Ewa

fot. materiały prasowe

Ceglane familoki, zamknięte kopalnie i bezrobotni górnicy. Taki dołujący (to akurat dobre tutaj słowo) obraz Górnego Śląska polskie kino serwuje nagminnie. I z „Ewą” pozornie wcale nie jest inaczej.
W swoim debiucie reżyserskim operator Adam Sikora i dramaturg Ingmar Villqist opowiadają bowiem o śląskiej rodzinie, w której mąż (Andrzej Mastalerz) traci pracę, a ciężar utrzymania domu i dzieci przejmuje żona (Barbara Lubos-Święs). To desperacki krok, bo kobieta zatrudnia się jako sprzątaczka w agencji towarzyskiej, gdzie z czasem „awansuje” do roli prostytutki. „Ewa” nie jest jednak filmem o tym, że bieda materialna może sprowadzić na człowieka nędzę moralną. Sikorę i Villqista bardziej niż społeczne interesują kwestie psychologiczne. A i estetyczne. Twórcy nie próbują moralizować ani bawić się w perwersyjne gry. Przeciwnie, chcieli opowiedzieć o miłości większej niż życie i udało im się. A Lubos-Święs z Mastalerzem tę opowieść swoją grą uwiarygodnili.

reklama

Polska 2010, reż. Adam Sikora, Ingmar Villqist, wyk. Barbara Lubos-Święs, Andrzej Mastalerz, Anna Guzik, Aleksandra Popławska, dystr. Spectator