Filmowe lato część I: kierunek Europa

Gutek Film

„W sześćdziesiąt dni dookoła świata” to pomysł na cykl filmowy, dzięki któremu zabierzemy Was w podróż do miejsc, które już widzieliście, albo chcielibyście zobaczyć. Przystanek pierwszy: Europa.
Gdyby chcieć oceniać naszą cywilizację na podstawie samych tylko reklam obecnych w przestrzeni publicznej, można by odnieść wrażenie, że przez sporą część roku zajmujemy się głównie podróżowaniem, a ściślej – wylegiwaniem w słońcu na jakiejś niebiańskiej plaży. Podczas gdy billboardy, ulotki, a nawet ptaki w parkach krzyczą „wyjedź”, ja zachęcam – zostań. Dalekie podróże są kosztowne, męczące, ryzykowne i wbrew pozorom wcale nie gwarantują wielkich przygód ani gorących romansów. A gdy coś pójdzie nie po naszej myśli, biuro podróży nawali przy rezerwacji hotelu, lokalsi będą uporczywie mówić w niezrozumiałym języku albo po prostu będzie za gorąco – nie ma jak od tego uciec.

Alternatywa? Podróże filmowe. Oglądając dzieło, którego akcja toczy się w jakiejś atrakcyjnej lokalizacji, możemy być pewni, że twórcy wzięli na siebie wszystkie niedogodnienia, a dla nas wydestylowali samą esencję miejsca, esencję przygody. Podróżowanie takie ma także tę poważną zaletę, że jest skondensowane w czasie, a w razie nietrafionego wyboru – miejsca, aktora, gatunku – wyprawę można w każdej chwili przerwać. Aby i to ryzyko zminimalizować, przygotowaliśmy mały przewodnik dla początkujących kinowych podróżników.

Zaawansowanych zachęcam do stworzenia własnej, ambitniejszej listy, w której rozplanujecie na przykład dzień po dniu dwa miesiące podróży dookoła świata. Bez ruszania się z domu. Kuszące?