„Piąta pora roku” – Miłość poza sezonem

Piąta pora roku
mat. prasowe

Duet Marian Dziędziel i Ewa Wiśniewska jest najlepszą rekomendacją filmu Jerzego Domaradzkiego „Piąta pora roku”, który od 26 grudnia będzie wyświetlany w polskich kinach.

Piąta pora roku
mat. prasowe/więcej w galerii

Marian Dziędziel ma już na swoim koncie pierwsze laury: otrzymał m.in. statuetkę Bogini Izydy – nagrodę za rolę w „Piątej porze roku” na 35. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Kairze. W parze z Ewą Wiśniewską dał popis kunsztu aktorskiego. Jego partnerka dobrze czuje się w duecie, ma na swoim koncie nagrodę festiwalu „Dwa Teatry” zagrała w spektaklu telewizyjnym „Boulevard Voltaire” w reżyserii Andrzeja Barta, gdzie wystąpiła u boku Janusza Gajosa.

Ewa Wiśniewska gra w filmie domaradzkiego Barbarę, kobietę z aspiracjami, która jedzie nad morze, by pożegnać zmarłego męża, malarza. Witek jest jej kierowcą. Paniusia na początku podchodzi z rezerwą do rubasznego towarzysza drogi, z czasem atmosfera ociepla się i stary dobry mercedes z tapicerką w panterkę staje się miejscem, gdzie rodzi się miłość. Oboje mają swoje lata i doświadczenia, ale sytuacja sprawia, że młodnieją, zachowując się jak podlotki.

– Z Marianem Dziędzielem gramy parę, która jest już w takim wieku, że wydawałoby się, że nie ma prawa do marzeń, a jednak ich również dopada niezaplanowana, piąta pora roku. Miłość poza sezonem – opowiada o filmie Ewa Wiśniewska w książce „Aktorki” Łukasza Maciejewskiego.

– W końcu zagrałem amanta. Można powiedzieć, nareszcie! – stwierdza Dziędziel, znany ze znakomitych kreacji w „Weselu”, „Domu złym” i “Krecie”, w których stworzył bohaterów trudnych, brutalnych, pozbawionych radości życia.

Barbara i Witek jadą przez Polskę, a my wraz z nimi poznajemy bary i restauracje przydrożne, trafiamy na balangę motocyklistów, zaglądamy do stodoły, gdzie grany przez Leszka Lichotę rolnik pędzi bimber. W domu na Śląsku czeka na Witka jego przyjaciel (Andrzej Grabowski), z którym gra razem w kapeli, a oprócz muzyki łączy ich jeszcze jedna pasja – gołębie. Kierowca zapomina o bożym świecie, nie liczy dni, wiezie przecież „swoją kobietę”.

Komedia Domaradzkiego, reżysera znanego między innymi z „Łuku erosa” i „Wielkiego biegu”, niesie ze sobą pozytywne przesłanie, że nigdy nie jest za późno na miłość. Film ogląda się z uśmiechem, jednak teatralne chwilami sceny mogą zniechęcić tych, którzy kino traktują bardziej serio. Dla nich historia Barbary i Witka może wydawać się infantylna. A może po prostu tacy są wszyscy zakochani?