Adam Sikora – Pierwszy gasi światło

Polscy operatorzy znani za granicą? Od jakiegoś czasu w tej czołówce jest także jego nazwisko. Adam Sikora opowiada nam, jak zdołał przetrwać na planie „Essential Killing”, dlaczego Rutger Hauer po roli w „Młynie i krzyżu” nie chciał wyjechać z Polski i o wstrząsającym filmie „Ewa” w jego reżyserii.
– Na tegorocznym festiwalu w Gdyni dostał pan Złote Lwy za zdjęcia do „Essential Killing”, głośnego, nagrodzonego w Wenecji filmu w reżyserii Jerzego Skolimowskiego. Dlaczego nie odebrał pan nagrody osobiście?

reklama

– Nie mogłem. Mam zdjęcia w różnych częściach świata, coraz trudniej mi wszystko ze sobą pogodzić.

– Podobno kiedy po raz pierwszy usłyszał pan w słuchawce: „dzień dobry, tu Jerzy Skolimowski”, myślał pan, że ktoś robi sobie żarty.

– Tak. Odpowiedziałem: „bardzo mi miło, tu Sven Nykvist” [nieżyjący już słynny szwedzki operator – przyp. red]. Szybko się jednak zorientowałem, że rozmowa jest poważna. Pan Jerzy wrócił po latach do Polski i szukał operatora.

– Dlaczego wybrał pana?

– Nie wiem, nigdy go o to nie zapytałem. Pierwszy film, przy którym współpracowaliśmy, to „Cztery noce z Anną”. Następny to już „Essential…”.

– Zdjęcia w ekstremalnych warunkach: na pustyni albo przy kilkunastostopniowych mrozach. Było ciężko?

– Pustynię, która mogłaby „zagrać” Afganistan, znalazłem, pracując nad zupełnie inną, izraelsko-polską koprodukcją. Szukając odpowiednich planów, pokonałem kilometry kanionami przy 40-stopniowym upale. Za to same zdjęcia do „Essential Killing” wypadły na przełomie grudnia i stycznia. Było przyjemnie, dopóki nagle nie spadł deszcz. Ulewa trwała może z dziesięć minut, ale po niej piasek przemienił się w gigantyczne błoto. Ugrzęzły w nim nasze auta z oświetleniem, garderoba dla aktorów, wszystko. Ekipa wydostała się z planu w gumowcach, a cały sprzęt musieliśmy zostawić na noc na pustyni. Potem z Izraela trafiliśmy do mroźnej Polski, a na koniec do zabójczo zimnej Norwegii. Siedzieliśmy na planie w kombinezonach.

– Takich, jakie noszą polarnicy?

– Raczej takich, jak kosmonauci.