Czas wojny

Nowy film Spielberga trochę rozczarowuje, choć ma szansę spodobać się tym wszystkim, którzy zakochani są w koniach i takich filmach reżysera jak „E.T” czy „Kolor Purpury”.
Obraz skupia się właściwie na losach konia, który przechodzi z rąk do rąk. Najpierw kupuje go farmer, a opiekuje się nim jego syn (i nadaje mu imię Joey), potem zwierzę zostaje sprzedane armii i wówczas trafia w sam środek I Wojny Światowej. Wraz z jego niezwykłą wędrówką poznajemy kolejne osoby, ich życia, problemy oraz to jaki, wpływ ma na nich rozpoczynająca się wojna.

reklama

Jednak ta mnogość postaci, które pojawiają się i znikają, nie działa na korzyść obrazu. Skutkuje to tym, że ich historie są dość płytkie, konwencjonalnie napisane, nie potrafią zaangażować widza, tym bardziej, że dosłownie po paru minutach reżyser przeskakuje na następną. Przy tym także i aktorom ciężko się wybić.

Fabularnie sporo tu naiwności i sentymentalizmu. Niby kino Spielberga z tego słynie i w tym tkwi na ogół jego siła, ale tym razem wyszła z tego ciężkostrawna mieszanka, z którą nawet jego entuzjaści mogą mieć problem. Oczywiście mogą, ale nie muszą. „Czas wojny” potrafi uwieść widza – film dobrze się ogląda (po raz kolejny świetne zdjęcia Janusza Kamińskiego), nie brak mu momentów humorystycznych, ale też i tych bardziej smutnych. Pomimo poważnej tematyki to właściwie taka bajka rodem z Disneya, tyle że w wersji fabularnej.

Plus Spielbergowi z pewnością należy się za wybranie na tło I wojny światowej. Ze względu na rozmiary swego okrucieństwa II wojna przyćmiła swoją poprzedniczkę i właściwie mało który twórca podejmuje tę tematykę, przez co dla wielu jest to zapomniany konflikt. Szkoda jedynie, że nie doczekała się lepszego filmowego portretu.

War Horse, USA, Indie 2011, reż. Steven Spielberg, wyk. Jeremy Irvine, Emily Watson, Tom Hiddleston, Peter Mullan, dystr. Forum Film Poland