Ciemna strona polityki – „Idy marcowe”

materiały prasowe

W „Idach marcowych” odnajdziemy to wszystko, co – jak podejrzewamy – odbywa się za kulisami wielkiego spektaklu, jakim jest kampania wyborcza. A jednocześnie – jak sądzę – wolelibyśmy tego nie wiedzieć, bo ten film pokazuje, że ludzie, którzy chcą nami rządzić, są pozbawieni skrupułów.
„Idy marcowe” to prawdziwa pokerowa zagrywka, w której każdy z graczy ma asa w rękawie. W dodatku kolejne wydarzenia sprawiają, że co chwila któryś z nich traci prowadzenie, by za chwilę spektakularnie je odzyskać.

reklama

Mamy tu kandydata na prezydenta USA – Mike’a Morrisa (w tej roli sam reżyser, George Clooney), czystego jak łza polityka i oddanego męża, który nie chce się splamić szkodliwymi powiązaniami. Ale wystarczy, by zaczął tracić w sondażach, i okazuje się się, że każdy sojusz jest mu na rękę. Obok – ambitny doradcę Morrisa, który nagle – w wyniku własnej naiwności – wypada z gry, a potem powraca, odgrywając się na winnych. Nie brakuje wścibskich i szantażujących dziennikarzy, podstępnych szefów sztabu, manewrujących ludźmi jak pionkami na szachownicy, a wreszcie zwykłych pracowników sztabu wyborczego – tych najłatwiej pochłania machina kampanii. Ten film powiela schemat działania, jakim kierowano się w polityce od zawsze. Jak powiadał Niccolo Machiavelle – trzeba być raz lisem, raz lwem, bo cel – zgodnie ze starą maksyma – uświęca środki.

Tytuł nawiązuje zresztą do święta poświęconego rzymskiemu bogu wojny – Marsowi, co w klimat kampanii wyborczej, gdy jeden kandydat najchętniej szybko pozbyłby się oponenta, idealnie się wpisuje. Jednocześnie – i tu kolejne nawiązanie do historii – właśnie podczas id marcowych Juliusz Cezar został zgładzony przez 23 zamachowców, w tym swojego przyjaciela. Łatwo w fabule filmu odnaleźć nawiązanie do tej historii. I choć „Idy” to obraz wciągający, z przednim aktorstwem Clooneya, Ryana Goslinga czy rewelacyjnego Philipa Seymoura Hoffmana, to i tak odechciewa się po nim wszelkich kontaktów z polityką.

Co ciekawe, Clooney rozpoczął prace nad „Idami” jeszcze w 2008 roku, kiedy trwała kampania wyborcza, w wyniku której prezydentem został Barack Obama. Sam aktor powiedział jednak, w pierwszym roku po wygranej Obamy Amerykanie byli tak przepełnieni optymizmem, że nie chciał psuć im humoru taką historią. – Mniej więcej rok później wszyscy stali się znowu cyniczni i mogliśmy spokojnie wrócić do projektu – dodał.

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej doceniła thriller „Idy marcowe”, przyznając obrazowi nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany.

Film w naszych kinach od 3 lutego.