„Długie dzieciństwo” – recenzja

Vivarto

To film, który szybko może zniknąć z ekranów kin, a szkoda, bo to piękne i bardzo prawdziwe, choć trudne kino.
Nie jest to melodramat ani romans, nie jest to komedia ani film obyczajowy, choć „Una sconfinata giovinezza” zawiera w sobie elementy tych wszystkich gatunków, bo mamy tu miłość, chorobę, śmierć, trudne relacje rodzinne i niespełnione marzenia.

Film dzieje się na dwóch planach. Na pierwszym poznajemy idealne małżeństwo: Francescę i Lino. Nie mają dzieci, żyją sobie spokojnie, a szczęście jednemu daje obecność drugiego. Do czasu, gdy Lino zaczyna tracić pamięć i zapominać słów – szybko okazuje się, że cierpi na Chorobę Alzheimera. Spokojne życie zamienia się w trudną walkę o kolejny normalny dzień, a Francesca – patrząc na gasnący umysł męża – jednocześnie opiekuje się nim jak własnym dzieckiem. Mąż wraca do stanu dzieciństwa i tu mamy plan drugi. Czas cofa się o kilkadziesiąt lat. Widzimy Lino gdy – po utracie obojga rodziców – przenosi się do wujostwa do podbolońskiej wsi. Tam spędza wakacje. Okażą się dla niego niezapomniane i, co więcej, przeciągną go na drugą stronę. Podążając za wspomnieniami, Lino ucieknie życiu, żonie, nam wszystkim.

„Długie dzieciństwo” opowiada przede wszystkim o trudach życia z chorą nieuleczalnie i pogrążającą się coraz bardziej w mrokach swojego umysłu osobą. To codzienne patrzenie na to, jak ktoś odchodzi, choć fizycznie cały czas z nami jest. Jednocześnie reżyser Pupi Avati podjął się próby zajrzenia za zasłonę i sprawdzenia, co w umyśle chorego się kryje. Przed kim ucieka lub do kogo biegnie. To prawdziwa lekcja życia, jedna z tych, do których nigdy nie można się dobrze przygotować.

„Długie dzieciństwo”, Pupi Avati, dystrybutor Vivarto