Chłopiec na rowerze

fot. materiały prasowe

Niby-prosta historia. 12-letni Cyril (świetny Thomas Doret), który trafił do domu dziecka, jest pewien, że znalazł się tu na krótko. Wierzy wszak, że jego ojciec, gdy dane mu będzie tylko wyprostować swoje życiowe ścieżki, wróci po niego i go stąd zabierze. Ale tak się nie dzieje.
Ojciec – to dość znamienne, że odtwarzający go Jérémie Renier parę lat temu w „Dziecku” tychże samych reżyserów zagrał człowieka, który sprzedał swojego dopiero co narodzonego synka – ma własne plany i chce o Cyrilu zapomnieć. Chłopak nie może się jednak z tym odrzuceniem pogodzić, stąd wielokrotnie urywa się spod kurateli wychowawców, by odszukać rodzica. Podczas jednej z takich ucieczek poznaje fryzjerkę Samanthę, która decyduje się podać chłopakowi pomocną dłoń i otworzyć przed nim swój dom. Czyli wszystko kończy się dobrze? Tylko do pewnego stopnia, bo w finale bracia Dardenne dokonują zaskakującego „wymyku”, w wyniku którego oczywisty happy end zostaje podważony. I nic dziwnego, bo belgijski tandem woli w swoim ascetycznym kinie opowiadać o życiu, niż sprzedawać bajki. „Chłopiec na rowerze” na ostatnim festiwalu w Cannes zdobył Grand Prix.

reklama

Le gamin au vélo, Belgia/Francja /Włochy 2011, reż. Luc i Jean-Pierre Dardenne, wyk. Thomas Doret, Jérémie Renier, Cécile De France dystr. Carisma