Filmy na prezent

Grudzień to czas prezentów. Naszym zdaniem jednym z najlepszych upominków jest film, chociażby dlatego, że – odpowiednio dobrany – będzie dostarczał rozrywki wielokrotnie, nie jest więc przedmiotem jednorazowego użytku. Na jakie pozycje DVD (lub Blu-ray) warto zwrócić uwagę?
„Kung Fu Panda 2” (premiera 14 listopada)

reklama

Pierwsza część to była dobra zabawa (choć głównie dla młodego widza), a druga jest jeszcze lepsza. Ma wyraźnie bardziej wartkie tempo, ciekawiej sfilmowane sceny walk, no i humor pozostaje nadal na tym samym poziomie. A do tego w warstwie wizualnej jest bardziej wyrafinowany (choć na to już większą uwagę zwrócą starsi). Sama animacja jest również na wysokim poziomie. Fanów „jedynki” nie trzeba namawiać, a ci, którzy jej nie ,mają okazję nadrobić zaległości przy kontynuacji, która ciągnie wątki z pierwszej części. Ale równie dobrze się ją ogląda jako odrębny film! „Kung Fu Panda 2” na dvd będzie z pewnością jednym z bardziej udanych prezentów mikołajkowych dla pociech.

Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II (premiera 10 listopada 2011)

Ostatnia część chyba najważniejszej i najbardziej kasowej serii filmowej (bo książki to inna, jeszcze większa bajka) XXI wieku. Historia młodego adepta magii z Hoghwarthu jest bez wątpienia popkulturowym fenomenem. To doprawdy niesamowite, ale postaci stworzone przez J.K. Rowling stały się niemalże nowoczesnymi archetypami dobra i zła, przynajmniej wśród młodego pokolenia. Cykl jako całość jest bardzo nierówny – pierwsze dwie części to było dość przeciętne familijne kino przygodowe, ale opowieść stawała się coraz bardziej dojrzała , a na końcu wręcz mroczna ze znamionami szekspirowskiego dramatu. I choć filmowe epizody numer 6 i 7 były przeznaczone właściwie tylko dla zagorzałych fanów Pottera ( przegadane i nudne dla przeciętnego widza, w dodatku kiepsko wyreżyserowane), tak finałowy obraz nie zawiedzie nawet tych, którzy za Harry’m nie przepadają. To pełne dramatycznych zwrotów widowisko.

„Tam gdzie rosną poziomki” reż. Ingmar Bergman (premiera 18 listopada)

Dla tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z tą filmową klasyką, a także dla tych, którzy chcą ją sobie przypomnieć, Gutek Film przygotował specjalną serię DVD – „Arcydzieła Mistrzów”. Jednym z pierwszych filmów, jakie zostaną wydane, jest „Tam gdzie rosną poziomki” Ingmara Bergmana. To kanon kina europejskiego, arcydzieło stanowiące niezwykle osobiste i sugestywne studium przemijania. Na swoje alter ego Bergman wybrał 80-letniego profesora Borga (Victor Sjöström). Wraz z synową (Ingrid Thulin) jedzie w podróż ze Sztokholmu do Lund, by wziąć udział w obchodach własnego jubileuszu naukowego. Z pozoru zwyczajny wyjazd zamienia się w magiczną wędrówkę przez odległe obszary pamięci, skłaniającą do refleksji nad życiem i stosunkami z ludźmi.

Druhny (premiera 10 listopada)

Udana odpowiedź na tzw. buddy comedy, które opowiadają o grupce mężczyzn, która doświadcza różnego rodzaju zabawnych perypetii. Najbardziej znanym ostatnio przykładem gatunku jest „Kac Vegas”. „Druhny” to taka „babska” wersja tego schematu. Wyprodukował ją zresztą Judd Apatow, który maczał palce w takich filmach, jak „Wpadka” czy „Chłopaki też płaczą”. Okazuje się, że dobrze odnalazł się także w kobiecej wariacji poetyki owej „kumpelskiej komedii”.

Życie Annie (Kristen Wiig) przybiera nieoczekiwany obrót, kiedy decyduje się poprowadzić swoją najbliższą przyjaciółkę, Lillian (Maya Rudolph) – wraz z grupą barwnych druhen: Helen, Rita, Becca i Megan – w szalonej drodze ku małżeństwu, i dzielnie stawia czoła serii katastrof, jakie napotka na swojej drodze.

Siłą „Druhen” jest przede wszystkim znakomicie dobrana obsada. Zarówno Kristen Wiig na pierwszym planie, jak i cała jej grupa przyjaciółek (z Melissą McCarthy w roli Megan na czele), spisują się znakomicie. To na nich opiera się ciężar komizmu i dynamiki całego obrazu. Scenariusz to (jak zawsze) fundament, ale wystarczyłoby niewłaściwie obsadzić role główne, by film stracił cały swój urok.

Jak zostać królem (premiera 5 października)

Po śmierci króla Jerzego V i szokującej abdykacji Edwarda VIII (Guy Pearce), książę Albert (Colin Firth) musi – pomimo wielkich oporów – objąć tron Anglii jako Jerzy VI. Ogromną przeszkodą w wypełnianiu monarszych obowiązków jest prześladujące go od najmłodszych lat… jąkanie. Oddana mężowi królowa Elżbieta (Helena Bonham Carter) dokłada wszelkich starań, aby pomóc mu pozbyć się zawstydzającej przypadłości. Jedyną osobą, która może tego dokonać, jest australijski specjalista o nietypowych metodach pracy nad wymową – Lionel Logue (Geoffrey Rush).

Wspaniałe odwzorowanie realiów lat 30. XX wieku stanowi niezwykle wystawne tło dla wciągającej i poruszającej historii o sile przyjaźni oraz wyzwaniach, jakim sprostać musi koronowana głowa państwa w obliczu wojny. Opowiedziana z wdziękiem i wyczuciem i znakomicie zagrana przez Geoffrey’a Rush’a i Colina Firth’a. Doskonała propozycja na każdy mroźny wieczór.

Melancholia (premiera 3 listopada)

Tak oto widzi świat (a raczej jego koniec) twórca, który boryka się z depresją. Tymi słowami można by podsumować to, co zobaczymy na ekranie. Lars Von Trier przyzwyczaił już widzów do szokowania i to nie tylko w filmach (vide jego wypowiedzi podczas tegorocznego festiwalu w Cannes). „Melancholia” to jednak jeden z jego najbardziej poetyckich obrazów. Już sam koncept jest niezwykle ciekawy, ale jednocześnie dość karkołomny do zrealizowania. O dziwo jednak Von Trier wybrnął z postawionego przed sobą zadania obronną ręka.

Wszystko zaczyna się od przyjęcia weselnego Justine (Kirsten Dunst) i Michaela (Alexander Skarsgard), gdzie poznajemy relacje między członkami rodziny Justine. Następnie fabuła poszerza swój nawias, bowiem dowiadujemy się, że do Ziemii zbliża się olbrzymia planeta o nazwie Melancholia, dotąd ukryta się za Słońcem, i grozi kolizją. Sytuacja ta wyzwala różne postawy wśród ludzi: jedni są zaintrygowani i zafascynowani złowieszczą planetą; inni zwyczajnie się jej boją bądź popadają w depresję z obawy przed nieuchronnym końcem. I to jest w tym filmie zdecydowanie najciekawsze, bo przecież czasem sami zaczynamy się zastanawiać, co byśmy zrobili w podobnych okolicznościach. Film trudny, ale warto poświęcić mu uwagę.