„Chwała dziwkom” – recenzja

Against Gravity

Żadna praca nie hańbi – zdaje się mówić reżyser „Chwały dziwkom” i pokazuje kulisy zawodu, którego żadna szanująca się kobieta nie chciałaby wykonywać, a jednak z jakiegoś powodu miliony kobiet to robią. Witajcie w świecie seksu za pieniądze.
To nie jest ładny film, choć jego pierwsza część wydaje się być znośna. Malujące się Tajki, które modlą się o klientów przed wejściem do klubu, z którego przed świtem nie wyjdą, siedząc w szklanej klatce niczym w akwarium – to jeszcze znośne obrazy. Potem jest gorzej, I choć kamera pokazuje świat prostytucji męskim okiem, to uczciwie dopuszcza do narracji zarówno głosy żeńskie, jak i męskie.

„Chwała dziwkom” skojarzyła mi się z ostatnią książką Gabriela Garcii Marqueza – „Rzecz o mych smutnych dziwkach”. I tu, i tu perspektywa patrzenia na prostytucję jest inna niż powszechnie: wnikliwa i intymna ale pełna szacunku. W dokumencie Michaela Glawoggera poznajemy świat prostytutek w Tajlandii, Bangladeszu i Meksyku. Ten pierwszy jest śliczny, czysty, umalowane i odstawione dziewczęta siedzą za szybą wystawową niczym manekiny w sklepie z ciuchami. A po drugiej stronie klienci oglądają je sobie, negocjują cenę i wybierają. Przychodzą po coś nowego, ale też po świeżość i młodość. Dziewczyny oglądane są przez akwarium niczym towar na półce z napisem „dotykamy po zapłaceniu. Gdy z niego wychodzą, na chwilę stają się własnością obcego, który zrobi z nim to, czego „nie zrobi z własną żoną”.

W Bangladeszu domem publicznym jest przestrzeń miasta; poruszamy się po brudnych, wąskich uliczkach, gdzie w kolejnych pokoikach wielkości norek, siedzą niczym księżniczki na ziarnku grochu, młode, wyglądające na niepełnoletnie dziewczyny, czekając na książąt z bajki. Pilnują ich burdel-mamy, bo dziewczyny muszą zarobić na siebie, swoje sukienki i na swoje opiekunki i ich rodziny. Kiedy kończą karierę nie mają nic. Wszystko to jest jeszcze znośne, dopóki jedna z nich nie mówi, że czasami chciałaby po prostu o czymś porozmawiać. Pokoje są niczym klatki, a świat na zewnątrz nie istnieje, bo większość z nich nigdy go nie zobaczy. Dziewczyny, a właściwie dziewczęta, opowiadają o dobrych i złych klientach, o nauce zawodu. Wszystkie są smutne.

Wreszcie Meksyk i rozpasanie z wyuzdaniem, alkohol, narkotyki i dziewczyny, „które zrobią wszystko”. I które to lubią. Czy tak jest, nigdy się nie dowiemy, ale oglądałam tę część, jakbym patrzyła na seksualny dom wariatów, na biblijną sodomę i gomorę, gdzie wyuzdanie znaczy tyle co bułka z masłem, gdzie intymność nie istnieje, gdzie seks sprowadzony do mechaniki poruszeń i ruchów przypomina gimnastykę a nie zbliżenie. Wpuszczeni do pokoju jednej z dziewczyn oglądamy scenę seksu, a „intymność” jest ostatnim słowem, jakie przychodzi do głowy. Czy ten obraz zmienia nasz stosunek do „najstarszego zawodu świata”? Niespecjalnie, ale na pewno go pogłębia, jak i wiedzę o świecie, w którym my – Europejki – na pewno nie chcemy się znaleźć. Świadomość, że istnieje taki świat, a właściwie takie światy – biorąc pod uwagę cały dokument – nie pozostawia spokojnym.

„Chwała dziwkom”, Michael Glawogger, dystr. Against Gravity