarne dialogi – w jednym odcinku zazdrosna samica wilkołaka oskarża swoją rywalkę: „pieprzysz mojego wilka, suko”.

Na to nakłada się jeszcze naczelny koncept serialu – po wynalezieniu tytułowej „czystej krwi”, czyli wegetariańskiego substytutu, wampiry decydują się na „wyjście z szafy”. To aż nazbyt czytelne nawiązanie do sytuacji mniejszości seksualnych, które w pewnym momencie postanowiły upomnieć się o swoje miejsce w medialnym krajobrazie. Walka o akceptację jest osią wszystkich sezonów. Po jednej stronie barykady stoją wampiry, które uznały, że drapieżne instynkty trzeba powściągać. Po drugiej – pokazywani z satyrycznym zacięciem wszelkiej maści konserwatywni fanatycy: duchowni o inkwizytorskich ambicjach, małomiasteczkowe bojówki złożone z życiowych frustratów i brutalnych kierowców ciężarówek, samotni mściciele, którzy mają z krwiopijcami własne rachunki do wyrównania. Jest tu jeszcze inna grupa ortodoksów: wampiry uważające swoją rasę za wierzchołek łańcucha pokarmowego i z tej racji chcące sprowadzić ludzkość do poziomu bydła hodowlanego.

W piątym i jak dotąd ostatnim sezonie konflikt osiąga masę krytyczną. Twórcy coraz głębiej wbijają ostrze satyry w gardła ekstremistów – pojawia się tu sekta, która w ramach komunii przyjmuje posiadającą narkotyczne właściwości krew Lilith i wierzy w jedyną prawdziwą wampiryczną Biblię. Wyśmiewający ich członków wampir mówi w pewnym momencie: „Nie wierzyłbym za bardzo tej książce. Znałem jej autora i cały czas był na haju”. Brzmi znajomo?

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/uK1D9vGJePc” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]